sobota, 13 kwietnia 2013
Niemożliwe staje się możliwe
- O czym wczoraj rozmawialiście z Marco?
- O tym i o tamtym - Miri wyraźnie zbywała moje pytania - A ty gdzie zniknęłaś z Mario?
- Tajemnica za tajemnicę - rzuciłam i skierowałam się do łazienki po lokówkę do włosów
- Po co je zakręcasz? Są już przecież kręcone
- Muszę je poprawić w kilku miejscach. Opowiesz mi o czym rozmawialiście?
- O moich studiach i naszym przyjeździe no i ... nie będziesz zła?
-O co? Wykrztuś to z siebie
-Marco zaprosił mnie dzisiaj na kolację
- Na kolację? - byłam lekko zszokowana - świetnie. W co się ubierzesz?
-Jeszcze nie wiem
-Trzymaj - podałam jej lokówkę - tobie bardziej się przyda. Już czternasta
Zajrzałam do szafy i wyjęłam moją ulubioną kobaltową sukienkę
-Pilnuj jej jak oka w głowie
-Em dzięki, kochana jesteś - Miri rzuciła mi się na szyję
-Uważaj bo poparzysz mnie lokówką. Idę pod prysznic jak wrócę masz być gotowa. Weszłam do łazienki i spojrzałam na nie ujarzmione afro na mojej głowie
-O nie na pewno nie będę tego prostować - rzuciłam sama do siebie
Weszłam pod prysznic i odtworzyłam w pamięci wczorajszy wieczór. Po wypiciu kilku drinków postanowiłam wrócić
do hotelu. Nie byłam jednak za bardzo w stanie, więc Mario postanowił, że mnie odwiezie. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, letni wiatr taki przyjemny i kojący zupełnie inny od wiejącego znad Bałtyku.
-Muszę chyba wytrzeźwieć zanim wrócę, przejdziesz się ze mną?
Dogonił mnie i złapał za rękę
- Tak na wszelki wypadek, żebyś się nie przewróciła
- Nic mi nie będzie - niemiłosiernie zachwiałam się na moich koturnach i Mario złapał mnie w swoje ramiona
-Właśnie widzę
Dotarliśmy na główny plac. Z daleka zobaczyłam fontannę. Ściągnęłam buty i pobiegłam w jej stron. Mario puścił się w bieg za mną, śmiałam się głośno jakbym była dzieckiem, w głowie wszystko mi wirowało, światła oświetlały fontannę. Chodziłam po jej krawędzi
- Wiesz że to nielegalne? - Mario podał mi rękę żeby ściągnąć mnie z niej, ale nie poddałam się tak łatwo - Chodź do mnie - chociaż to było kompletne samobójstwo posłuchał mnie i wyszedł mi naprzeciw -Wiesz co teraz należy zrobić?
- Chyba muszę cię wrzucić?
-Tylko uważaj żeby ktoś nie wrzucił cię pierwszy - Popchnęłam go lekko i wylądował po kostki w wodzie
-To był duży błąd - powiedział z uśmiechem - złapał mnie za nadgarstki i wciągnął za sobą do akwenu. Gdzieś w tle z jakiejś restauracji unosił się majestatyczny głos Eda Sheerana
-Chyba nie dokończyliśmy tańca
-Też mi się tak wydaje
Przyciągnął mnie do siebie i patrząc sobie głęboko w oczy tańczyliśmy brnąc w błękitnej wodzie podświetlanej gamą barw złota. W pewnej chwili porwał mnie na ręce, a ja nie miałam siły protestować, przytuliłam głowę do jego piersi i uśmiechałam się do siebie szeroko 'Jak w bajce'. Melodii towarzyszył tekst mówiący 'kiss me' pomimo tego i oklasków grupy młodych studentów, która zmaterializowała się przy nas i biła nam brawo nie pocałowałam go. On również tego nie zrobił.
Jakbym śniła śpiewałam w rytm spływających kropli wody cichym mezzosopranem:
Kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love
Rzeczywistość zmusiła mnie do tego, aby zakończyć relaks i stanąć z życiem twarzą w twarz. Byłam dziwnie szczęśliwa, ale i niespokojna, coś nie pozwalało mi do końca być spokojną, napędzało do ciągłego podniecenia, jakbym wyczekiwała jakiegoś wydarzenia. Chociaż to, co do tej pory mnie spotkało było wprost niesamowite. Opasałam się białym ręcznikiem i wkroczyłam do pokoju w którym czekała na mnie niespodzianka.
-Co wy tutaj robicie? Miri mogłaś mnie uprzedzić - posłałam zabójcze spojrzenie przyjaciółce
Chłopaki wyglądali na rozbawionych, musiałam się prezentować
'nieziemsko' idiotycznie owinięta jedynie w ręcznik. Otworzyłam drzwi szafy, wyciągnęłam komplet na dziś i skierowałam się z powrotem w stronę łazienki. Zatrzymał mnie głos Mario
- Em muszę ci powiedzieć, że ślicznie śpiewasz-Co? Jak długo tu jesteście i jak dużo słyszeliście ? -zirytowałam się nie na żarty
- Nie wiem czy to cię pocieszy, ale od jakiś piętnastu minut słyszeliśmy każde słowo
-Już nie żyjecie - zatrzasnęłam drzwi łazienki z takim impetem, że prawie zsunął mi się ręcznik, po chwili otworzyłam je ponownie - chociaż w sumie nie mam się czego wstydzić, w końcu śpiewam całkiem nieźle.
Trzasnęłam drzwiami i zamknęłam je na klucz od środka. Wyjęłam z szafki kosmetyki, i zrobiłam staranny makijaż na dzień, wysuszyłam włosy na szczotce. Sięgnęłam po wcześniej przygotowane ubranie. Szorty, T-shirt, i oczywiście bieliznę. Gdy doprowadziłam się do porządku postanowiłam w końcu wyjść i pokazać Marco w świetle dziennym ile traci, wystarczy że zobaczyłam zainteresowanie w jego oczach gdy pokazałam się mu półnaga. Postanowiłam wyjść, ale po uchyleniu drzwi odkryłam, że wszyscy gdzieś zniknęli. Przeszłam przez pokój i dostrzegłam Mario stojącego na balkonie
-Gdzie się wszyscy podziali? - zagadnęłam
-O jesteś gotowa. Marco i Miri poszli już do restauracji żeby nie stracić rezerwacji. Pięknie wyglądasz - przybliżył się do mnie i cmoknął w policzek
- Hej i przepraszam że się wcześniej nie przywitałam, ale cholernie mnie zaskoczyliście
-Nic nie szkodzi, to było całkiem zabawne - roześmiał się
-Jeszcze jedno słowo i ostrzegam - spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem, ale zaraz oboje wybuchliśmy śmiechem
- Zwariowałaś stoisz boso na kafelkach?
- O cholera poczekaj założę tylko buty i zaraz wracam. Zawiązałam moje nieśmiertelne koturny wokół kostki złapałam w biegu torebkę i wróciłam na balkon
-Gdzie idziemy? Mam nadzieję, że nie na kolację
-Mam lepszy pomysł ,chodź pokażę ci miasto. O obiedzie ewentualnie pomyślimy.
***********
Dortmund tonął w słońcu tak samo jak poprzedniego dnia. Szliśmy w stronę placu głównego, gdzie poprzedniego wieczora zaliczyliśmy kąpiel w fontannie. Oboje jak na komendę odwróciliśmy wzrok w jej stronę i mimowolnie się roześmialiśmy.
-Mam nadzieję że nie skończymy z grzybicą po wczorajszej kąpieli
-Tak, to nie byłoby zbyt romantyczne. Nie miałem okazji powiedzieć ci tego wczoraj, ale nigdy nie spotkałem jeszcze takiej wariatki jak ty- Dziękuję za komplement
- Mówię serio, to co wczoraj robiłaś przekraczało wszelkie granice przyzwoitości
-Chyba się na mnie nie obraziłeś skoro wciąż ze mną gadasz
-Wprost przeciwnie, chyba zwariowałem ale zapraszam cię na najlepsze lody w mieście - zrobiłam cholernie zdziwioną minę - Em bez pod tekstów
-Przecież nic nie mówię, chociaż to mnie trochę uspokoiło
Weszliśmy do małej lodziarni wypełnionej po brzegi lodówkami. Uśmiechały się do mnie lody we wszystkich smakach i kolorach
-Mario nie dam rady się zdecydować
-No trudno będziesz musiała posmakować wszystkich, mamy na to cały tydzień
-To będzie bardzo interesujący tydzień
Nadeszła nasza kolej, miła staruszka zwróciła się w naszą stronę
- Zdecydowałyście się dzieci?
- Dwa razy po pięć gałek- Pięć? Zwariowałeś? Jak stąd wyjadę rodzona matka mnie nie pozna
-Trudno, zaryzykujmy
-Ok, sam tego chciałeś, poproszę malinę, kokos, pistacje, karmel i wanilie
- Dla mnie czekolada, trufla, orzech, cynamon i wiśnia
Siedząc na zewnątrz przy białym stoliku zajadaliśmy się najlepszymi lodami jakie jadłam w życiu. Nawet weneckie specjały nie były tak dobre
-Jesteś z obozu czekolady?
- Z czego?
-Ludzie dzielą się na tych którzy jedzą lody waniliowe i na tych, którzy wolą czekoladowe
-W takim razie jestem z obozu czekolady, a ty jak widzę wolisz wanilię
-Wanilia jest pyszna, dobrze się kojarzy i sama w niej słodycz
-Nie lubisz czekolady?
-Nie przepadam
-Serio? No to mam dla ciebie złą wiadomość- zanim zorientowałam się w znaczeniu wypowiedzianych przez niego słów on podniósł swoje lody i wybrudził mi nimi nos - będziesz musiała ją polubić
-Goetze ja cię chyba zabiję
-To już dzisiaj po raz drugi
- I to niby ja jestem szalona? Jestem druga, zaraz po tobie
Kiedy on głośno się śmiał, ja zamachnęłam się i przejechałam mu moim lodem perfidnie po tym perfekcyjnym nosie, strasznie go tym zaskoczyłam aż otworzył szeroko oczy
-Ty mała złośnico, chodź tutaj - nachylił się nad stołem i chwycił dłonią moją twarz przejeżdżając opuszkiem po resztkach spływających lodów
-Czemu ja tego wcześniej nie zauważyłem?
-Czego?
- Masz takie zielone oczy, że to aż nie możliwe, wyglądają jak ...
-...jak morze?
-Tak, są niesamowite
Wpatrywaliśmy się w siebie długo
-Chcesz spróbować? - wyciągnął w moją stronę łyżeczkę z lodami - to nie czekolada
Spróbowałam lodów brzegiem ust.
-Cynamonowe?
-Dobre?
-Wspaniałe. Spróbuj tych - wyciągnęłam w jego stronę moją łyżeczkę
-Kokosowe! Świetne. Wanilii nie polubię, ale te są całkiem niezłe
-Jeszcze się przekonasz do wanilii. Zobaczysz - wtopiłam wzrok w jego roześmiane oczy
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz