niedziela, 29 września 2013

Niebezpieczna gra

Mamy wam coś do powiedzenia z Marco- przerwał ciszę Mario, gdy schodziliśmy po trybunach
Marco wysłał mu ostrzegawcze spojrzenie
- Co takiego? - zapytała Miri z przejęciem pewna, że wyjawią przed nami prawdę
-Mamy miejsca w pierwszym rzędzie
Nie mogłam wyjść z szoku. Widzieć ich z bliska, dotykać i rozmawiać to jedno, ale oglądać mecz z tak bliska to prawdziwe widowisko.
-Mówicie serio? - szepnęłam piskliwym głosem
-Jak najbardziej - potwierdził moje wątpliwości Mario
- To musi być niesamowite - Miri tłumiła swoje podniecenie

Znaleźliśmy nasze miejsca, usiadłam z Mario i wśród mojego podniecenia to on rozpoczął rozmowę
- Wyglądasz bardzo tematycznie, a do tego ślicznie
- Dzięki, przygotowałam się
- Byłaś kiedyś na meczu footballowym?
- Parę razy mi się zdarzyło
-Ten będzie najlepszym w twoim życiu
- Jesteś pewien?
-Na sto procent, Borussia Dortmund jest mistrzem Niemiec. Wiedziałaś o tym?

Kłamać nie kłamać?
- Serio? Pierwszy raz słyszę. Jak było w pracy?
Chłopak udał zmieszanie, ale po chwili odpowiedział mi swoim normalnym uśmiechem na ustach
-Jak to w pracy. Trochę męcząco, to przez te upały - zapadła chwila milczenia - Muszę ci coś powiedzieć Em
Pomiędzy nami nagle zjawił się Reus
-Mario rusz się, pójdziemy kupić coś do picia. Na co macie ochotę?
- Woda
-Dla mnie tak samo
-Nie chcę was zasmucić, ale to mecz piłki nożnej, tutaj nie dają wody, no chyba, że piłkarzom
-A co się pije w Niemczech?
-Mamy najlepsze piwo na świecie
-Piwo? Mario miej litość. Weźcie obojętnie co, byle żadnych browarów
-Zrozumiano

Minęło jakieś pół godziny, a chłopaków nigdzie nie było widać. Puścili głośną muzykę i na boisko zaczęli wbiegać piłkarze. Tysiące razy marzyłam aby zobaczyć ich wszystkich z tak bliskiej odległości. Stanęli naprzeciwko nas, także mogłam usłyszeć dobiegające nas ze wszystkich stron szepty pełne podniecenie, zarówno kobiece jak i męskie. Nie umknęło mi również westchnienie Miri, która zapatrzyła się na Roberta Lewandowskiego. Kiedy Goetze zajął miejsce w szeregu spojrzał się w moją stronę i pomachał uśmiechając się niepewnie. Po skończonej prezentacji piłkarze rozbiegli się po boisku aby ustawić się na swoich pozycjach. Mario przebiegł obok naszego sektora wraz z Reusem i oboje przeprosili poruszając ustami w rytm słowa 'entschuldigen'. Ich problem został rozwiązany, zazdrościłam im po cichu tego, że mają problem z głowy, a my nadal musimy w tym tkwić
- Powiemy im po meczu
-Nie jestem gotowa
- Jeśli nie teraz to nigdy, musimy to zrobić
-OK jeszcze zobaczymy




                                                      ********


To była najbardziej ekscytująca rzecz jaką kiedykolwiek w życiu przeżyłam. Kibicowałyśmy na ogromnym stadionie wraz z 80 tysiącami ludzi cieszących się ze zwycięstwa swojego zespołu. Po tak spektakularnej wygranej czułam dumę, nie wiem z czego ona wynikała, ale przepełniała mnie od stóp do głów. W meczu po jednej bramce strzelili Reus, Mario i Lewy.
Marco zadedykował swojego gola Miri posyłając pocałunek w stronę naszej trybuny. Moja przyjaciółka zapiszczała niczym dwunastoletnia dziewczynka na widok kucyka Pony i również posłała mu całusa.
Oficjalnie skończyło się wynikiem 3:1 dla Dortmundu. Myślałam, że nic lepszego nie może mnie już spotkać, a jednak to był dopiero początek.
Po tym jak nasi przyjaciele zażyli odświeżającej kąpieli przybyli do nas aby wprowadzić nas na murawę gdzie jeszcze przed piętnastoma minutami lał się pot, krew i łzy.
Uściskałyśmy mocno chłopaków na policzku poczułam wilgotne włosy
-Mam nadzieję, że się nie gniewacie? Nie mieliśmy odwagi by wam powiedzieć
-Jest w porządku - pragnęłam wyjawić mu prawdę która jednak nie chciała mi przejść przez usta
-Naprawdę wiem, że głupio wyszło nie chciałem żebyś wzięła to do siebie
-Mario jest ok, nie rozmawiajmy o tym
- Wrócimy jeszcze do tego, muszę ci wszystko wyjaśnić, a tymczasem chodź, przedstawię cię chłopakom

Weszliśmy całą czwórką do najbardziej strzeżonego miejsca na świecie. W szatni chłopaków panował jeden wielki chaos. Niemożliwy do ujarzmienia gwar, ubrania porozrzucane po całej długości i szerokości pomieszczenia, a co najważniejsze cholernie męski zapach potu spływający z półnagich ciał. Raj dla każdej fanki piłki nożnej i nie tylko. Całe tuziny idealnie wyrzeźbionych klat i tyłków w obcisłych bokserkach. Nie mogłam oderwać wzroku od tego widoku
-Ekhm czy ja ci przypadkiem nie przeszkadzam?
- Bardzo cię przepraszam ale trudno jest się tutaj skupić
-Może wolisz porozmawiać ze mną na zewnątrz?
-Myślę że powinniśmy zostać tutaj - zbliżył się do nas Robert Lewandowski który z bliska był jeszcze bardziej perfekcyjny niż w jakości HD na mojej pięćdziesięciocalówce
- Mario, Mario - zaczął śpiewać czystym barytonem - kogo do nas przyprowadziłeś? - zaglądnął mi w oczy, co nie było proste przy jego wzroście. Nawet przy moich 175 centymetrach czułam się jak krasnal
- Roberto poznaj moją przyjaciółkę z Polski - zrobił znaczącą minę - Emmanuelle
- Miło mi, Robert - przedstawił się po polsku
- Mi również, Emmanuelle
-Dosyć oryginalne imię jak na polskie
-Tak się złożyło
Nie zdążyliśmy powiedzieć nic więcej, kiedy do szatni wpadł Moritz Leitner w samym ręczniku luźno zwisającym na biodrach i ociekający wodą, robiąc furorę wśród kolegów z drużyny, a także na Miri która tak głośno westchnęła, że usłyszałam ją z drugiego końca szatni rozmawiającą z Mattsem Hummelsem. Instynktownie też się odwróciłam, ale z hipnozy wyrwał mnie głos Mario
-Zaczynam być zazdrosny
-Może też powinieneś się rozebrać - rzucił nieśmiało Robert z tymi swoimi cudownymi dołeczkami w policzkach
- Nie mam przy nich szans, za duża konkurencja
Zrobiło mi się go szkoda i cicho szepnęłam
-Nie musisz się rozbierać, widziałam cię wczoraj pod prysznicem, było na co popatrzeć
- Goetze widzę że ostro pogrywasz
- I kto to mówi? Em nie wiem czy wiesz, ale Lewy jest królem striptizu
- CO?
- No cóż nie chcę się chwalić, ale całkiem nieźle wcielam się w rolę strażaka za pomocą tej rury - wskazał dłonią posrebrzany słup stojący w rogu szatni
- Nie wierzę, to jest jakiś żart?
Spojrzałam na obydwu, ale mieli tak śmiertelnie poważne miny, że nie mogli być aż tak dobrymi aktorami.
- Dla ciebie wszystko Em
-Lewy ty chyba żartujesz? Nie rób tego przy dziewczynach - powiedział Marco trzymający za rękę zażenowaną do granic możliwości Miri
- Jezu on to zrobi, naprawdę - próbowałam wyrwać się Mario który zasłonił mi oczy dłonią - daj popatrzeć - powiedziałam entuzjastycznie wyrywając się z jego objęć
-Po moim trupie, to nie jest rozrywka dla dzieci
-Hej, jestem pełnoletnia
-OK, ale nie masz mojego przyzwolenia
Kiedy ujrzałam świat skierowałam swój wzrok w kąt pomieszczenia w którym zdążyli zebrać się zawodnicy, krzyczący i zachęcający Lewego do akcji. On sam wspiął się po rurze i zjechał niczym rasowy żigolak, na pewno nie przypominało mi to strażaka. Chwycił lewą dłonią za rurę i zaczął się na niej okręcać powodując aplauz w całym pomieszczeniu
-Nie wierzę w to - jęknął Marco
-Ja też - dodał w męskiej solidarności Goetze
-Jest niesamowity - zapiszczałyśmy zgodnie z Miri
Kiedy Robert zrobił ostatni obrót na rurze i wylądował w szpagacie zsunęły mu się delikatnie bokserki, żartowniś Leitner zbliżył się do niego i zsunął mu je dokładnie do połowy łydek
-Teraz jesteśmy kwita lewy - nastąpiła cisza, a po niej uniosły się gwizdy będące przejawami radości i cmokania naśladujące niezadowolenie
Zakryłam twarz dłońmi i nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą zobaczyłam
- Jezusie, to było ... - zaczęła Miri
- ...obrzydliwe - dokończyli unisono chłopacy
- ...dziwne, aczkolwiek podobało się

Powrócił do nas Robert 'poskramiacz rur'
-I jak się podobało?
-Byłeś wspaniały
-Miło mi, ale chyba się jeszcze nie znamy?
-Jestem Miri
-Zawsze wiedziałem, że polki są piękne, ale żeby aż tak ?
Dziewczyna zachichotała i podziękowała z niesfornym uśmiechem na ustach.
-Lewy nie pozwalaj sobie co? Miri jest moją dziewczyną - przyciągnął ją do siebie

Otworzyłam ze zdumienia oczy, oprócz mnie chyba wszyscy w towarzystwie. Więc są parą? Tak na poważnie. Wystarczył jeden dzień. Nie mogłam w to uwierzyć

-Sorry stary myślałem że ty i Caroline...
Kiedy padło imię trufli, opamiętałam się w ciągu sekundy. Sprawa jego związku się nie wyjaśniła. Przed wyjazdem do Niemiec nawet do Polski dobiegły pogłoski o kryzysie w związku, a potem o całkowitym rozstaniu. Więc albo Lewy był nie doinformowany albo ...
-Marco o co chodzi? -usłyszałam niepewny głos przyjaciółki - jesteście jeszcze ze sobą?
- Chyba powinniście ze sobą pogadać Reus - upomniał kumpla Mario, po czym dał mi znak do odwrotu z szatni. Większość ubranych piłkarzy również opuściła pomieszczenie

- Możesz mi powiedzieć co jest grane? - odciągnęłam Mario na bok - On jest z tą swoją Caroline?
- Em to nie tak, to bardziej skomplikowana sprawa - uśmiechnął się wymijająco
- Nie, to nie jest skomplikowane. Albo z nią jest, albo nie.
- Myślę, że to jednak nie nasza sprawa co jest między Reusem, a jego dziewczyną nie sądzisz?
-A ja myślę, że to jest moja sprawa, a wiesz dlaczego? Bo wykorzystał moją przyjaciółkę, może sama wcisnęła mu się do łóżka, może nie. Nie jestem niczego pewna na sto procent, ale wiem, że ona nie przespałaby się z zajętym facetem i teraz pewnie cholernie musi tego żałować

Mario patrzył się na mnie z kompletną dezorientacją w oczach aż w końcu wydusił z siebie
- Lubię cię Em, dlatego chyba powinniśmy zakończyć tę rozmowę
- Przepraszam Mario, ale martwię się o nią
- Chodź, zabiorę cię stąd
- Zapomniałam ci pogratulować z nadmiaru wrażeń. Byłeś wspaniały. Bramka fenomenalna. Jak dla mnie to powinieneś zostać napastnikiem, cisnąłeś taką kontrę, że nie mogłam się opanować, aż spadły mi buty z tych emocji
- Dzięki Em, miło z twojej strony, ale nie udawaj wiem ,że kobiety nie interesują się piłką nożną - powiedział skromnie
-No to mnie jeszcze nie znasz - podreptałam w moich trampeczkach przez środek murawy
- Oj nie obrażaj się - usłyszałam - dobrze, że nie ubrałaś tych swoich koturników bo już zbierałbym cię z trawy
- Goetze już nie żyjesz - rzuciłam się na niego i przez dobre kilkanaście minut tarzaliśmy się w trawie bez opamiętania, kiedy skończyliśmy, nasze rzeczy były całe w zielonych plamach
-Obiecuję że wypiorę - przyrzekłam patrząc na białą koszulkę Mario uwalaną w trawie
-Jak tak dalej pójdzie, nie będę miał w czym chodzić -
zapadła chwila ciszy patrzyliśmy sobie głęboko w oczy leżąc nadal na suchej trawie, jego dłoń powędrowała ku kosmykowi moich włosów, który spadł mi na oko. Delikatnie go dotknął i przesuwał między palcami, a ja przyglądałam się temu zabiegowi w wielkim skupieniu. Kiedy jego usta zbliżyły się do moich zdążyłam jednak zareagować, szybko podniosłam się i z nerwowym uśmiechem na ustach powiedziałam
- Chyba czas na mnie, dokończymy naszą rozmowę jutro
-Em poczekaj, odprowadzę cię
-Dzięki, trafię sama, pewnie jesteś zmęczony, jedź do domu i odpocznij - pomachałam w jego stronę, wysłałam buziaka ręką i oddaliłam się w stronę wyjścia



                                                           *******

-Miri daj mi to wytłumaczyć
- Nie chcę słuchać twoich wyjaśnień
- Proszę daj mi szanse - chłopka złapał ją za ramiona i smutno spojrzał w oczy
- Ok, masz pięć minut
- Dziękuję - odszedł na bok i wylał z siebie potok słów - jakieś trzy miesiące temu Caroline bez słowa wyjaśnienia chciała ode mnie odejść. Prosiłem ją żeby wytłumaczyła mi o co chodzi, ale odeszła. Wyjechała do innego miasta, prosiłem jej rodziców o adres, ale oni nie chcieli ze mną rozmawiać. Myślałem, że sprawa jest przegrana więc próbowałem się z tym pogodzić, ale nie mogłem o niej zapomnieć. I kiedy już zaczynałem układać sobie życie na nowo bez niej, nagle wróciła i kompletnie zaburzyła mi rzeczywistość
- Kiedy to się stało? To znaczy, kiedy wróciła?
-Dzisiaj przed samym meczem złapała mnie w szatni, Robert musiał nas widzieć i pewnie pomyślał, że znowu jesteśmy razem
-Czego ona od ciebie jeszcze chce?
- To jest trochę bardziej skomplikowane niż ci się wydaje
- Reus mów do cholery
- Powiedziała, że jest chora na AIDS i muszę się zbadać
- CO?
- Spokojnie na pewno testy będą ujemne, to niemożliwe żebym był zarażony
- Ty chyba nie mówisz poważnie? To jest jakiś zły sen - dziewczyna usiadła na zimnej podłodze i zaczęła szlochać, chłopak usiadł obok i mocno ją przytulił
- Miri bardzo mi przykro, że tak wyszło, nie chciałem ci o niczym mówić bo to na pewno nieprawda. Pewnie złapała to od kogoś w ciągu tych trzech miesięcy, a nam nic nie grozi.
Słysząc ciągle jej zawodzący głos, cierpiał w środku
-Kochanie błagam cię przestań, tak nie można. Wszystko będzie w porządku. Wybacz mi
Z jej piersi wydobył się przerywany szept
- Marco zabierz mnie do hotelu proszę
-Oczywiście kochanie

Jechali w milczeniu, odprowadził ją pod same drzwi, dziewczyna była w kiepskim stanie, kiedy otworzyły się przed nimi drzwi oboje podnieśli głowy na stojącą przed nimi zdezorientowaną Emmanuelle
- A, to wy. Myślałam że to Mario czegoś zapomniał. - Patrząc na zawodzącą przyjaciółkę zapytała - Co ci się stało? Co ty jej zrobiłeś? - rzuciła oskarżycielskim tonem w stronę chłopaka
- Daj spokój Em, to nie jego wina - broniła chłopaka
-No to może mi powiesz co się stało?
- Nie mam na to siły Em - przeszła obok dziewczyny zdjęła buty i powędrowała do łazienki
- No to może ty wyjaśnisz mi co się do cholery dzieje?
- Mogę wejść?
- Raczej nie będziemy gadać na korytarzu



                                                    ********

-Co? To niemożliwe! Powiedz mi że to jakiś głupi żart
- Em spokojnie
-Nie, nie będę spokojna. Wiedziałam, że z tego będą same kłopoty. Reus do cholery, musisz się zbadać.
-Zaraz jadę do szpitala, wszystko jest już ustalone.
Dziewczyna odeszła w stronę otwartego okna balkonowego trzymając w dłoni zapalonego papierosa zaciągnęła się nim trzy razy zanim opadła z niej złość zostawiając miejsce opanowaniu
- Dopóki nic się nie wyjaśni, nie sprawiaj trudności i nie przyjeżdżaj tutaj
- Muszę przy niej być
- Już wystarczająco dużo zrobiłeś, kiedy będziesz miał wyniki poinformuj nas
-Myślę, że Miri powinna również zrobić test
- A ja myślę, że to nie potrzebne narażanie jej na stres
- A może po prostu sam jej zapytam?
- Jak uważasz
Podszedł do drzwi łazienki i delikatnie zapukał, nie doczekał się jednak odpowiedzi więc zapytał
-Miri mogę wejść? - nadal nie było odzewu - kochanie jesteś tam?
Nikt się nie odezwał, Reus nacisnął klamkę i drzwi ustąpiły. Gdy weszliśmy do łazienki ujrzeliśmy nieprzytomną dziewczynę leżącą na posadzce łazienki
- Boże Miri, odezwij się, kochanie. Próbował wyłapać jej puls, ale ręce tak mu się trzęsły, że nie był w stanie
-Odsuń się Reus - przejęłam stery, wyczułam słaby puls i świszczący oddech położyłam ją w pozycji bocznej ustalonej i krzyknęłam na przerażonego chłopka - na co czekasz? Wezwij karetkę.
- Co ona zrobiła? Jeśli to przeze mnie? Przedawkowała czy jak ? Nie mógł wyraźnie poradzić sobie z telefonem, podeszłam do niego wyrwałam z rąk komórkę i czekając na sygnał połączyłam się z konsultantem
- To chyba atak serca
- Zrozumiałem zaraz będziemy
Oddałam chłopakowi telefon i poklepując po ramieniu uspokoiłam
-Spokojnie będzie dobrze, musiała się zdenerwować
-To moja wina, niepotrzebnie jej o tym mówiłem
-Nie obwiniaj się, to równie dobrze może być spowodowane pogodą - nachyliłam się nad przyjaciółką sprawdzając oddech który był bardziej równomierny, po chwili zobaczyłam że mruga oczami
-Miri słyszysz mnie? Kochanie jestem przy tobie
- Słyszę
- Leż spokojnie zaraz tu będzie lekarz
Reus przyklęknął obok niej i złapał za rękę dodając otuchy, trwaliśmy tak przez jakiś czas dopóki nie usłyszeliśmy gwaru i gorączkowych głosów w hallu
-Wszystko będzie dobrze, już przyjechali - uspokoiłam przyjaciółkę
Wszedł lekarz i zaaplikował jej sporą dawkę adrenaliny, Reus pojechał razem z nią do szpitala, a ja zostałam by spakować jej rzeczy. Zadzwoniłam do Mario aby opowiedzieć mu co się wydarzyło.
- Hallo - usłyszałam w słuchawce jego zaspany głos
-Przepraszam jeśli cię obudziłam, ale..
-Em? Płaczesz? Co się stało? - poczułam na policzkach spływające łzy
- Już po wszystkim, tylko...Miri jest w szpitali i ...
- W szpitalu? Co się stało?
- Mario, potrzebuję cię
- Już do ciebie jadę

Zjawił się w hotelu po kwadransie, otworzyłam mu drzwi i padłam w ramiona, takie ciepłe, silne, męskie ramiona. Przytrzymał mnie mocno aż nie wypłakałam wszystkich łez
- Tak się bałam...
-Wiem ale już się nie stanie, jestem tutaj
-Obiecujesz?
- Obiecuję -pocałował mnie w czoło i przeniósł na łóżko, zdjął buty i usiadł obok
Kiedy się nachylił odnalazłam jego usta, przejechałam dłonią po jednodniowym zaroście. Nie wiem nawet jak to się stało, ale leżeliśmy twarzą w twarz długo całując się. Po raz kolejny spłynęły mi łzy po twarzy, a on odwzajemniał moje nieudolne pocałunki jakby były rzeczą której najbardziej pragnie.
- Nie płacz już, bo pęknie ci serce
- Przepraszam nie wiem co robię,
- Chyba powinnaś zasnąć to był bardzo ciężki dzień - próbował wstać z łóżka, ale złapałam go obiema rękoma za nadgarstek
-Zostań ze mną
- Dobrze - położył swoją dłoń na mojej dłoni i mocno przytulił do piersi



                                    Bramka Marco dedykowana Miri


sobota, 21 września 2013

Zbrodnia i kara



Rano obudziłam się z cholernym uczuciem pragnienia. Przeciągnęłam się kilka razy i wygrzebałam z pościeli. Skierowałam się do kuchni, gdzie zastałam wesolutkiego Mario parzącego poranną kawę, w pełni ubranego.
- Dzień dobry, napijesz się kawy?
- Dzień dobry, z przyjemnością
Postawił przede mną białą filiżankę pełną czarnego płynu. Wpatrzona w nią zapytałam:
-Jak ty to robisz Mario?
-Co takiego? - powiedział z zaspanym uśmiechem głaszcząc się za uchem po głowie
- Jest siódma rano, a ty jesteś tak wypoczęty, że nie mogę na ciebie patrzeć
- Po prostu dobre geny
- Dużo tego masz? Podziel się trochę
- Mam lepszy pomysł - uniósł swoją filiżankę i nachylił ją opierając o wargi, zrobiłam to samo
-I jak? Lepiej?
-Zdecydowanie
- W takim razie teraz przyjmuję życzenia. Na co masz ochotę?
- Zrób mi niespodziankę. Najlepiej coś tradycyjnie niemieckiego
-Robi się

Poszłam wyszczotkować włosy i przy okazji zęby, żeby nikogo nie straszyć z samego rana. Pogrzebałam trochę w kosmetykach Mario i znalazłam krem, którym posmarowałam twarz. Odkładając go na miejsce zauważyłam buteleczki perfum, sięgnęłam po każdą po kolei aż w końcu natrafiłam na poszukiwany zapach. Zaciągnęłam się cudowną wonią kiedy usłyszałam
-Podano do stołu
Psiknęłam sobie trochę perfum na nadgarstek i pospiesznie skierowałam się do kuchni
-Sam to zrobiłeś? - Byłam szczerze zdziwiona, leżał przede mną najbardziej apetyczny omlet jaki miałam okazję widzieć, a do tego w powietrzu unosił się wspaniały zapach
-Najpierw posmakuj, a dopiero później możesz mnie pochwalić - powiedział nieskromnie chłopak
Gdy wzięłam do ust pierwszy kęs, wiedziałam już, że nie jest tylko najestetyczniejszym omletem świata, ale najlepszym jaki jadłam
- Mogę cię wynająć?
- Nie jestem tani. Smakuje ci?
-Żartujesz? Jest boski, nie jadłam w życiu nic lepszego
- Prawdziwy niemiecki przepis jak sobie życzyłaś
Posiłek przebiegł w atmosferze pełnej moich zachwytów nad kunsztem kulinarnym Mario, kiedy nagle mi przerwał
- Niestety muszę być na 9 w pracy, dlatego jeśli chcesz możesz tu zostać, albo podwiozę cię do hotelu żebyś obudziła nasze gołąbeczki
-Z przyjemnością wbiję się im na chatę. I tak mieli zbyt dużo czasu



                                                       ********


Obudził ją promyk światła wpadający przez okno hotelowego pokoju, a zaraz potem usłyszała jego zaspany głos
- Dzień dobry
-Dzień dobry
-Jak ci się spało?
Spojrzała się w jego stronę, wtuliła mocniej w klatkę piersiową
-Fantastycznie, a tobie?
- Jak w niebie - instynktownie spojrzał na zegarek stojący na nocnej szafce - niestety ten piękny sen się kończy. Najpóźniej za godzinę muszę być w pracy
- Nie możesz jeszcze trochę zostać? Dla mnie.
-Bardzo bym chciał, ale niestety nie mogę. Ale ty możesz jeszcze pospać
Chłopak wstał, nałożył bokserki i udał się w stronę łazienki, po minucie usłyszała szum spływających kropli, odwróciła się na drugi bok i zasnęła z uśmiechem na ustach.
Obudził ją przyjemny głos mruczący jej do ucha niezidentyfikowane słowa, dopiero po chwili oprzytomniała i otworzyła oczy
-Podano do łóżka
Na przenośnym śniadaniowym stoliku znajdowały się grzanki z serem, słoiczek miodu i sok pomarańczowy
- O rany sam to zrobiłeś?
- Niestety nie. Obsługa hotelu zjawiła się pięć minut temu. Ale szczerze mówiąc też całkiem nieźle gotuje
-Mam nadzieję że będę miała okazje się o tym przekonać
-Wcześniej niż myślisz - pocałował ją namiętnie w usta po czym odciągnął ją od siebie - tymczasem radzę się przygotować. Mario dzwonił że będzie tu z Em za dziesięć minut a ona lekko mówiąc jest nie w sosie
- O ja pierdole
- Nie, no nie jest aż tak źle
- Nie chodzi o to. Ona nie wróciła na noc.
- Nic jej nie jest. Spała u nas w mieszkaniu - uśmiechnął się lubieżnie
-Serio? - dziewczyna zdziwiła się nie na żarty - zazwyczaj trzyma facetów na dystans
-Najwidoczniej nie znasz jej tak dobrze jak myślałaś, albo Mario ją odpowiednio rozpracował

W tym momencie rozległ się dźwięk pukania do drzwi, po czym otworzyły się z nagłym łoskotem. Emmanuelle weszła do środka pewnym krokiem, a za nią wszedł roześmiany od ucha do ucha Mario
-A teraz mi kurwa łaskawie powiedzcie co to ma wszystko znaczyć?
- Dasz sobie z nią radę sama czy mam zostać? - zażartował Marco
- Jakoś sobie poradzę - odrzekła i pocałowała go w usta na do widzenia - a wy spadajcie do pracy
- Chyba będzie lepiej jak już pójdziemy Romeo
- Opieprz go ode mnie w samochodzie, Mario
-Masz jak w banku Em
Gdy drzwi się za nimi zamknęły wybuchła prawdziwa awantura
-Pytam się ciebie, co ty kurwa tu z nim robiłaś?
-Zgadnij
- Weź mnie nie denerwuj. Pytam się jak mogłaś to zrobić?
-Co ja takiego zrobiłam, tylko ze sobą spaliśmy
- Jak to jest dla ciebie tylko no to życzę ci powodzenia. Kurwa przecież ty go wcale nie znasz
- Spodobał mi się Em, poza tym tak jakoś tak wyszło
- Fajnie, że bzykasz się z nieznanymi facetami, wszystko rozumiem to twoje życie, jesteś dorosła, ale wyobraź sobie, że ja nie miałam dzisiaj gdzie spać i tylko dzięki Mario nie spędziłam nocy pod drzwiami
- Wiesz trochę cię nie rozumiem, strzelasz mi tu pretensjami, ale sama z nim spałaś
- CO ?
- Prawisz mi morały, ale przecież sama poszłaś z Mario do łóżka, także powinnaś mi w sumie podziękować
- Chyba cię pojebało. Ja z nim nie spałam rozumiesz? Jak ty mogłaś w ogóle tak pomyśleć
- Jak to, przecież Marco mówił...
-W takim razie chyba nie wiedział co mówi, nie jestem zdzirą żeby wchodzić do łózka obcemu facetowi
-Czyli ja jestem zdzirą tak?
- Tego nie powiedziałam
-Ale właśnie tak zabrzmiało, także pieprzone, kurwa dzięki
- Sorry, naprawdę nie chciałam
- Wiesz co? Trochę mnie to nie obchodzi. A może ty jesteś zazdrosna, że Reus leci na mnie, a nie na ciebie?
- Jakoś mi przeszło kiedy tylko go poznałam, wyobraź sobie. Sorry. ale nie chcę tego dłużej ciągnąć bo to do niczego nie prowadzi. Z łaski swojej ubierz się i zmień pościel w gniazdku miłości bo chyba się porzygam jeśli będę musiała tu spać
- Zejdź mi z oczu Em, nie mogę ciebie słuchać. A i dzięki za sukienkę, chyba wyglądam w niej lepiej niż ty



                                                         *********


Ubrała się i trzaskając drzwiami wybiegła wprost na ulicę ciepłego miasta.
- Jak ona mogła powiedzieć mi coś takiego? Przecież jest moją przyjaciółką ,a przyjaciółki się tak nie zachowują. Fakt, zawsze leciała na Reusa, ale on woli mnie, przecież nie zmusiłaby go żeby się w niej zakochał. Poza tym mi też zawsze się podobał, ale do niej należało ostatnie słowo.

Dziewczyna szła po głównym placu miasta analizując wypadki dnia wczorajszego
-Marco i to... było tak cudownie, niesamowicie, jeszcze nigdy nie przeżyłam czegoś tak nieprawdopodobnego. Całował każdy fragment mojego ciała kroczek po kroczku. Dotykał tak jak jeszcze nigdy nikt inny. Głaskał włosy, pieścił szyję. Bez wątpienia najlepszy seks w moim życiu.

Rozmyślania przerwał jej Sms od Marco.
''Pamiętaj o dzisiejszym meczu. Widzimy się o 17 pod Signal Iduna Park. Tęsknie. Marco''



                                                     *********


Zaraz po tym jak moja pseudo przyjaciółka wybiegła przez wyjściowe drzwi jak obłąkana ,zabrałam się za sprzątanie tego chlewu. Obsługa hotelowa załamałaby się gdyby zobaczyła to co po sobie zostawili. Resztki śniadania spoczywały na nocnych szafkach, wszędzie porozrzucane były mokre ręczniki, ale najbardziej uderzył mnie widok mojej kobaltowej sukienki którą wczoraj pożyczyłam Miri. Była kompletnie pognieciona, widniały na niej ślady wina i czegoś czego wolałabym nie identyfikować.
Kupiłam tę sukienkę z myślą o jakiejś wspaniałej randce po cichu marząc żeby chłopakiem okazał się Marco. Trzeba uważać więc na swoje życzenia bo owszem przydała się na obiad z Reusem, ale to nie ja ją założyłam. Jak Miri mogła mi to zrobić? Przecież dobrze wiedziała że za nim szaleje, ostatecznie przez ostatni rok nie mówiłam o niczym innym.

Złapałam za szufelkę i zmiotkę, aby pozbyć się wszystkich okruchów pozostałych ze śniadania i natknęłam się na coś niesamowitego. Na stole leżały dwa bilety na dzisiejszy mecz Borussii
-Co jest do cholery? - powiedziałam do siebie po czym natychmiast rozbrzmiał dźwięk telefonu - słucham?
- Hej tu Mario. Jak atmosfera? Słyszałem waszą kłótnię na parkingu.
- Tak jakoś wyszło, nie miałam złych intencji
-Radzę się wam pogodzić do 17. Pewnie nic nie wiesz, bo ci nie powiedziała, ale idziemy dzisiaj na mecz piłki nożnej, o piątej pod Signal Iduna Park. Nie możemy po was przyjechać bo nie wyrobimy się z pracy, dlatego spotkamy się na miejscu. Z waszego hotelu to naprawdę niedaleko, spytajcie kogoś o drogę w razie czego
- Przekaże jej jak wróci
- Em, zakopcie topór wojenny, to nie ma sensu. Trzymaj się i przyjdźcie razem, będziemy czekać
- Tak jest panie Goetze
- Do zobaczenia




                                                          ***********


Po powrocie Miri zapanował między nami względny spokój. Nie padły żadne przeprosiny, ale mniej więcej się do siebie odzywałyśmy.
Było około piętnastej więc wyjęłam z naszej ogromnej szafy mój wypieszczony strój, który kompletowałam przez ostatni miesiąc. Była to żółta bluzka wycięta na plecach z niewielkim dekoltem z przodu, czarna spódniczka przed kolano i czarno-żółte trampki wszystko w kolorach BVB. Oczywiście nie mogło się obyć bez obowiązkowego szalika.

Wyszłyśmy z hotelu i udałyśmy się starannie przestudiowaną trasą pod Signal Iduna Park. Pomimo mapy, weszłyśmy w złą uliczkę i nie dotarłybyśmy bez pomocy na właściwe miejsce.
Na szczęście kibice przybywali ze wszystkich stron miasta, dlatego też poszłyśmy za grupką młodych Niemców który doprowadzili nas na miejsce.

Stadion był olśniewający, olbrzymi, nie do opisania. Zanim dotarłyśmy na umówione wcześniej miejsce, odciągnęłam Miri na bok próbując ustalić wspólną wersję wydarzeń
- Wiem, że powinnyśmy ustalić to wcześniej, ale jeszcze nie jest za późno. Mamy dwa wyjścia,  albo przyznamy się, że przyjechałyśmy do Dortmundu z cichą nadzieją aby ich poznać, albo też udamy zaskoczenie jakby nigdy nic i przyjmiemy ich prawdę do wiadomości. Osobiście wolę pierwszą wersję
- Jestem zdania że powinnyśmy kłamać. Oni umawiali się z nami tylko dlatego, że ich nie znałyśmy gdy wyjdzie na jaw, że ich oszukałyśmy pomachają nam tylko rączką na pożegnanie
- Pomyśl tak, oni też nas oszukali
-Możemy w to brnąć Em przecież to nie wyjdzie na jaw
- Robisz to dlatego żeby Marco się nie dowiedział? Nie oszukuj się, jedna noc dla niego nie miała znaczenia
- Nie chcę tego słyszeć
- Pogódź się z tym, muszą usłyszeć prawdę
- Po moim trupie, zrób coś dla mnie przynajmniej raz- spojrzała mi tak głęboko w oczy z taka nadzieję że choć z niechęcią zgodziłam się na to przystać

Przeszłyśmy sto metrów dalej i zobaczyłyśmy chłopaków w normalnych ciuchach. Czyżby dzisiaj oboje mieli pauzować?
Przywitaliśmy się w przyjacielskiej atmosferze, ale w powietrzu było czuć napięcie.