niedziela, 13 października 2013

...zaczęły się schody

Obudziłam się wypoczęta jak nigdy dotąd, spokojny oddech obok sprawiał, że czułam się bezpieczna. Mario poruszył się przy mnie niespokojnie
- Śpisz? - zapytałam
- Nie - usłyszałam zachrypnięty głos. Przytulił mnie mocniej do siebie i pocałował namiętnie w usta. Poczułam na swoim udzie dziwny ucisk i po chwili zrozumiałam co to
- Mario - wzięłam głośny oddech żeby go sprowokować - Mario. Myślałam że chłopcom przechodzi to z wiekiem

Zaśmiał się cicho pod nosem
- Może i tak, ale nie wtedy gdy taka ładna dziewczyna leży obok.
- Gdzie ona się podziała? - rozejrzałam się wokół
- Nie udawaj. Wiesz że to ty doprowadzasz mnie do szaleństwa- ugryzł mnie lekko w ucho
- Lepiej zrób z tym porządek zanim szaleństwo weźmie nad tobą górę - wygoniłam go z łóżka zabierając kołdrę ,a on w całej swojej okazałości powędrował do toalety. Zaśmiewałam się po cichu pod nosem odprowadzająca go wzrokiem do drzwi.

Po sekundzie do drzwi zadzwonił Klaas i wniósł śniadanie uśmiechnął się porozumiewawczo i życzył mi miłego dnia

Kiedy Mario wrócił, przysiadł na skraju mojej części łóżka, położył głowę na moim brzuchu i schodził coraz niżej odkrywając rąbek pidżamy. Złapałam jego twarz w dłonie i przyciągnęłam do swojej twarzy
- I jak ? Lepiej ci już?
- Spójrz sama - spojrzałam na dolną partię jego ciała
- Faktycznie, istna kruszynka
- Kruszynka?
- Kruszynka - uśmiechnęłam się rozbrajająco
- Ale ty jesteś zboczona
- I kto to mówi?
- Wiesz, mi to nie przeszkadza, ale mogłabyś mnie pocałować
- Nie ma mowy. Zasady gry są inne
- Marsz do łazienki! I w zamian za oczekiwanie, spodziewam się specjalnego bonusu

Pędem pobiegłam do łazienki, umyłam zęby i konfrontowałam się w lustrze sama ze sobą, aż usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi

- Czy ty musisz ciągle wkradać mi się do łazienki ? - odwróciłam się w jego stronę - trochę cierpliwości
- Nie mogę czekać- porwał mnie w ramiona i całował aż do utraty tchu - wplótł palce jednej ręki w moje włosy, a drugą jeździł wzdłuż kręgosłupa
- Wracajmy do łóżka, czeka śniadanko - położyłam się na swoim miejscu i leżąc chrupałam marchewkę
- Jak ty możesz jeść w łóżku
- A ty tego nie robisz?
- Nie mam zamiaru spać na okruszkach
-Oj daj spokój Goetze, chyba ci nie przeszkadzają, kiedy jakaś kobieta doprowadza cię w łóżku do szaleństwa
- Jeszcze się taka nie znalazła
- To znaczy że mnie okłamałeś? - zapytałam zadziornie i jako, że nadal stał pociągnęłam go za rękę i głaskałam delikatnie brzuch dopóki się nie położył obok mnie
- Nie okłamałem, ale nie mogę ci czegoś zagwarantować jeśli tego wcześniej nie sprawdzę
- Nie masz na co liczyć
- Jeszcze się okażę - położył rękę na moim udzie, ale zrobił to w taki sposób, że nie miałam ochoty mu odmawiać
-Nie masz czasem treningu?
- Trudno, najwyżej Klopp na mnie poczeka.
- Nie wydaje mi się
- Jeszcze pięć minut mamo
-To za długo, masz jeszcze trzy - zrzuciłam go z siebie i zeszłam z łóżka siadając na krześle
- Jesteś cholernie nieczuła
- Czasem się zdarza

                                  
                                        ******


Po skończonym posiłku i po tym jak wyrzuciłam w końcu Mario za drzwi kuszona propozycją podwózki, spakowałam torebkę i wybrałam się pieszo do szpitala. Dochodziła dziewiąta. Przeszłam przez park i po drodze kupiłam jeszcze trochę świeżych owoców

Gdy weszłam do sali, oboje słodko spali więc zbliżyłam się do Reusa i szepnęłam mu do ucha
-Marco, czas wstawać
- Co się dzieje? - rzucił nieprzytomnie z pół przymkniętych powiek

Kiedy otrzeźwiał powiedziałam już normalnym głosem
- Rusz się, Mario od pół godziny jest na treningu
- Boże Emmanuelle, to ty
- A kogo się spodziewałeś?

Spojrzał na mnie z lekką irytacją i ruszył się z miejsca
-Marco - zawołałam za nim - zjedz śniadanie w drodze - podałam mu kanapkę, którą zrobiłam własnoręcznie przed wyjściem z domu - nie wiedziałam z czym lubisz, ale nie mogłam cię wypuścić bez śniadania po całej nocy spędzonej tutaj
- Dzięki Em, jesteś wielka - pocałował mnie w policzek i zniknął za drzwiami

Zdążyłam wypakować zakupy i posprzątać w szafkach zanim Królewna Śnieżka wybudziła się z długiego snu

- Hej Em? Co tu robisz tak wcześnie rano?
- Wcześnie? Już późno. Kiedy ty się oddawałaś lenistwu ja odbywałam spacer po pobliskim parku

Miri rozglądnęła się po pomieszczeniu niewyraźnym spojrzeniem
- Gdzie Marco?
- Zmieniłam go. Mają dzisiaj rano trening, ale spokojnie ja z tobą zostanę. Nie cieszysz się?
- Cieszę, oczywiście, że się cieszę
- Może zrobimy sobie mały spacerek co? Nie powinnaś ciągle tutaj leżeć
- Wspaniały pomysł - usłyszałam za sobą męski głos i gdy się odwróciłam ujrzałam twarz doktora Christiana - pani Lewandowskiej przyda się spacer na świeżym powietrzu
- No to ubierz się Miri, poczekam na korytarzu
- Dzisiaj przyjaciółka będzie miała zestaw rutynowych
badań, dlatego proszę jej za bardzo nie przemęczać i wrócić około 12 do budynku szpitala
-Oczywiście panie doktorze, dziękuje za zezwolenie na porwanie pacjenta. Mam nadzieję, że te badania nie dotyczą niczego poważnego
- Jak już powiedziałem to tylko rutynowe badania, a jutro zgodnie z planem wypiszemy panią Lewandowską do domu. Chciałem z panią omówić pewną sprawę. Dotyczy kwestii ubezpieczenia, jako że nie jesteście obywatelkami Niemiec, będziecie musiały zapłacić za pobyt w szpitalu
- Naturalnie panie doktorze, ureguluję wszelkie należności
- Miło się z panią rozmawia pani Cygne, niestety muszę wracać do moich obowiązków - odszedł, ale po chwili odwrócił się i powiedział - do zobaczenia później

Tak cholernie skonsternowaną zostawił mnie na środku korytarza. Drzwi się otworzyły i wyszła Miri. Spojrzałam na słabe ruchy przyjaciółki i miałam wrażenie, że może połamać się idąc więc delikatnie chwyciłam ją za rękę i skierowałyśmy się w stronę wyjścia.

Zaczepiłam pielęgniarkę i poprosiłam o przywiezienie wózka
- Żartujesz? Nie wsiądę na niego. Już nic mi nie jest
- Nic mnie to nie obchodzi Miri, takie są procedury
-Serio? Skąd o tym wiesz?
-Swego czasu chciałam zostać pielęgniarką, lecz moja droga życiowa ułożyła się inaczej
- Myślałam, że od zawsze chciałaś być aktorką?
- Nie zawsze - zwiesiłam głowę, ale zmieniłam temat by nie mówić o przykrej przeszłości - gdybym lepiej zdała maturę może dostałabym się na studia ale tak niestety. Lepiej o tym nie mówmy
- Em czemu nic mi o tym nie powiedziałaś? Tak mi przykro
- Nie przejmuj się, było minęło. Już się przyzwyczaiłam, że całe moje życie to plan B - zauważyłam pielęgniarkę z wózkiem - chodź, lepiej wyjdźmy na świeże powietrze

Na dworze była piękna wiosenna pogoda, upały ustąpiły, ale nadal było ciepło i świeciło słońce. Siedziałyśmy na ławce i zamiast przysłuchiwać się opowieściom Miri odleciałam myślami do rachunku który muszę spłacić widziałam, że dziewczyna jest w cholernie złej formie i nie uda nam się wyjechać w planowanym terminie.

Powietrze było cieple, lecz nadal wilgotne po wczorajszej ulewie. Moje włosy były w całkowitym nieładzie. Kręciły się tak niesfornie, że miałam szczerą ochotę się ich pozbyć, bo ciągle spadały mi na oczy. Pchając wózek z przyjaciółką słuchałam jej opowieści o Marco i o tym, że powoli zaczyna się im układać. Myślami jednak byłam gdzieś zupełnie daleko, w sercu cieszyłam się piękną letnią pogodą, nie dając czasu rozumowi, aby oswoił się z sytuacją.

- Chciałabym pojechać nad morze. Tu jest pięknie ale to nie to samo. Morska bryza, piasek pod stopami...
- Tęsknisz za Gdańskiem?
- Sama nie wiem. Z jednej strony Dortmund bardzo mi się podoba ale...
- ...ale to nie to samo?

Nastąpiła długa przerwa wypełniona naszym milczeniem.
- Em powiedz mi co się dzieje między tobą, a Mario
- Miedzy mną, a Mario?
- Dokładnie o to zapytałam
- Powiedziałam mu wczoraj wieczorem
- I jak zareagował?
- Nie był zbyt usatysfakcjonowany
- Em bez żartów. Co mówił?
- Wkurzył się, ale już jest ok.
- Jesteście razem?
-Skąd wiesz?
-Widać jak na ciebie patrzy, a poza tym faceci to straszni plotkarze. Podsłuchałam ich rozmowę Marco. Cieszył się jak małe dziecko gdy go pocałowałaś
- Serio? - nie mogłam w to uwierzyć, jeśli to była prawda to zupełnie tego nie okazywał
- Em, wydaję mi się, że mu na tobie zależy
- Tak tylko Ci się zdaje. Wiesz ile razy mi się wydawało? Jakoś nigdy do niczego dobrego to nie prowadziło
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Co jest między wami?
- Sama nie wiem, ale to nic poważnego. Dobrze wiesz, że nie nadaje się do stałych związków,
- Wmówiłaś to sobie po prostu. Zawsze trzymasz facetów na dystans, nigdy nie pozwalasz im na zbyt wiele tylko dlatego że kiedyś jakiś kretyn..
- Nie mówmy o tym Miri, to było dawno. Poza tym, to nie tak jak myślisz. Ja po prostu nie potrafię mu zaufać, nie chcę.
- A jeśli kiedyś zmienisz zdanie?
- Nie zmienię
- A jeśli? Słuchaj. Spotkałaś świetnego faceta. To wszystko jest tak niewiarygodne jak sen. Nie twierdzę że powinnaś być z nim z powodu tego kim jest, ale może to jakieś przeznaczenie was do siebie zbliżyło?
- Nie uważasz że byłoby w tym wszystkim zbyt dużo przeznaczenia? Wystarczy że ty i Reus jesteście razem
- To nie jest takie oczywiste.
- Niby czemu?
- Bo nie jestem taka ładna jak ty
- Daj spokój. Poderwałaś najlepszy towar w całym Dortmundzie. Nadal wątpisz w swoją urodę? Jesteś zjawiskowa i inteligentna. Idealna
- Mówię serio. Za tobą faceci biegają nawet wtedy, gdy kompletnie ich olewasz
- Po prostu to lubią.
- Co?
- Faceci lubią jak traktuje się ich z góry. Na samym początku jest fajnie, ale później to oni chcą przejąć dowodzenie i wszystko zaczyna się pieprzyć, dlatego właśnie uciekam. Lubię żyć po swojemu, na własnych warunkach i robić co mi się podoba
- Em gadasz jak facet
- Nie ukrywam, coś w tym jest

Usiadłyśmy na ławce otoczonej pięknymi żółtymi tulipanami pośród fioletowych krokusów, które niesamowicie ze sobą kontrastowały. Uznałam że powinnyśmy poważnie porozmawiać o niedalekiej przyszłości
- Wiesz że jutro wychodzę? - pierwsza odezwała się Miri i dała mi szansę gładko przejść z tematu na temat
- Cieszę się bardzo. Tysiąc razy wolę spać z tobą niż z Mario
- Sypiacie ze sobą? - przyjaciółka szeroko otworzyła oczy - i ty mi mówisz że to nic poważnego?
- Nie w tym sensie. On się uparł ,że ze mną zostanie żeby nic złego mi się nie stało w tym 'Wielkim Mieście'. Miałam jeszcze do wyboru zamieszkać u niego więc z dwojga złego wybrałam opcje ' na własną rękę'
- No właśnie Em. Marco zaproponował mi, żebym u niego zamieszkała.
- Zgodziłaś się?
- Nie miałam innego wyjścia. Lekarze uważają, że nie powinnam teraz się przemęczać, a taka podróż byłaby dla mnie zbyt niebezpieczna. Nie stać mnie na hotel dlatego przyjęłam jego propozycje. Em, nie chcę się z nim rozstawać
- Miri rozumiem cię doskonale, nie ukrywam, że zdjęłaś mi kamień z serca bo zupełnie nie wiedziałam co zrobić, ale wszystko się na szczęście ułożyło.
- Pomyślałam, że może zostaniemy na całe wakacje, co ty na to?
- Wakacje? Ale jak to? - po minucie zorientowałam się o czym ona do mnie mówi - Posłuchaj Miri - powiedziałam najdelikatniej jak umiałam - chyba źle mnie zrozumiałaś. Nie zostaję tutaj, nie chcę cię zostawiać samej, ale nie mam wyjścia
- Ale jak to? Ty nie możesz wyjechać? Przecież ja sobie bez ciebie nie poradzę.
- Masz Reusa, wszystko się jakoś ułoży
- Nie mówisz poważnie, prawda?
- Miri uspokój się, nie powinnaś się denerwować. Nie w twoim stanie
- Em, proszę, obiecaj mi, że zostaniesz
- Będę z tobą szczera. Nie chciałam ci tego mówić, ale trzeba zapłacić za twój pobyt w szpitalu. Nasze ubezpieczenie tego nie pokrywa. Nie wiem skąd wziąć pieniądze, ale ty się tym nie przejmuj. Biorę to na siebie, to ja cię na to namówiłam i przeze mnie wylądowałaś w szpitalu
- Em nawet tak nie mów. Nie pozwolę ci za mnie płacić. Poproszę rodziców o kasę zadzwonię do nich i wyjaśnię sytuacje
- I co im powiesz? Przecież będą pytać gdzie mieszkasz, co się z tobą dzieję, czy nic ci już nie grozi. Będą się martwić
- Em, proszę nie wyjeżdżaj - złapała mnie za rękę i wtuliła głowę w moją klatkę piersiową
- Niczego nie obiecuję, ale zastanowię się
- Dziękuje Em. Jesteś prawdziwa przyjaciółką. Byłam dla ciebie okropna, a ty pomimo tego tak mi pomogłaś
- Spokojnie kochanie, wszystko się jakoś ułoży



 
                                        ******


Ze szpitala wyszłam w podłym nastroju. Nie było opcji, żebym została w Niemczech na dłużej. Żeby tak się stało, musiałabym znaleźć jakąś pracę. Z moim obecnym wykształceniem to będzie trudne. Chociaż w agencji towarzyskiej braki w moim CV nie stanowiłyby problemu.

Wróciłam do hotelu, wzięłam prysznic żeby oczyścić się ze wszystkich bakterii szpitalnych. Przebrałam się i z lekko mokrymi włosami wyszłam na miasto, aby spędzić samotne popołudnie i lepiej poznać Dortmund, który nadal skrywał przede mną wiele tajemnic.

To miały być najlepsze wakacje mojego życia. Bez rodziców, z daleka od domu, pełne zabawy, wyzwolenia i szaleństwa. Jeszcze się nie skończyły ale nie zrealizowałam żadnego z moich planów, nie licząc mecz na Signal Iduna Park. Dortmund był cholernie nowoczesny, całkowicie różny od Gdańska. Całe miasto w modernistycznym stylu tętniło od konsumpcjonizmu, młodości i wyzwolenia, ale zachowywało w sobie harmonię.

Przechodząc obok ulicy pełnej witryn sklepowych, pomyślałam że wykorzystam te trzy ostatnie dni. Weszłam do pierwszego z nich, kuszącego ofertą bogatej gamy kolorystycznej. W środku upewniłam się w wyborze jeszcze bardziej. Pełno w nim było cudownych deseni, wzorów i kolorów. Po wielu przymiarkach ostatecznie zdecydowałam się na szarą sukienkę wieczorową przetykaną złotą nicią, lekko asymetryczną, w której (pomimo mankamentów mojej budowy ciała) wyglądałam obłędnie, oraz złote sandałki pasujące na każdą 'letnią' okazję, a także dżinsowe szorty nadające berliński look i kilka bluzek m.in. jedną T-shirts dress w kolorze oranżu, hit tego lata, oraz zieloną podkreślającą kolor moich włosów. Zakupy zwieńczyła spódnica midi w kolorze różowej orchidei, którą zwietrzyłam na wystawie ostatniego sklepu. Przy kasach zastanawiałam się czy wydawać kasę, której nie mam, ale zaraz potem wyrzuty sumienia mi przeszły gdy przypomniałam sobie o karcie kredytowej, którą dostałam od rodziców 'w razie czego'

Zakupy do hotelu pomógł mi wnieść Klaas, gdy zobaczył, że nie mogę sobie poradzić z drzwiami. Zaszczyciłam chłopaka najpiękniejszym uśmiechem na który było mnie stać, a potem rzuciłam się na łóżko owładnięta zmęczeniem. Długo jednak nie dane było nacieszyć mi się błogim lenistwem , gdyż zadzwonił telefon
- Tak słucham - wypowiedziałam do słuchawki po niemiecku
- Panno Cygne czeka tu na panią pewien człowiek nazwiskiem Jauch, twierdzi że byliście państwo umówieni

Spojrzałam na zegarek była punktualnie trzecia. Doktorek ma niezłe wyczucie - pomyślałam.

- Proszę przekazać żeby zaczekał, zejdę za kwadrans

Wcisnęłam się w nową sukienkę oraz sandałki. Zarzuciłam na głowę letni kapelusz. Przy toaletce odświeżyłam makijaż i po zjechaniu windą, ujrzałam w hallu hotelu wysokiego blondyna z tym miłym uśmiechem na twarzy, dzierżącego bukiet herbacianych róż w dłoni.
- Bardzo przepraszam, że musiał pan czekać doktorze - powiedziałam z kokieterią w głosie
- Nic nie szkodzi panno Cygne, na tak piękną kobietę można czekać nawet całe życie - odpowiedział tym samym i wręczył bukiet
- To dla mnie? - udawałam zdziwienie - Są prześliczne
-Nawet w małej części nie równają się z pani urodą - na dworze czekał na nas zaparkowany srebrny mercedes na oko dwuletni.

Nie wiem co we mnie wstąpiło przy tym spotkanie bo zachowywałam się zupełnie inaczej, niż na szpitalnym korytarzu. Moja zdolność do flirtu przewyższała jednak mój zdrowy rozsądek i dałam się zaprosić na obiad który w rzeczywistości okazał się randką, a nie tak jak myślałam przepustką do przyjaźni.
 

niedziela, 6 października 2013

Żarty się skończyły....



Następnego ranka obudził nas deszcz niemiłosiernie tłukący w okno. Otworzyłam oczy i odnalazłam jego dłonie przy sobie

- Wstałaś już? Dzwonił Marco, z Miri wszystko w porządku.
-O matko muszę do niej jechać
- Spokojnie, Marco czuwał przy niej całą noc, nie ma się czym martwić
-Mario dziękuję, że zostałeś ze mną wczoraj
- Nie masz za co dziękować - nachylił się żeby pocałować dziewczynę, ale ta zrobiła szybki unik
-Nie ma mowy, najpierw muszę umyć zęby
- Oj daj spokój - tym razem natrafił na moje usta i podtrzymał mocno, żebym się nie wyrwała - mi to nie przeszkadza

-Za to mi bardzo - powiedziałam z uśmiechem na ustach i zniknęłam za drzwiami łazienki.

Wzięłam kilka głębokich wdechów i załamałam ręce. Co ja do cholery wyprawiałam? Wyjęłam szczoteczkę i pastę do zębów, z całej siły szorowałam je, dopóki nie poleciała krew z dziąseł, co mnie otrzeźwiło. Usiadłam na brzegu jeszcze nie używanej przeze mnie wanny i oparłam głowę o zimną umywalkę.

Zaczęłam myśleć. W salonie siedzi chłopak, który miał zostać moim przyjacielem, a ja to zjebałam w ciągu ułamka sekundy, tylko dlatego, że potrzebowałam bliskości i nie mogłam się powstrzymać przed pocałunkiem.

- Em? - zapukał cicho Mario - przynieśli śniadanie
-Nie jestem głodna - jednak otworzyłam drzwi i zapytałam - zawieziesz mnie do szpitala?
- Powinnaś coś zjeść, blado wyglądasz - odprowadził mnie do stołu i zrobił kanapkę z przygotowanych składników

Jadłam od niechcenia aż w końcu przerwał mi monolog z własnymi myślami

- Miri powinna jeszcze kilka dni poleżeć w szpitalu i uznaliśmy z Marco, że do tego czasu powinnaś zamieszkać z nami
- Dzięki Mario - dodałam gdy dotarły do mnie jego słowa - ale będzie lepiej jak zostanę tutaj
- Nie zostawię cię samej
-Dam sobie radę, dzięki za troskę, naprawdę - położyłam swoją dłoń na jego dłoni widząc że posmutniał
- W takim razie - odezwał się po chwili - będę musiał zamieszkać tu z tobą.
-Co takiego? - przestraszyłam się nie na żarty
- To był tylko żart, nie chcę ci nic narzucać
- Zgadzam się
- Tak?
   

                                     **********





Staliśmy na korytarzu szpitala wyłożonego białymi kafelkami. Od samego patrzenia ścisnęło mnie za serce. Mario skoczył do automatu po coś podnoszącego ciśnienie, które momentalnie obniżało się od chłodu wiejącego ze ścian. Była tutaj sama całą noc - pomyślałam.

Lekarze z obchodu wyszli z sali, jeden z nich zaczepił mnie z pytaniem

- Pani jest rodziną pacjentki Miri Lewandowskiej? - zapytał miłym głosem z ciepłym uśmiechem na ustach - Jestem doktor Christian Jauch
- Emmanuelle Cygne, jestem jej przyjaciółką
- Zapraszam do mojego gabinetu

Pomieszczenie w odróżnieniu od murów szpitala napawało optymizmem i nadzieją

- Pacjentka została przywieziona w dobrym stanie zważając na zagrożenie życia, pierwsza pomoc została wykonana pierwszorzędnie, przyjaciółka może pani podziękować za uratowanie życia

Jego słowa, tak znaczące, ważniejsze niż tysiąc słów, sprawiły, że zarumieniłam się na twarzy, a fala gorąca przeszła przez moje ciało

- Mił mi to słyszeć. - odparłam skromnie - jaki jest stan Miri?
- Pani Lewandowska miała atak serca spowodowany podwyższeniem ciśnienia tętniczego, kryzys minął, jednak nadal powinna na siebie uważać. Chciałem zapytać czy wie pani co mogło być tego przyczyną?
- Chyba nie jestem w stanie panu pomóc - skłamałam jak z nut
- W każdym razie, w najbliższym czasie wskazany jest odpoczynek, unikanie wysiłku i stresowych sytuacji
-Oczywiście panie doktorze, zadbam o to
- Pani Lewandowska zostanie wypisana w ciągu dwóch najbliższych dni, postanowiłem zostawić ją na obserwacji
- Naturalnie rozumiem
- Słyszałem, że jesteście panie przejazdem, ale myślę, że należałoby przedłużyć urlop w celach rekonwalescencji. Wszelkie podróże mogą być obciążeniem dla serca
- Zastanowimy się nad tym wspólnie. Dziękuje bardzo za rozmowę panie doktorze, pójdę teraz do przyjaciółki - podniosłam się z krzesła gotowa na to by wstać
-Pani Cygne?
- Tak?
- Nie umówiłaby się pani ze mną na kawę?

Kompletnie oniemiałam przez tę propozycje, całą rozmowę miałam dziwne wrażenie zdenerwowania, a teraz okazało się że facet bezczelnie mnie podrywał. Chociaż uratował życie mojej przyjaciółce nie miałam zamiaru przystać na jego prośbę

- Myślę, że ... - zaczęłam, ale on przerwał mi wpół zdania
- Świetnie, przyjadę po panią jutro w porze lunchu
- Wydaję mi się - podjęłam kolejną próbę - że to nie jest dobry pomysł, jest pan lekarzem mojej przyjaciółki
-Dokładnie, przyjaciółki, nie pani, proszę mi nie odmawiać

Znalazłam się za drzwiami gabinetu, chcąc nie chcąc z perspektywą randki na popołudnie.

Nadal zażenowana i zestresowana weszłam do sali przyjaciółki widząc przy jej boku Reusa trzymającego ją za rękę. Mario stał nie opodal i przyglądał im się w milczeniu. Gdy odezwałam się spojrzał w moją stroną z zafrasowaną miną

- Hej gołąbeczki, nie za dobrze wam?

Wszyscy odwrócili głowy w moją stronę i czekali na wiadomości. Podeszłam do łóżka przyjaciółki i złapałam ją za wolną dłoń lekko ją ściskając
- Em, jesteś - przywitała mnie Miri słabym głosem
- Oczywiście, że jestem. Nie przyszłam wcześniej, bo wiedziałam, że miałaś świetną opiekę - spojrzałam znacząco na Marco - jak się czujesz?
- Już lepiej.
- Lekarz powiedział, że już nic ci nie grozi, ale zostaniesz w szpitalu jeszcze przez dwa dni, na obserwacji. Miri, teraz musisz zadbać o siebie, odpoczywać. Wszystkim się zajmę, zostaw to mnie.
-Marco, zostawmy dziewczyny same
-Właśnie, powinieneś się trochę przespać. Byłeś ze mną całą noc
- Dobrze skarbie, ale za niedługo wrócę - pocałował ją w policzek i zniknął za drzwiami razem z Mario
-Em, gdyby nie ty, to...
- Daj spokój, nic nie zrobiłam
-Lekarz powiedział, że uratowałaś mi życie
- Każdy by tak postąpił
-Jestem pod wrażeniem, że umiałaś zachować zimną krew
- Byłam strasznie spanikowana, ale w porównaniu z Reusem to było nic - obie roześmiałyśmy się, spojrzałam na rurki podłączone do jej ciała i na monitor wskazujący puls. Miri była taka blada, nawet na tle szpitalnego prześcieradła, ale żyła, uśmiechała się i to było najważniejsze. Po lewym policzku poleciała mi łza

- Em, co jest? Nie płacz
- Bałam się, cholernie się o ciebie bałam, ale teraz wszystko już będzie dobrze. To przeze mnie, czuję się taka winna, że pomimo twojej choroby naraziłam cię na tyle niepotrzebnych emocji i wysiłku
- Mała nie obwiniaj się - otarła moją łzę dłonią - to najlepsze wakacje mojego życia

 

 

                                        ******

Wieczorem pojawili się chłopacy, żeby zmienić mnie przy Miri. Miałam wyrzuty sumienia, że zostawiam ją samą, ale musiałam załatwić wszystkie sprawy wiążące się z przedłużeniem pobytu.

Marco poprosił mnie o rozmowę na osobności

-Jestem po badaniach, wyniki powinny być w ciągu trzech dni - wytłumaczył nie patrząc mi w oczy
- Marco, myliłam się oskarżając cię o to, co się stało. Czasami jestem zbyt impulsywna
- Nic się nie stało Em, wiem że spieprzyłem sprawę i poniosę odpowiedzialność
- To jest sprawa tylko między wami i niepotrzebnie się do tego wtrącałam.
-Pójdę już do niej - zwrócił się w stronę drzwi
- Naprawdę przepraszam - potakująco skinął i zniknął za drzwiami
-Dobrze zrobiłaś przepraszając go - zagadnął mnie Mario gdy wychodziliśmy ze szpitala. Słońce zachodziło, a po całym dniu spędzonym w czterech ścianach zapragnęłam zaczerpnąć świeżego powietrze przed snem oraz dokończyć przerwaną rozmowę
- Mario przejdziemy się na spacer?
- Jesteś pewna? Wyglądasz na zmęczoną
- Dlatego chcę się zrelaksować
- Pewnie, chodźmy - złapał mnie nieśmiało za rękę i uśmiechnął uroczo. Szliśmy przez zaciemniony park aż nogi odmówiły mi posłuszeństwa ze zmęczenia i poprosiłam go o przystanek, zasiedliśmy na ławce, posadził mnie na swoich kolanach, a ja mocno się do niego przytuliłam
- Mario, Mario - lekko przymknęłam oczy i pozwoliłam się całować, chociaż moje usta zaniemogły podobnie jak reszta ciała. Chłopak był delikatny, ale w pewien sposób namiętny. Gdy zobaczył brak reakcji z mojej strony szepnął mi do ucha
- Tylko mi tu nie zasypiaj
- Zaraz się obudzę, mów do mnie - dotknęłam jego policzka opuszkami palców sprawiając, że serce zaczęło mi szybciej bić
- Może ci zaśpiewam? 
- Tak, właśnie, zaśpiewaj mi


Słyszałam jego ciepły głos z tą dobrze znajomą barwą. Gdy doszedł do końca piosenki zawahałam się z pytaniem, ale postanowiłam, że muszę wyjaśnić to nieporozumienie

- Myślisz, że zostaliśmy stworzeni dla siebie?
Nic nie odpowiedział więc zarumieniłam się czując jego wzrok na sobie

 - To było głupie, przepraszam.

- Nie, to nie było głupie, myślę, że tak, zostaliśmy stworzeni dla siebie - Otworzyłam oczy, spojrzałam na niego pytająco- znam cię od kilku dni, ale czuję jakbyśmy się znali przez całe życie
- Też tak czuję - patrzyliśmy sobie w oczy i gdy nachylił się do pocałunku nie odmówiłam odpowiadając tym samym równie intensywnie.Gdy oderwaliśmy się od siebie oznajmiłam
- Myślę że będziemy świetnymi przyjaciółmi - nie odpowiadał, dlatego też osunęłam się z niego i wyjawiłam - nigdy nie siadam na kolanach facetów
- A na moje usiadłaś?
- Możesz czuć się wyróżniony - wstałam z ławki i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Złapał ją, a potem zamknął mnie w mocnym uścisku
- Obiecaj mi jedno, nie chcę żebyśmy byli tylko dobrymi przyjaciółmi - pocałował mnie w usta i szybko od siebie odciągnął - chciałbym być dla ciebie kimś więcej

 
Wracaliśmy do domu w milczących nastrojach, napięcie między nami rosło, było to napięcie ani pozytywne, ani negatywne. Zamykało się w naszych niedopowiedzeniach. Stojąc przed lustrem łazienki ciągle patrzyłam na siebie i nie mogłam odnaleźć dawnej siebie, jakby przez te kilka dni, życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni.

Gdy weszłam do pokoju, mój wzrok padł na zasłane łóżko. Gdybym zgodziła się mieszkać u Mario, moglibyśmy spać osobno, a tutaj, nie miałam pojęcia jak wytrzymam z nim w jednym łóżku przez te wszystkie dni. Przecież był normalnym facetem, który ma swoje potrzeby, a szczególnie gdy w jego pobliżu kręci się kobieta, która mogłaby zaspokoić te potrzeby. Z drugiej strony, mieszkając u niego czułabym się jak intruz. Hotel miałyśmy opłacony do następnego piątku, a później zaczynały się schody, zaczynające się od braku kasy. Będziemy musiały wrócić do Polski, trudno, zawsze jest jakieś ryzyko.

Moje przemyślenia przerwało pukanie, Mario otworzył drzwi i do wnętrza wszedł Klaas popychając stolik z kolacją
- Życzę państwu smacznego - spojrzał na nas z powstrzymywaną uciechą, potem na mnie z udawaną przykrością, aż w końcu jego wzrok zatrzymał się na Mario. Boy wyciągnął z kieszeni kartkę papieru i długopis, po czym odezwał się nieśmiałym głosem

- Czy mógłbym dostać autograf panie Goetze?
- Jasne - zobaczyłam jak Mario sprawnie podpisuje skrawek papieru i z uśmiechem oddaje go chłopakowi, który bezszelestnie znika za drzwiami.

Po zjedzonej kolacji, postanowiłam wyjawić jeszcze jedną tajemnicę, która nie dawała mi spokoju.Usiadłam obok Mario owinięta ręcznikiem, po walce z samą sobą pod prysznicem. Położyłam mu rękę na kolanie i nie patrząc w oczy zaczęłam


- Mario muszę ci cos powiedzieć
-Słucham cię Emmanuelle - poczułam ciepło jego dłoni na skórze i przeszedł mnie dreszcz zimna, gdyż temperatury naszych ciał kontrastowały ze sobą
- Powinnam ci to wyjaśnić wcześniej, dlatego też, nie gniewaj się na mnie
-Em,o co chodzi?
- Mario - tym razem spojrzałam mu w oczy z pewnym lękiem- wtedy w klubie to... wiedziałyśmy kim jesteście.
-Co? - powiedział cicho zaskoczony chłopak
- Przyjechałyśmy do Dortmundu po to,żeby pójść na mecz- zwolnił uścisk na moim ciele - posłuchaj, to nie jest tak jak myślisz, chciałam ci powiedzieć, ale bałam się, że nie będziesz chciał więcej się ze mną spotkać
- Oszukałaś mnie - słyszałam w jego głosie napięcie, który uległ też znacznemu podniesieniu
- Wy też trzymaliście to przed nami w tajemnicy
- Tylko że ty perfidnie udawałaś niewiniątko. Dlaczego mi nie powiedziałaś tego wczoraj? Po tym jak się przyznałem
- Bo bałam się, że mnie znienawidzisz, pomyślisz, że myślę wyłącznie o sławie, a to nie było tak, spełniło się moje największe marzenie, nie mogłam tego tak po prostu zniszczyć.

Chłopak wstał, w powietrzu unosiło się napięcie. Przeczesał dłonią włosy i walnął otwartą dłonią w ścianę. Podeszłam do niego i zaczęłam przepraszać

- Mario wybacz mi, proszę, jesteś dla mnie naprawdę ważny. Nie wiedziałam że to się tak skończy... - zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć złapał moją twarz w obie ręce, długo wpatrywał się w moje oczy nienawidzącym wzrokiem aż w końcu puścił mnie i odwrócił twarzą do okna

- Jest mi cholernie przykro, że miałaś mnie za kogoś takiego.
Myślałaś, że nie docenię cię za szczerość? Nie patrzyłem na ciebie jak na dziewczynę, która nie interesuje się sportem i mnie nie zna, tylko na kogoś z kim przyjemnie mi się rozmawia i miło spędza czas. Nigdy nie twierdziłem, że nie umówię się ze swoją fanką, bo to mi nie przeszkadza.
- Gdybym wiedziała to ... bardzo cię przepraszam
- Nie przepraszaj mnie Em, tylko błagam cię, nie kłam już więcej. Obiecujesz?
-Obiecuję

Złapał mnie w swoje ramiona i długo staliśmy w uścisku. Szeptałam mu do ucha przeprosiny ,a on przyjmował je w nabożnej ciszy

Kiedy Mario był pod prysznicem zadzwonił telefon

- Tak słucham? - odebrałam
- Em, przepraszam, ale powiedziałam mu. Musiałam
- Jak to przyjął?
- Jest dobrze ale opowiem ci jutro bo wyszłam tylko do
do toalety. Nie gniewasz się?
- Nie gniewam, nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze
- Wiem Em, on jest taki kochany, chyba się zakochałam
- Cieszę się - powiedziałam z nutką zazdrości, ale ze szczerego serca
- Jesteś smutna?
-Wydaje ci się
- Em, muszę kończyć
- Dobrze porozmawiamy jutro

Rozległ się sygnał i odłożyłam telefon na toaletkę. Wzięłam do ręki szczotkę i zaczęłam rozczesywać włosy. W lustrze zauważyłam jego, półnagiego, odzianego jedynie w ręcznik. Instynktownie otworzyłam oczy i zagryzłam usta. Zbliżył się do mnie, wyjął przedmiot z mojej zaciśniętej dłoni i zaczął szczotkować moje włosy. Na początku bolało, ale gdy widział, że sprawia mi ból dotykał włosów bardziej pobieżnie

-Przepraszam - powiedział niskim głosem - nie przywykłem do czesania kręconych włosów
- A jakie czesałeś? - zapytałam z pewnym przerażeniem
- Różne, ale nie takie niesamowite jak te - zatopił usta w moich włosach znajdując drogę do szyi. Jeździł opuszkami palców po moich obojczykach, ściągając moją koszulę coraz bardziej w dół, powędrował do piersi. Spięłam się nagle cała, a on, jakby niczego nie dostrzegając, porwał mnie w ramiona i położył na środku łóżka, po czym położył się tuż obok mnie. Rozpinał guziki w górze od mojej piżamy, robiąc mi wodę z mózgu poprzez swoje namiętne pocałunki. Uniósł się i znalazł się nade mną. Mogłam poczuć siłę jego podniecenia, ciało mówiło mi jedno, ale rozum dyktował drugie.

Posłuchałam rozumu, chwyciłam skraj koszuli, kiedy miał odsłonić ją, by w całości zobaczyć klatkę piersiową i z zażenowaniem uciekłam do łazienki.

Usłyszałam jego pukanie, nie odpowiedziałam więc nacisnął klamkę i drzwi same ustąpiły. Stanął za mną i szepnął

- Nic się nie stało kochanie - jego palce zatrzymały się na guzikach mojej koszuli, które zaczął zapinać z równym opanowaniem jak wtedy gdy je odpinał - wracaj do łóżka

Siedziałam jeszcze na brzegu wanny i kiedy postanowiłam wyjść, Mario stał na środku pokoju i nakładał spodnie

- Co ty robisz? - spytałam skonsternowana
- Ubieram się

Przestraszyłam się nie na żarty, że odejdzie, a ja jestem zbyt zmęczona, żeby go zatrzymać

- Nie odchodź - wtuliłam się w jego pierś i sięgnęłam do paska spodni, aby go z niego uwolnić.
- Nie rozumiem cię
- Nie mam siły na seks - wykrztusiłam - ale nie chcę żebyś odchodził
- Jesteś cholerną manipulatorką wiesz? - powiedział bez cienia uśmiechu
- Wiem, ale jestem sama i nie wiem co zrobić
- To daj mi sobie pomóc
-Właśnie cię proszę, Mario zostań ze mną - pociągnęłam go w stronę łóżka, kusząc pocałunkiem, ale nie zrobiło to na nim wrażenia
- Jesteś egoistką Em- nie mogłam wytrzymać jego spojrzenia więc odwróciłam się do niego plecami i łkałam w poduszkę

Poczułam silny ucisk na żebrach i ciepły oddech przy uchu
- Przepraszam nie chciałem

W końcu ciężki dzień dał mi odetchnąć narzucając na moje znękane powieki długi sen
 

niedziela, 29 września 2013

Niebezpieczna gra

Mamy wam coś do powiedzenia z Marco- przerwał ciszę Mario, gdy schodziliśmy po trybunach
Marco wysłał mu ostrzegawcze spojrzenie
- Co takiego? - zapytała Miri z przejęciem pewna, że wyjawią przed nami prawdę
-Mamy miejsca w pierwszym rzędzie
Nie mogłam wyjść z szoku. Widzieć ich z bliska, dotykać i rozmawiać to jedno, ale oglądać mecz z tak bliska to prawdziwe widowisko.
-Mówicie serio? - szepnęłam piskliwym głosem
-Jak najbardziej - potwierdził moje wątpliwości Mario
- To musi być niesamowite - Miri tłumiła swoje podniecenie

Znaleźliśmy nasze miejsca, usiadłam z Mario i wśród mojego podniecenia to on rozpoczął rozmowę
- Wyglądasz bardzo tematycznie, a do tego ślicznie
- Dzięki, przygotowałam się
- Byłaś kiedyś na meczu footballowym?
- Parę razy mi się zdarzyło
-Ten będzie najlepszym w twoim życiu
- Jesteś pewien?
-Na sto procent, Borussia Dortmund jest mistrzem Niemiec. Wiedziałaś o tym?

Kłamać nie kłamać?
- Serio? Pierwszy raz słyszę. Jak było w pracy?
Chłopak udał zmieszanie, ale po chwili odpowiedział mi swoim normalnym uśmiechem na ustach
-Jak to w pracy. Trochę męcząco, to przez te upały - zapadła chwila milczenia - Muszę ci coś powiedzieć Em
Pomiędzy nami nagle zjawił się Reus
-Mario rusz się, pójdziemy kupić coś do picia. Na co macie ochotę?
- Woda
-Dla mnie tak samo
-Nie chcę was zasmucić, ale to mecz piłki nożnej, tutaj nie dają wody, no chyba, że piłkarzom
-A co się pije w Niemczech?
-Mamy najlepsze piwo na świecie
-Piwo? Mario miej litość. Weźcie obojętnie co, byle żadnych browarów
-Zrozumiano

Minęło jakieś pół godziny, a chłopaków nigdzie nie było widać. Puścili głośną muzykę i na boisko zaczęli wbiegać piłkarze. Tysiące razy marzyłam aby zobaczyć ich wszystkich z tak bliskiej odległości. Stanęli naprzeciwko nas, także mogłam usłyszeć dobiegające nas ze wszystkich stron szepty pełne podniecenie, zarówno kobiece jak i męskie. Nie umknęło mi również westchnienie Miri, która zapatrzyła się na Roberta Lewandowskiego. Kiedy Goetze zajął miejsce w szeregu spojrzał się w moją stronę i pomachał uśmiechając się niepewnie. Po skończonej prezentacji piłkarze rozbiegli się po boisku aby ustawić się na swoich pozycjach. Mario przebiegł obok naszego sektora wraz z Reusem i oboje przeprosili poruszając ustami w rytm słowa 'entschuldigen'. Ich problem został rozwiązany, zazdrościłam im po cichu tego, że mają problem z głowy, a my nadal musimy w tym tkwić
- Powiemy im po meczu
-Nie jestem gotowa
- Jeśli nie teraz to nigdy, musimy to zrobić
-OK jeszcze zobaczymy




                                                      ********


To była najbardziej ekscytująca rzecz jaką kiedykolwiek w życiu przeżyłam. Kibicowałyśmy na ogromnym stadionie wraz z 80 tysiącami ludzi cieszących się ze zwycięstwa swojego zespołu. Po tak spektakularnej wygranej czułam dumę, nie wiem z czego ona wynikała, ale przepełniała mnie od stóp do głów. W meczu po jednej bramce strzelili Reus, Mario i Lewy.
Marco zadedykował swojego gola Miri posyłając pocałunek w stronę naszej trybuny. Moja przyjaciółka zapiszczała niczym dwunastoletnia dziewczynka na widok kucyka Pony i również posłała mu całusa.
Oficjalnie skończyło się wynikiem 3:1 dla Dortmundu. Myślałam, że nic lepszego nie może mnie już spotkać, a jednak to był dopiero początek.
Po tym jak nasi przyjaciele zażyli odświeżającej kąpieli przybyli do nas aby wprowadzić nas na murawę gdzie jeszcze przed piętnastoma minutami lał się pot, krew i łzy.
Uściskałyśmy mocno chłopaków na policzku poczułam wilgotne włosy
-Mam nadzieję, że się nie gniewacie? Nie mieliśmy odwagi by wam powiedzieć
-Jest w porządku - pragnęłam wyjawić mu prawdę która jednak nie chciała mi przejść przez usta
-Naprawdę wiem, że głupio wyszło nie chciałem żebyś wzięła to do siebie
-Mario jest ok, nie rozmawiajmy o tym
- Wrócimy jeszcze do tego, muszę ci wszystko wyjaśnić, a tymczasem chodź, przedstawię cię chłopakom

Weszliśmy całą czwórką do najbardziej strzeżonego miejsca na świecie. W szatni chłopaków panował jeden wielki chaos. Niemożliwy do ujarzmienia gwar, ubrania porozrzucane po całej długości i szerokości pomieszczenia, a co najważniejsze cholernie męski zapach potu spływający z półnagich ciał. Raj dla każdej fanki piłki nożnej i nie tylko. Całe tuziny idealnie wyrzeźbionych klat i tyłków w obcisłych bokserkach. Nie mogłam oderwać wzroku od tego widoku
-Ekhm czy ja ci przypadkiem nie przeszkadzam?
- Bardzo cię przepraszam ale trudno jest się tutaj skupić
-Może wolisz porozmawiać ze mną na zewnątrz?
-Myślę że powinniśmy zostać tutaj - zbliżył się do nas Robert Lewandowski który z bliska był jeszcze bardziej perfekcyjny niż w jakości HD na mojej pięćdziesięciocalówce
- Mario, Mario - zaczął śpiewać czystym barytonem - kogo do nas przyprowadziłeś? - zaglądnął mi w oczy, co nie było proste przy jego wzroście. Nawet przy moich 175 centymetrach czułam się jak krasnal
- Roberto poznaj moją przyjaciółkę z Polski - zrobił znaczącą minę - Emmanuelle
- Miło mi, Robert - przedstawił się po polsku
- Mi również, Emmanuelle
-Dosyć oryginalne imię jak na polskie
-Tak się złożyło
Nie zdążyliśmy powiedzieć nic więcej, kiedy do szatni wpadł Moritz Leitner w samym ręczniku luźno zwisającym na biodrach i ociekający wodą, robiąc furorę wśród kolegów z drużyny, a także na Miri która tak głośno westchnęła, że usłyszałam ją z drugiego końca szatni rozmawiającą z Mattsem Hummelsem. Instynktownie też się odwróciłam, ale z hipnozy wyrwał mnie głos Mario
-Zaczynam być zazdrosny
-Może też powinieneś się rozebrać - rzucił nieśmiało Robert z tymi swoimi cudownymi dołeczkami w policzkach
- Nie mam przy nich szans, za duża konkurencja
Zrobiło mi się go szkoda i cicho szepnęłam
-Nie musisz się rozbierać, widziałam cię wczoraj pod prysznicem, było na co popatrzeć
- Goetze widzę że ostro pogrywasz
- I kto to mówi? Em nie wiem czy wiesz, ale Lewy jest królem striptizu
- CO?
- No cóż nie chcę się chwalić, ale całkiem nieźle wcielam się w rolę strażaka za pomocą tej rury - wskazał dłonią posrebrzany słup stojący w rogu szatni
- Nie wierzę, to jest jakiś żart?
Spojrzałam na obydwu, ale mieli tak śmiertelnie poważne miny, że nie mogli być aż tak dobrymi aktorami.
- Dla ciebie wszystko Em
-Lewy ty chyba żartujesz? Nie rób tego przy dziewczynach - powiedział Marco trzymający za rękę zażenowaną do granic możliwości Miri
- Jezu on to zrobi, naprawdę - próbowałam wyrwać się Mario który zasłonił mi oczy dłonią - daj popatrzeć - powiedziałam entuzjastycznie wyrywając się z jego objęć
-Po moim trupie, to nie jest rozrywka dla dzieci
-Hej, jestem pełnoletnia
-OK, ale nie masz mojego przyzwolenia
Kiedy ujrzałam świat skierowałam swój wzrok w kąt pomieszczenia w którym zdążyli zebrać się zawodnicy, krzyczący i zachęcający Lewego do akcji. On sam wspiął się po rurze i zjechał niczym rasowy żigolak, na pewno nie przypominało mi to strażaka. Chwycił lewą dłonią za rurę i zaczął się na niej okręcać powodując aplauz w całym pomieszczeniu
-Nie wierzę w to - jęknął Marco
-Ja też - dodał w męskiej solidarności Goetze
-Jest niesamowity - zapiszczałyśmy zgodnie z Miri
Kiedy Robert zrobił ostatni obrót na rurze i wylądował w szpagacie zsunęły mu się delikatnie bokserki, żartowniś Leitner zbliżył się do niego i zsunął mu je dokładnie do połowy łydek
-Teraz jesteśmy kwita lewy - nastąpiła cisza, a po niej uniosły się gwizdy będące przejawami radości i cmokania naśladujące niezadowolenie
Zakryłam twarz dłońmi i nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą zobaczyłam
- Jezusie, to było ... - zaczęła Miri
- ...obrzydliwe - dokończyli unisono chłopacy
- ...dziwne, aczkolwiek podobało się

Powrócił do nas Robert 'poskramiacz rur'
-I jak się podobało?
-Byłeś wspaniały
-Miło mi, ale chyba się jeszcze nie znamy?
-Jestem Miri
-Zawsze wiedziałem, że polki są piękne, ale żeby aż tak ?
Dziewczyna zachichotała i podziękowała z niesfornym uśmiechem na ustach.
-Lewy nie pozwalaj sobie co? Miri jest moją dziewczyną - przyciągnął ją do siebie

Otworzyłam ze zdumienia oczy, oprócz mnie chyba wszyscy w towarzystwie. Więc są parą? Tak na poważnie. Wystarczył jeden dzień. Nie mogłam w to uwierzyć

-Sorry stary myślałem że ty i Caroline...
Kiedy padło imię trufli, opamiętałam się w ciągu sekundy. Sprawa jego związku się nie wyjaśniła. Przed wyjazdem do Niemiec nawet do Polski dobiegły pogłoski o kryzysie w związku, a potem o całkowitym rozstaniu. Więc albo Lewy był nie doinformowany albo ...
-Marco o co chodzi? -usłyszałam niepewny głos przyjaciółki - jesteście jeszcze ze sobą?
- Chyba powinniście ze sobą pogadać Reus - upomniał kumpla Mario, po czym dał mi znak do odwrotu z szatni. Większość ubranych piłkarzy również opuściła pomieszczenie

- Możesz mi powiedzieć co jest grane? - odciągnęłam Mario na bok - On jest z tą swoją Caroline?
- Em to nie tak, to bardziej skomplikowana sprawa - uśmiechnął się wymijająco
- Nie, to nie jest skomplikowane. Albo z nią jest, albo nie.
- Myślę, że to jednak nie nasza sprawa co jest między Reusem, a jego dziewczyną nie sądzisz?
-A ja myślę, że to jest moja sprawa, a wiesz dlaczego? Bo wykorzystał moją przyjaciółkę, może sama wcisnęła mu się do łóżka, może nie. Nie jestem niczego pewna na sto procent, ale wiem, że ona nie przespałaby się z zajętym facetem i teraz pewnie cholernie musi tego żałować

Mario patrzył się na mnie z kompletną dezorientacją w oczach aż w końcu wydusił z siebie
- Lubię cię Em, dlatego chyba powinniśmy zakończyć tę rozmowę
- Przepraszam Mario, ale martwię się o nią
- Chodź, zabiorę cię stąd
- Zapomniałam ci pogratulować z nadmiaru wrażeń. Byłeś wspaniały. Bramka fenomenalna. Jak dla mnie to powinieneś zostać napastnikiem, cisnąłeś taką kontrę, że nie mogłam się opanować, aż spadły mi buty z tych emocji
- Dzięki Em, miło z twojej strony, ale nie udawaj wiem ,że kobiety nie interesują się piłką nożną - powiedział skromnie
-No to mnie jeszcze nie znasz - podreptałam w moich trampeczkach przez środek murawy
- Oj nie obrażaj się - usłyszałam - dobrze, że nie ubrałaś tych swoich koturników bo już zbierałbym cię z trawy
- Goetze już nie żyjesz - rzuciłam się na niego i przez dobre kilkanaście minut tarzaliśmy się w trawie bez opamiętania, kiedy skończyliśmy, nasze rzeczy były całe w zielonych plamach
-Obiecuję że wypiorę - przyrzekłam patrząc na białą koszulkę Mario uwalaną w trawie
-Jak tak dalej pójdzie, nie będę miał w czym chodzić -
zapadła chwila ciszy patrzyliśmy sobie głęboko w oczy leżąc nadal na suchej trawie, jego dłoń powędrowała ku kosmykowi moich włosów, który spadł mi na oko. Delikatnie go dotknął i przesuwał między palcami, a ja przyglądałam się temu zabiegowi w wielkim skupieniu. Kiedy jego usta zbliżyły się do moich zdążyłam jednak zareagować, szybko podniosłam się i z nerwowym uśmiechem na ustach powiedziałam
- Chyba czas na mnie, dokończymy naszą rozmowę jutro
-Em poczekaj, odprowadzę cię
-Dzięki, trafię sama, pewnie jesteś zmęczony, jedź do domu i odpocznij - pomachałam w jego stronę, wysłałam buziaka ręką i oddaliłam się w stronę wyjścia



                                                           *******

-Miri daj mi to wytłumaczyć
- Nie chcę słuchać twoich wyjaśnień
- Proszę daj mi szanse - chłopka złapał ją za ramiona i smutno spojrzał w oczy
- Ok, masz pięć minut
- Dziękuję - odszedł na bok i wylał z siebie potok słów - jakieś trzy miesiące temu Caroline bez słowa wyjaśnienia chciała ode mnie odejść. Prosiłem ją żeby wytłumaczyła mi o co chodzi, ale odeszła. Wyjechała do innego miasta, prosiłem jej rodziców o adres, ale oni nie chcieli ze mną rozmawiać. Myślałem, że sprawa jest przegrana więc próbowałem się z tym pogodzić, ale nie mogłem o niej zapomnieć. I kiedy już zaczynałem układać sobie życie na nowo bez niej, nagle wróciła i kompletnie zaburzyła mi rzeczywistość
- Kiedy to się stało? To znaczy, kiedy wróciła?
-Dzisiaj przed samym meczem złapała mnie w szatni, Robert musiał nas widzieć i pewnie pomyślał, że znowu jesteśmy razem
-Czego ona od ciebie jeszcze chce?
- To jest trochę bardziej skomplikowane niż ci się wydaje
- Reus mów do cholery
- Powiedziała, że jest chora na AIDS i muszę się zbadać
- CO?
- Spokojnie na pewno testy będą ujemne, to niemożliwe żebym był zarażony
- Ty chyba nie mówisz poważnie? To jest jakiś zły sen - dziewczyna usiadła na zimnej podłodze i zaczęła szlochać, chłopak usiadł obok i mocno ją przytulił
- Miri bardzo mi przykro, że tak wyszło, nie chciałem ci o niczym mówić bo to na pewno nieprawda. Pewnie złapała to od kogoś w ciągu tych trzech miesięcy, a nam nic nie grozi.
Słysząc ciągle jej zawodzący głos, cierpiał w środku
-Kochanie błagam cię przestań, tak nie można. Wszystko będzie w porządku. Wybacz mi
Z jej piersi wydobył się przerywany szept
- Marco zabierz mnie do hotelu proszę
-Oczywiście kochanie

Jechali w milczeniu, odprowadził ją pod same drzwi, dziewczyna była w kiepskim stanie, kiedy otworzyły się przed nimi drzwi oboje podnieśli głowy na stojącą przed nimi zdezorientowaną Emmanuelle
- A, to wy. Myślałam że to Mario czegoś zapomniał. - Patrząc na zawodzącą przyjaciółkę zapytała - Co ci się stało? Co ty jej zrobiłeś? - rzuciła oskarżycielskim tonem w stronę chłopaka
- Daj spokój Em, to nie jego wina - broniła chłopaka
-No to może mi powiesz co się stało?
- Nie mam na to siły Em - przeszła obok dziewczyny zdjęła buty i powędrowała do łazienki
- No to może ty wyjaśnisz mi co się do cholery dzieje?
- Mogę wejść?
- Raczej nie będziemy gadać na korytarzu



                                                    ********

-Co? To niemożliwe! Powiedz mi że to jakiś głupi żart
- Em spokojnie
-Nie, nie będę spokojna. Wiedziałam, że z tego będą same kłopoty. Reus do cholery, musisz się zbadać.
-Zaraz jadę do szpitala, wszystko jest już ustalone.
Dziewczyna odeszła w stronę otwartego okna balkonowego trzymając w dłoni zapalonego papierosa zaciągnęła się nim trzy razy zanim opadła z niej złość zostawiając miejsce opanowaniu
- Dopóki nic się nie wyjaśni, nie sprawiaj trudności i nie przyjeżdżaj tutaj
- Muszę przy niej być
- Już wystarczająco dużo zrobiłeś, kiedy będziesz miał wyniki poinformuj nas
-Myślę, że Miri powinna również zrobić test
- A ja myślę, że to nie potrzebne narażanie jej na stres
- A może po prostu sam jej zapytam?
- Jak uważasz
Podszedł do drzwi łazienki i delikatnie zapukał, nie doczekał się jednak odpowiedzi więc zapytał
-Miri mogę wejść? - nadal nie było odzewu - kochanie jesteś tam?
Nikt się nie odezwał, Reus nacisnął klamkę i drzwi ustąpiły. Gdy weszliśmy do łazienki ujrzeliśmy nieprzytomną dziewczynę leżącą na posadzce łazienki
- Boże Miri, odezwij się, kochanie. Próbował wyłapać jej puls, ale ręce tak mu się trzęsły, że nie był w stanie
-Odsuń się Reus - przejęłam stery, wyczułam słaby puls i świszczący oddech położyłam ją w pozycji bocznej ustalonej i krzyknęłam na przerażonego chłopka - na co czekasz? Wezwij karetkę.
- Co ona zrobiła? Jeśli to przeze mnie? Przedawkowała czy jak ? Nie mógł wyraźnie poradzić sobie z telefonem, podeszłam do niego wyrwałam z rąk komórkę i czekając na sygnał połączyłam się z konsultantem
- To chyba atak serca
- Zrozumiałem zaraz będziemy
Oddałam chłopakowi telefon i poklepując po ramieniu uspokoiłam
-Spokojnie będzie dobrze, musiała się zdenerwować
-To moja wina, niepotrzebnie jej o tym mówiłem
-Nie obwiniaj się, to równie dobrze może być spowodowane pogodą - nachyliłam się nad przyjaciółką sprawdzając oddech który był bardziej równomierny, po chwili zobaczyłam że mruga oczami
-Miri słyszysz mnie? Kochanie jestem przy tobie
- Słyszę
- Leż spokojnie zaraz tu będzie lekarz
Reus przyklęknął obok niej i złapał za rękę dodając otuchy, trwaliśmy tak przez jakiś czas dopóki nie usłyszeliśmy gwaru i gorączkowych głosów w hallu
-Wszystko będzie dobrze, już przyjechali - uspokoiłam przyjaciółkę
Wszedł lekarz i zaaplikował jej sporą dawkę adrenaliny, Reus pojechał razem z nią do szpitala, a ja zostałam by spakować jej rzeczy. Zadzwoniłam do Mario aby opowiedzieć mu co się wydarzyło.
- Hallo - usłyszałam w słuchawce jego zaspany głos
-Przepraszam jeśli cię obudziłam, ale..
-Em? Płaczesz? Co się stało? - poczułam na policzkach spływające łzy
- Już po wszystkim, tylko...Miri jest w szpitali i ...
- W szpitalu? Co się stało?
- Mario, potrzebuję cię
- Już do ciebie jadę

Zjawił się w hotelu po kwadransie, otworzyłam mu drzwi i padłam w ramiona, takie ciepłe, silne, męskie ramiona. Przytrzymał mnie mocno aż nie wypłakałam wszystkich łez
- Tak się bałam...
-Wiem ale już się nie stanie, jestem tutaj
-Obiecujesz?
- Obiecuję -pocałował mnie w czoło i przeniósł na łóżko, zdjął buty i usiadł obok
Kiedy się nachylił odnalazłam jego usta, przejechałam dłonią po jednodniowym zaroście. Nie wiem nawet jak to się stało, ale leżeliśmy twarzą w twarz długo całując się. Po raz kolejny spłynęły mi łzy po twarzy, a on odwzajemniał moje nieudolne pocałunki jakby były rzeczą której najbardziej pragnie.
- Nie płacz już, bo pęknie ci serce
- Przepraszam nie wiem co robię,
- Chyba powinnaś zasnąć to był bardzo ciężki dzień - próbował wstać z łóżka, ale złapałam go obiema rękoma za nadgarstek
-Zostań ze mną
- Dobrze - położył swoją dłoń na mojej dłoni i mocno przytulił do piersi



                                    Bramka Marco dedykowana Miri


sobota, 21 września 2013

Zbrodnia i kara



Rano obudziłam się z cholernym uczuciem pragnienia. Przeciągnęłam się kilka razy i wygrzebałam z pościeli. Skierowałam się do kuchni, gdzie zastałam wesolutkiego Mario parzącego poranną kawę, w pełni ubranego.
- Dzień dobry, napijesz się kawy?
- Dzień dobry, z przyjemnością
Postawił przede mną białą filiżankę pełną czarnego płynu. Wpatrzona w nią zapytałam:
-Jak ty to robisz Mario?
-Co takiego? - powiedział z zaspanym uśmiechem głaszcząc się za uchem po głowie
- Jest siódma rano, a ty jesteś tak wypoczęty, że nie mogę na ciebie patrzeć
- Po prostu dobre geny
- Dużo tego masz? Podziel się trochę
- Mam lepszy pomysł - uniósł swoją filiżankę i nachylił ją opierając o wargi, zrobiłam to samo
-I jak? Lepiej?
-Zdecydowanie
- W takim razie teraz przyjmuję życzenia. Na co masz ochotę?
- Zrób mi niespodziankę. Najlepiej coś tradycyjnie niemieckiego
-Robi się

Poszłam wyszczotkować włosy i przy okazji zęby, żeby nikogo nie straszyć z samego rana. Pogrzebałam trochę w kosmetykach Mario i znalazłam krem, którym posmarowałam twarz. Odkładając go na miejsce zauważyłam buteleczki perfum, sięgnęłam po każdą po kolei aż w końcu natrafiłam na poszukiwany zapach. Zaciągnęłam się cudowną wonią kiedy usłyszałam
-Podano do stołu
Psiknęłam sobie trochę perfum na nadgarstek i pospiesznie skierowałam się do kuchni
-Sam to zrobiłeś? - Byłam szczerze zdziwiona, leżał przede mną najbardziej apetyczny omlet jaki miałam okazję widzieć, a do tego w powietrzu unosił się wspaniały zapach
-Najpierw posmakuj, a dopiero później możesz mnie pochwalić - powiedział nieskromnie chłopak
Gdy wzięłam do ust pierwszy kęs, wiedziałam już, że nie jest tylko najestetyczniejszym omletem świata, ale najlepszym jaki jadłam
- Mogę cię wynająć?
- Nie jestem tani. Smakuje ci?
-Żartujesz? Jest boski, nie jadłam w życiu nic lepszego
- Prawdziwy niemiecki przepis jak sobie życzyłaś
Posiłek przebiegł w atmosferze pełnej moich zachwytów nad kunsztem kulinarnym Mario, kiedy nagle mi przerwał
- Niestety muszę być na 9 w pracy, dlatego jeśli chcesz możesz tu zostać, albo podwiozę cię do hotelu żebyś obudziła nasze gołąbeczki
-Z przyjemnością wbiję się im na chatę. I tak mieli zbyt dużo czasu



                                                       ********


Obudził ją promyk światła wpadający przez okno hotelowego pokoju, a zaraz potem usłyszała jego zaspany głos
- Dzień dobry
-Dzień dobry
-Jak ci się spało?
Spojrzała się w jego stronę, wtuliła mocniej w klatkę piersiową
-Fantastycznie, a tobie?
- Jak w niebie - instynktownie spojrzał na zegarek stojący na nocnej szafce - niestety ten piękny sen się kończy. Najpóźniej za godzinę muszę być w pracy
- Nie możesz jeszcze trochę zostać? Dla mnie.
-Bardzo bym chciał, ale niestety nie mogę. Ale ty możesz jeszcze pospać
Chłopak wstał, nałożył bokserki i udał się w stronę łazienki, po minucie usłyszała szum spływających kropli, odwróciła się na drugi bok i zasnęła z uśmiechem na ustach.
Obudził ją przyjemny głos mruczący jej do ucha niezidentyfikowane słowa, dopiero po chwili oprzytomniała i otworzyła oczy
-Podano do łóżka
Na przenośnym śniadaniowym stoliku znajdowały się grzanki z serem, słoiczek miodu i sok pomarańczowy
- O rany sam to zrobiłeś?
- Niestety nie. Obsługa hotelu zjawiła się pięć minut temu. Ale szczerze mówiąc też całkiem nieźle gotuje
-Mam nadzieję że będę miała okazje się o tym przekonać
-Wcześniej niż myślisz - pocałował ją namiętnie w usta po czym odciągnął ją od siebie - tymczasem radzę się przygotować. Mario dzwonił że będzie tu z Em za dziesięć minut a ona lekko mówiąc jest nie w sosie
- O ja pierdole
- Nie, no nie jest aż tak źle
- Nie chodzi o to. Ona nie wróciła na noc.
- Nic jej nie jest. Spała u nas w mieszkaniu - uśmiechnął się lubieżnie
-Serio? - dziewczyna zdziwiła się nie na żarty - zazwyczaj trzyma facetów na dystans
-Najwidoczniej nie znasz jej tak dobrze jak myślałaś, albo Mario ją odpowiednio rozpracował

W tym momencie rozległ się dźwięk pukania do drzwi, po czym otworzyły się z nagłym łoskotem. Emmanuelle weszła do środka pewnym krokiem, a za nią wszedł roześmiany od ucha do ucha Mario
-A teraz mi kurwa łaskawie powiedzcie co to ma wszystko znaczyć?
- Dasz sobie z nią radę sama czy mam zostać? - zażartował Marco
- Jakoś sobie poradzę - odrzekła i pocałowała go w usta na do widzenia - a wy spadajcie do pracy
- Chyba będzie lepiej jak już pójdziemy Romeo
- Opieprz go ode mnie w samochodzie, Mario
-Masz jak w banku Em
Gdy drzwi się za nimi zamknęły wybuchła prawdziwa awantura
-Pytam się ciebie, co ty kurwa tu z nim robiłaś?
-Zgadnij
- Weź mnie nie denerwuj. Pytam się jak mogłaś to zrobić?
-Co ja takiego zrobiłam, tylko ze sobą spaliśmy
- Jak to jest dla ciebie tylko no to życzę ci powodzenia. Kurwa przecież ty go wcale nie znasz
- Spodobał mi się Em, poza tym tak jakoś tak wyszło
- Fajnie, że bzykasz się z nieznanymi facetami, wszystko rozumiem to twoje życie, jesteś dorosła, ale wyobraź sobie, że ja nie miałam dzisiaj gdzie spać i tylko dzięki Mario nie spędziłam nocy pod drzwiami
- Wiesz trochę cię nie rozumiem, strzelasz mi tu pretensjami, ale sama z nim spałaś
- CO ?
- Prawisz mi morały, ale przecież sama poszłaś z Mario do łóżka, także powinnaś mi w sumie podziękować
- Chyba cię pojebało. Ja z nim nie spałam rozumiesz? Jak ty mogłaś w ogóle tak pomyśleć
- Jak to, przecież Marco mówił...
-W takim razie chyba nie wiedział co mówi, nie jestem zdzirą żeby wchodzić do łózka obcemu facetowi
-Czyli ja jestem zdzirą tak?
- Tego nie powiedziałam
-Ale właśnie tak zabrzmiało, także pieprzone, kurwa dzięki
- Sorry, naprawdę nie chciałam
- Wiesz co? Trochę mnie to nie obchodzi. A może ty jesteś zazdrosna, że Reus leci na mnie, a nie na ciebie?
- Jakoś mi przeszło kiedy tylko go poznałam, wyobraź sobie. Sorry. ale nie chcę tego dłużej ciągnąć bo to do niczego nie prowadzi. Z łaski swojej ubierz się i zmień pościel w gniazdku miłości bo chyba się porzygam jeśli będę musiała tu spać
- Zejdź mi z oczu Em, nie mogę ciebie słuchać. A i dzięki za sukienkę, chyba wyglądam w niej lepiej niż ty



                                                         *********


Ubrała się i trzaskając drzwiami wybiegła wprost na ulicę ciepłego miasta.
- Jak ona mogła powiedzieć mi coś takiego? Przecież jest moją przyjaciółką ,a przyjaciółki się tak nie zachowują. Fakt, zawsze leciała na Reusa, ale on woli mnie, przecież nie zmusiłaby go żeby się w niej zakochał. Poza tym mi też zawsze się podobał, ale do niej należało ostatnie słowo.

Dziewczyna szła po głównym placu miasta analizując wypadki dnia wczorajszego
-Marco i to... było tak cudownie, niesamowicie, jeszcze nigdy nie przeżyłam czegoś tak nieprawdopodobnego. Całował każdy fragment mojego ciała kroczek po kroczku. Dotykał tak jak jeszcze nigdy nikt inny. Głaskał włosy, pieścił szyję. Bez wątpienia najlepszy seks w moim życiu.

Rozmyślania przerwał jej Sms od Marco.
''Pamiętaj o dzisiejszym meczu. Widzimy się o 17 pod Signal Iduna Park. Tęsknie. Marco''



                                                     *********


Zaraz po tym jak moja pseudo przyjaciółka wybiegła przez wyjściowe drzwi jak obłąkana ,zabrałam się za sprzątanie tego chlewu. Obsługa hotelowa załamałaby się gdyby zobaczyła to co po sobie zostawili. Resztki śniadania spoczywały na nocnych szafkach, wszędzie porozrzucane były mokre ręczniki, ale najbardziej uderzył mnie widok mojej kobaltowej sukienki którą wczoraj pożyczyłam Miri. Była kompletnie pognieciona, widniały na niej ślady wina i czegoś czego wolałabym nie identyfikować.
Kupiłam tę sukienkę z myślą o jakiejś wspaniałej randce po cichu marząc żeby chłopakiem okazał się Marco. Trzeba uważać więc na swoje życzenia bo owszem przydała się na obiad z Reusem, ale to nie ja ją założyłam. Jak Miri mogła mi to zrobić? Przecież dobrze wiedziała że za nim szaleje, ostatecznie przez ostatni rok nie mówiłam o niczym innym.

Złapałam za szufelkę i zmiotkę, aby pozbyć się wszystkich okruchów pozostałych ze śniadania i natknęłam się na coś niesamowitego. Na stole leżały dwa bilety na dzisiejszy mecz Borussii
-Co jest do cholery? - powiedziałam do siebie po czym natychmiast rozbrzmiał dźwięk telefonu - słucham?
- Hej tu Mario. Jak atmosfera? Słyszałem waszą kłótnię na parkingu.
- Tak jakoś wyszło, nie miałam złych intencji
-Radzę się wam pogodzić do 17. Pewnie nic nie wiesz, bo ci nie powiedziała, ale idziemy dzisiaj na mecz piłki nożnej, o piątej pod Signal Iduna Park. Nie możemy po was przyjechać bo nie wyrobimy się z pracy, dlatego spotkamy się na miejscu. Z waszego hotelu to naprawdę niedaleko, spytajcie kogoś o drogę w razie czego
- Przekaże jej jak wróci
- Em, zakopcie topór wojenny, to nie ma sensu. Trzymaj się i przyjdźcie razem, będziemy czekać
- Tak jest panie Goetze
- Do zobaczenia




                                                          ***********


Po powrocie Miri zapanował między nami względny spokój. Nie padły żadne przeprosiny, ale mniej więcej się do siebie odzywałyśmy.
Było około piętnastej więc wyjęłam z naszej ogromnej szafy mój wypieszczony strój, który kompletowałam przez ostatni miesiąc. Była to żółta bluzka wycięta na plecach z niewielkim dekoltem z przodu, czarna spódniczka przed kolano i czarno-żółte trampki wszystko w kolorach BVB. Oczywiście nie mogło się obyć bez obowiązkowego szalika.

Wyszłyśmy z hotelu i udałyśmy się starannie przestudiowaną trasą pod Signal Iduna Park. Pomimo mapy, weszłyśmy w złą uliczkę i nie dotarłybyśmy bez pomocy na właściwe miejsce.
Na szczęście kibice przybywali ze wszystkich stron miasta, dlatego też poszłyśmy za grupką młodych Niemców który doprowadzili nas na miejsce.

Stadion był olśniewający, olbrzymi, nie do opisania. Zanim dotarłyśmy na umówione wcześniej miejsce, odciągnęłam Miri na bok próbując ustalić wspólną wersję wydarzeń
- Wiem, że powinnyśmy ustalić to wcześniej, ale jeszcze nie jest za późno. Mamy dwa wyjścia,  albo przyznamy się, że przyjechałyśmy do Dortmundu z cichą nadzieją aby ich poznać, albo też udamy zaskoczenie jakby nigdy nic i przyjmiemy ich prawdę do wiadomości. Osobiście wolę pierwszą wersję
- Jestem zdania że powinnyśmy kłamać. Oni umawiali się z nami tylko dlatego, że ich nie znałyśmy gdy wyjdzie na jaw, że ich oszukałyśmy pomachają nam tylko rączką na pożegnanie
- Pomyśl tak, oni też nas oszukali
-Możemy w to brnąć Em przecież to nie wyjdzie na jaw
- Robisz to dlatego żeby Marco się nie dowiedział? Nie oszukuj się, jedna noc dla niego nie miała znaczenia
- Nie chcę tego słyszeć
- Pogódź się z tym, muszą usłyszeć prawdę
- Po moim trupie, zrób coś dla mnie przynajmniej raz- spojrzała mi tak głęboko w oczy z taka nadzieję że choć z niechęcią zgodziłam się na to przystać

Przeszłyśmy sto metrów dalej i zobaczyłyśmy chłopaków w normalnych ciuchach. Czyżby dzisiaj oboje mieli pauzować?
Przywitaliśmy się w przyjacielskiej atmosferze, ale w powietrzu było czuć napięcie.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Noc w mieszkaniu M&Msów

Obudził mnie jego cichy głos.
-Em jesteśmy na miejscu, wstawaj chyba, że chcesz żebym cię zaniósł - zobaczyłam nad sobą świdrujące mnie oczy
-Już wstaję... - nie pozwolił mi dokończyć zdania, tylko zaspaną wziął mnie na ręce i przeniósł przez próg domu.
-Ok, ok poradzę sobie sama - wypuścił mnie z objęć i już trzeźwiejszym umysłem podążałam w kierunku w którym prowadził mnie właściciel mieszkania
- Zapraszam do środka, madmoiselle

Weszłam do białego przedpokoju w którym białe było prawie wszystko.
-Jak dwójka facetów może utrzymać taki porządek?
Chłopak wzruszył tylko ramionami, ale wyglądał na usatysfakcjonowanego pochwałą. Zaprowadził mnie w głąb mieszkania, gdzie rozskrzydlało się na kuchnie oraz dwie pary drzwi prowadzące zapewne do sypialni.

Weszliśmy do kuchni, pomalowanej na odcień starego złota

-Siadaj wskazał mi duże krzesło, tak niesamowicie wygodne, że zasługiwało na miano fotela - czego się napijesz?
-Herbatę poproszę
-Tak myślałem, już wstawiam wodę

Mario rządzący w kuchni wyglądał naprawdę bardzo zabawnie. Poruszał się płynnie w obie strony, raz żeby wyjąć szklankę z szafki, innym razem w poszukiwaniu kawy. Gdy wlewał wodę do elektrycznego czajnika odwrócił się w moją stronę i przyłapał na obserwowaniu go

-Śledzisz mnie? - zapytał i podniósł lewą brew
- Nie, coś ty - zaśmiałam się
-No to o co chodzi?
-Zabawnie wyglądasz w kuchni
-To znaczy?
-Jesteś zbyt męski, żeby przebywać w takim miejscu - wypaliłam zanim zdążyłam się zastanowić
-W takim razie musisz się przyzwyczaić, bo kuchnia, po pracy to moje ulubione miejsce
-Potrafisz gotować? - szczerze się zdziwiłam
-Oczywiście, wszystko co chcesz. Właśnie, gdzie moje maniery. Na pewno zgłodniałaś. Na co masz ochotę?

- Jeśli nie sprawi ci to kłopotu
- Najmniejszego
-Nie będę zbyt wymagająca. Zrobisz mi kanapkę z serem?
-Tylko tyle? Nie wolisz czegoś bardziej wyszukanego?
- Kanapka mi wystarczy

Obserwowałam jak tym razem podchodzi do lodówki i wyciąga produkty potrzebne do przygotowania posiłku.

Stanął przy mnie i delikatnie smarował chleb masłem

- Dodam ci jeszcze sałaty ok?
- Ok

Zamknęłam oczy i leniwie odpływałam kiedy nagle mnie olśniło co tutaj robię

- Ja pierdole! - niemal krzyknęłam. Mario podskoczył jak oparzony
-Co się stało?
- Miri i Reus
- Już się przestraszyłem, że to coś poważnego
-Bo to jest poważne, kurewsko
-Ochłoń i nie przeklinaj tak.
- Jak mam się uspokoić? Poszła z facetem do łóżka po niecałym dniu znajomości. Ona nigdy się tak nie zachowuje
-Nie chcę nic mówić, ale ty nie jesteś lepsza. Wsiadłaś z obcym facetem do taksówki i zasnęłaś w jego ramionach. A gdyby tak coś strzeliło mu do głowy i wywiózłby cię nie wiadomo gdzie?
-Ale ty jesteś zabawny. Ja mówię serio. Nie wierzę, że ona to zrobiła
-Jest młoda i dorosła, jej sprawa. Nie powinnaś się tym tak przejmować. A teraz przymknij się i zjedz kanapkę - podsunął mi sandwicha wraz z parującym kubkiem herbaty i podsunął cukier

-Dzięki, nie słodzę
- Naprawdę, nie musisz się odchudzać
- Nie słodzę, bo nie lubię
-A to już co innego, dziwne, ale niech ci będzie. Może chcesz chociaż jakiegoś pomidora na tę kanapkę?
- A pomidorka to poproszę, z chęcią

Rzucił mi dwa plasterki na talerz i zasiadł przy mnie z takim samym zestawem. Jadłam powoli rozkoszując się smakiem i co raz zwalczając ziewanie. Po posiłku rozmawialiśmy jeszcze krótko, ale Mario zobaczył że padam z nóg. Odszedł od stołu i przyniósł chyba z tuzin ręczników i biały męski szlafrok

-Wiem ,że jesteś zmęczona, ale nie ma opcji żebyś taka brudna położyła się w moim łóżku - rzucił figlarnie

- Nie miałam nawet takiego zamiaru

-Przygotuję ci wodę, tylko mi tu nie zaśnij znowu

- Będę grzeczna

Wrócił po jakiś pięciu minutach

- Łazienka jest na wprost korytarza, chodź zaprowadzę cię.

Posłusznie poszłam za nim i to, co zobaczyłam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Cała toaleta wyłożona była różowymi kafelkami w kwiaty, w kolorze fuksji. Zasłony prysznica miały kolor podobnej barwy, a wszystkie inne sprzęty raziły nieskazitelną bielą, podobnie jak przedpokój.

-Bardzo gustowny kolorek- zaśmiałam się cicho nie chcąc go urazić

- A to. Zdążyłem się przyzwyczaić. To Reus wybierał kolor. Przeczytał gdzieś, że to sprzyja namiętności

- Biorąc pod uwagę, że mieszkacie razem to zabrzmiało bardzo dziwnie

- Czasami bierzemy wspólne kąpiele - ujrzał moje przerażenie w oczach - Tylko żartowałem

- W każdym razie całkiem romantyczny kolorek - rozglądałam się po wnętrzu i nagle zauważyłam, że po wannie wypełnionej wodą unosiły się suche płatki róż, a z miejsca unosił niesamowity zapach. Obok leżała sterta ręczników, którą wcześniej trzymał Mario. Podeszłam bliżej i zapytałam

-To dla mnie? - chłopak trochę się zawstydził
-Pomyślałem, że będzie Ci miło- powiedział z zażenowaniem
-Wielkie dzięki- powiedziałam sennie i pocałowałam go w policzek
-Ruszysz się sama czy ja mam pomóc ci się rozebrać
-Dam sobie radę, sama - wystawiłam język w jego stronę
-Tylko nie zamykaj drzwi- powiedział przy wyjściu - nie zdążę cię wyłowić jeśli zaśniesz
-Nie ma mowy, jeszcze będziesz podglądał
-I tak już wszystko widziałem, dzisiaj rano

Chwyciłam za pierwszy ręcznik z brzegu, ale już zdążył zniknąć za drzwiami

 

 

 

                                    ********



Siedziałam w wannie zawodników BVB. To wszystko było jak sen. Jeden dzień diametralnie zmienił moje życie jak w kalejdoskopie. Wszystko byłoby w zupełnym porządku, gdyby nie to, że moja najlepsza przyjaciółka przespała się z facetem który mi się podobał. Co ja mam teraz z tym wszystkim zrobić?

Przez ostatnią godzinę musiałam ukrywać przed Mario moją złość, zresztą dosyć nieudolnie. Chyba jestem zbyt zmęczona, żeby dzisiaj o tym myśleć, więc pomyślę o tym jutro.

Położyłam głowę na zimnym zagłówku wanny tworzącym kontrast z gorącą wodą i relaksowałam się ukajając zmysły.

Po wieczności wyszłam z wanny, wytarłam się starannie ręcznikiem i żeby nie stracić odpowiedniej temperatury ciała, szybko nakryłam się szlafrokiem. Pachniał świeżym praniem, płynem do płukania (jak w każdym porządnym, niemieckim domu) oraz męskimi perfumami, ten zapach wydał mi się dziwnie znajomy. Ten sam czułam dziś po przebudzeniu w taksówce, podczas spaceru parkiem, a także po wczorajszej kąpieli w fontannie wymieszany lekko z alkoholem, ale ten sam.

Po omacku skierowałam się do sypialni Reusa, uchyliłam drzwi, gdzie Mario zmieniał pościel

-Wykąpana?
- Jak widać. Przyszłam powiedzieć Ci dobranoc
- Tobie również dobranoc - nachylił się i pocałował mnie w czoło - a tak przy okazji to chyba zamknę się w nocy na klucz żebyś mi nie wchodziła do pokoju jak przed chwilą
- Zamknij jeszcze drzwi od łazienki, bo nie wiem czy zdołam się opanować przed takim widokiem
- Dzięki za radę, na pewno tak zrobię - puścił mi oko
- Dobranoc Mario
-Dobranoc Em



Po drodze do swojego pokoju słyszałam jeszcze jak przekręca klucz w drzwiach i odkręca kurek. Nagle uświadomiłam sobie że nie mam w czym spać, ale gdy weszłam do pokoju leżał na łóżku T-shirt i para czarnych dresów na pewno należąca do Mario, gdyż moje wielkie udziska mieściły się w niej bez problemu. W spodnie Reusa nie weszłabym nawet jedną nogą. Z taką właśnie refleksją zapadłam w długi i głęboki sen, przysłuchując się odgłosom wody, dochodzącym z łazienki.

 

 

sobota, 20 kwietnia 2013

Das Rendezvous


                                                        

Nie sądziła kiedykolwiek, że spotkanie twarzą w twarz z Marco jest możliwe. Przyjechały z Em do Dortmundu po to, aby być bliżej BVB, ale w najśmielszych nawet oczekiwaniach nie sądziła, że to może się tak skończyć. Siedziała teraz na rozgrzanym tarasie dortmundzkiego hotelu i wsłuchiwała się w perfekcyjny angielski z lekkim akcentem, który płynął z jego ust.

- Miri słuchasz mnie w ogóle?

-Tak oczywiście, po prostu się zamyśliłam

Blondyn uśmiechnął się czarująco i spojrzał jej głęboko w oczy

-Zdradzisz nad czym tak myślałaś?

-Nagle przypomniałam sobie o Em, zastanawiam się jak się bawi z Mario

- Twoja koleżanka chyba opanowała do perfekcji jak rozkochać

w sobie faceta. Mario śpiewał dzisiaj przy goleniu nie gorzej niż ona pod prysznicem. Zawsze jest roześmiany, ale dzisiaj ćwierka jak ptaszek.

- Myślisz że to coś poważnego?

-Nie wiem, okaże się. - spojrzał na menu - Na co masz ochotę?

- Sałatka owocowa wygląda zachęcająco

- Ja się skuszę na sernik z malinami

Złożyli zamówienia u kelnera, który zajmował się nimi odkąd przekroczyli próg restauracji

-Nadal mi nie powiedziałaś dlaczego wybrałyście Dortmund na spędzanie wakacji

-Ze względu na ładną pogodę, w Polsce od miesiąca niemiłosiernie leje a odkąd tu przyjechałyśmy ani kropli deszczu

-Rozumiem, że słoneczna Hiszpania to nie twoje klimaty?

- Niekoniecznie lubię się opalać, zresztą chyba po mnie widać, jestem biała jak papier

-Też nie przepadam za opalenizną także witam w klubie. Mówiłaś, że zostajecie tylko na tydzień. Nie dałoby się tego jakoś przedłużyć? Moglibyśmy się lepiej poznać

-Sama nie wiem, musiałabym o tym porozmawiać z Emmanuelle

-Wydaję mi się, że nie będzie miała nic przeciwko - podniósł kieliszek wina w górę - wypijmy za wasz pobyt w Dortmundzie.

Białe wino chociaż schłodzone uderzało do głowy w zastraszającym tempie pod wpływem skwaru lejącego się z nieba

- Piękna sukienka, ślicznie Ci w tym kolorze, podkreśla kolor twoich oczu

- Dzięki - policzki zaróżowiły jej się od nadmiaru komplementów, które liczbą przerosły jej najśmielsze oczekiwania - a jaki mam kolor oczu? - zamknęła je zanim zdążył w nie spojrzeć

- Czarne

Otworzyła oczy, ich spojrzenia się skrzyżowały, zbliżyli się do siebie składając wargi do pocałunku

-Skąd wiedziałeś? - szepnęła dziewczyna

- Ci, zamknij oczy i pocałuj mnie





                                                   **********



Wspaniały leniwy dzień spędzony w mieście przerwały nam krople deszczu zwiastującego nadejście burzy. Spacerowaliśmy po parku w którym rosły piękne stare buki, a dookoła kwitły złote i fioletowe tulipany.

-Chyba przyciągam deszcz

-Niemożliwe, za często się uśmiechasz

- Mówię serio, wyjechałam z Gdańska żeby zażyć trochę słonecznej pogody, a tu proszę, znowu pada

- Jesteś z Gdańska?

-Tak, wiesz gdzie to jest?

-Byłem tam nawet całkiem niedawno. Jedno z miast które organizowało Euro prawda?

- Zgadza się.

Krople deszczu spadały coraz intensywniej

-Chyba będzie lepiej jak przeczekamy pod jakimś drzewem.

Schodziliśmy z pagórka wznoszącego się nad wąskim

strumykiem gdy nagle z nieba lunął prawdziwy potok. Zbiegaliśmy w zastraszającym tempie z góry bałam się, że przewrócę się przez wysokie koturny. Dolina była tak daleko, a my i tak już cali mokrzy zatrzymaliśmy się na ścieżce prowadzącej do zagajnika.

- Chyba będę musiał polubić wodę

- Przebywając ze mną nie masz innego wyjścia

- Właśnie zauważyłem, ale chyba jakoś przywyknę, w końcu czego się nie robi dla przyjaźni

-Wysoko się cenisz

-Udowodnię ci, że jestem dobrym kandydatem

-Ciekawe w jaki sposób?

-Lubisz tulipany?

-Nie, ty nie mówisz poważnie

-Śmiertelnie poważnie, zaraz wracam

-Mario naprawdę nie trzeba - lecz nie dosłyszał już mojego głosu, bo pobiegł w dół strumyka , a ja owładnięta nie wiem jaka złą mocą pobiegłam za nim. Dogoniłam go, gdy wręczał pieniądze staruszce trzymając w dłoni bukiet soczystych wiśniowych i bardziej pastelowych różowych tulipanów

-To dla Ciebie- wręczył mi go uroczyście

- Jesteś królem wariatów Goetze myślałam ,że..

-...że zerwę kwiaty z parku? Jestem odważny, ale bez przesady. To grozi więzieniem i to nie zwykłym aresztem, podejrzewam, że bez prokuratora by się nie skończyło. Za niszczenie mienia mamy tutaj wysokie kary - wydusił

- Są śliczne, dziękuję

- Chodźmy już, bo zmokła ci grzyweczka

- Tobie też żel już odpuścił - wytknęłam mu język - nie chcę jeszcze wracać

-A co chcesz tutaj robić?

-Żeby tradycji stało się zadość, musisz ze mną zatańczyć

- Ty nie jesteś szalona ty jesteś kompletną wariatką

- Mario proszę, proszę, proszę

Złapaliśmy się za ręce i tańczyliśmy w kółko niczym przedszkolaki przywołujące deszcz. Łapaliśmy w usta krople i wystawialiśmy nasze twarze do nieba, by zraszał nas orzeźwiający żywioł.

Zmęczeni do żywego, brudni od błota, po przeskoczeniu niewiarygodnej liczby kałuż zasiedliśmy pod wielkim dębem. Kropiło jeszcze lekko, ale na horyzoncie pojawiło się słońce, a niebo zabłysło kolorami dzięki tęczy, rozświetlającej szary świat.

Włosy już prawie nam wyschły ale były w takim nieporządku, że ciężko byłoby wyjść tak na ulicę

- Zapleciesz mi warkocza?

- Nie wiem czy potrafię

Usiadłam mu na kolanach a Mario zatopił dłonie w moich włosach i sumiennie pasmo po pasmie rozczesywał włosy palcami.

-Zostań w rozpuszczonych, te włosy tak jak ty żyją własnym życiem, związać je to jak zabrać ci kawałek osobowości

-A nie wyglądam dziwnie?

-Nie, zaufaj mi, wyglądasz pięknie. I tak wszyscy faceci się za tobą oglądają, więc teraz też będą się oglądać, może z trochę innego powodu

-Goetze nie kończ

-Zabijesz mnie dzisiaj po raz trzeci?

- Nie zabije cię. Ty już jesteś martwy.



                                                    *********


Jechali przez deszczowe ulice białym mercedesem Marco. Chłopak jedną rękę trzymał na kierownicy, drugą zaś ściskał za kolano Miri. Wjechali na parking hotelu, pospiesznie wysiedli z auta, przechodząc przez recepcję we względnym spokoju. Upust emocji dali sobie już w windzie, by bez żadnego skrępowania dokończyć swoje dzieło w pokoju. Całował jej włosy gdy próbowała otworzyć drzwi, docisnął mocno klucz znajdujący się w jej dłoni i pchnął ją przez całą rozciągłość pokoju wprost na łóżko. Zdjął z szyi krawat i zawiesił na klamce zewnętrznych drzwi, po czym szybko wrócił do przerwanej czynności.



                                                **********


Wracaliśmy przez miasto brudni, mokrzy i zmęczeni, ale za to we wspaniałych nastrojach. Weszliśmy tylnymi drzwiami do hotelu, przeszliśmy przez recepcję. O dziwo nikt nie zaczepił nas po drodze ze względu na nasz niewłaściwy strój.

Wychodząc z windy zauważyłam fioletowy krawat zawieszony na klamce naszego pokoju. Podbiegłam, żeby zobaczyć to z bliska.

-Ja pierdole, to jest chyba jakiś żart - zaklęłam do siebie pod nosem po polsku

-Co się stało? - rzucił nadchodzący Mario

-Sam zobacz - wyciągnęłam rękę w stronę drzwi - ona sobie w tej chwili żartuje, powiedz mi, że to jest kurwa żart - bluzgałam w najlepsze tyle że już po niemiecku. Mario patrzył się na mnie i wybuchnął śmiechem

- To nie jest śmieszne, to wcale nie jest kurwa śmieszne

- Daj spokój nic się nie stało - dodał z rozbawieniem

-Zaraz tam wejdę i powiem im kilka słów - chciałam już złapać

za klamkę, ale Mario powstrzymał mnie w ostatniej chwili

-Nie możesz tam wejść

-Mogę i zrobię to, co im strzeliło do głowy?

- Wiesz co oznacza symbol na drzwiach? - spojrzał na mnie pytająco - Nie wchodź, bo właśnie uprawiam seks. Nie możesz sobie tam tak po prostu wejść

- Ameryki to ty nie odkryłeś, i sorry ale ja tego tak nie zostawię. Jak ona mogła to zrobić? Gdzie ja niby mam spać? Pomyślała w ogóle?

- Chodź awanturnico, zabieram cię do siebie.

-CO?

-Będziesz spała u mnie

-Nie ma mowy, nie pójdę na noc do obcego faceta

Zobaczyłam jak cień oblewa jego twarz

-Mario przepraszam, nie chciałam

-Nie szkodzi, w sumie to prawda

-Naprawdę nie chciałam, ale nie mogę do ciebie pójść, poznaliśmy się dopiero wczoraj, prawie cię nie znam

-Posłuchaj, zrobimy tak. Zostawię cię w moim pokoju, a sam pójdę do Reusa. Będziesz mogła się zamknąć na klucz

-Sama nie wiem, chyba nie powinnam

- Em, mama ci zabroniła żebyś uważała na Niemców? Lepiej się zgódź, bo na pewno nie zostawię cię samej pod tymi drzwiami, a muszę jutro rano wstać do pracy

- Chyba mnie przekonałeś. Wielkie dzięki - przytuliłam się do jego piersi - I przepraszam

-Nie ma za co. Chodźmy już, jesteś lodowata

Złapaliśmy taksówkę, w środku było tak ciepło, że przytuliłam się do piersi Mario i najzwyczajniej w świecie zasnęłam.

sobota, 13 kwietnia 2013

Niemożliwe staje się możliwe


- O czym wczoraj rozmawialiście z Marco?
- O tym i o tamtym - Miri wyraźnie zbywała moje pytania - A ty gdzie zniknęłaś z Mario?
- Tajemnica za tajemnicę - rzuciłam i skierowałam się do łazienki po lokówkę do włosów
- Po co je zakręcasz? Są już przecież kręcone
- Muszę je poprawić w kilku miejscach. Opowiesz mi o czym rozmawialiście?
- O moich studiach i naszym przyjeździe no i ... nie będziesz zła?
-O co? Wykrztuś to z siebie
-Marco zaprosił mnie dzisiaj na kolację
- Na kolację? - byłam lekko zszokowana - świetnie. W co się ubierzesz?
-Jeszcze nie wiem
-Trzymaj - podałam jej lokówkę - tobie bardziej się przyda. Już czternasta

Zajrzałam do szafy i wyjęłam moją ulubioną kobaltową sukienkę
-Pilnuj jej jak oka w głowie
-Em dzięki, kochana jesteś - Miri rzuciła mi się na szyję
-Uważaj bo poparzysz mnie lokówką. Idę pod prysznic jak wrócę masz być gotowa. Weszłam do łazienki i spojrzałam na nie ujarzmione afro na mojej głowie
-O nie na pewno nie będę tego prostować - rzuciłam sama do siebie
Weszłam pod prysznic i odtworzyłam w pamięci wczorajszy wieczór. Po wypiciu kilku drinków postanowiłam wrócić
do hotelu. Nie byłam jednak za bardzo w stanie, więc Mario postanowił, że mnie odwiezie. Gdy wyszliśmy na zewnątrz, letni wiatr taki przyjemny i kojący zupełnie inny od wiejącego znad Bałtyku.

-Muszę chyba wytrzeźwieć zanim wrócę, przejdziesz się ze mną?
Dogonił mnie i złapał za rękę
- Tak na wszelki wypadek, żebyś się nie przewróciła
- Nic mi nie będzie - niemiłosiernie zachwiałam się na moich koturnach i Mario złapał mnie w swoje ramiona
-Właśnie widzę

Dotarliśmy na główny plac. Z daleka zobaczyłam fontannę. Ściągnęłam buty i pobiegłam w jej stron. Mario puścił się w bieg za mną, śmiałam się głośno jakbym była dzieckiem, w głowie wszystko mi wirowało, światła oświetlały fontannę. Chodziłam po jej krawędzi

- Wiesz że to nielegalne? - Mario podał mi rękę żeby ściągnąć mnie z niej, ale nie poddałam się tak łatwo - Chodź do mnie - chociaż to było kompletne samobójstwo posłuchał mnie i wyszedł mi naprzeciw -Wiesz co teraz należy zrobić?
- Chyba muszę cię wrzucić?
-Tylko uważaj żeby ktoś nie wrzucił cię pierwszy - Popchnęłam go lekko i wylądował po kostki w wodzie
-To był duży błąd - powiedział z uśmiechem - złapał mnie za nadgarstki i wciągnął za sobą do akwenu. Gdzieś w tle z jakiejś restauracji unosił się majestatyczny głos Eda Sheerana
-Chyba nie dokończyliśmy tańca
-Też mi się tak wydaje

Przyciągnął mnie do siebie i patrząc sobie głęboko w oczy tańczyliśmy brnąc w błękitnej wodzie podświetlanej gamą barw złota. W pewnej chwili porwał mnie na ręce, a ja nie miałam siły protestować, przytuliłam głowę do jego piersi i uśmiechałam się do siebie szeroko 'Jak w bajce'. Melodii towarzyszył tekst mówiący 'kiss me' pomimo tego i oklasków grupy młodych studentów, która zmaterializowała się przy nas i biła nam brawo nie pocałowałam go. On również tego nie zrobił. 
 Jakbym śniła śpiewałam w rytm spływających kropli wody cichym mezzosopranem:

Kiss me like you wanna be loved
You wanna be loved
You wanna be loved
This feels like falling in love
Falling in love
We're falling in love


Rzeczywistość zmusiła mnie do tego, aby zakończyć relaks i stanąć z życiem twarzą w twarz. Byłam dziwnie szczęśliwa, ale i niespokojna, coś nie pozwalało mi do końca być spokojną, napędzało do ciągłego podniecenia, jakbym wyczekiwała jakiegoś wydarzenia. Chociaż to, co do tej pory mnie spotkało było wprost niesamowite. Opasałam się białym ręcznikiem i wkroczyłam do pokoju w którym czekała na mnie niespodzianka.

-Co wy tutaj robicie? Miri mogłaś mnie uprzedzić - posłałam zabójcze spojrzenie przyjaciółce

Chłopaki wyglądali na rozbawionych, musiałam się prezentować
'nieziemsko' idiotycznie owinięta jedynie w ręcznik. Otworzyłam drzwi szafy, wyciągnęłam komplet na dziś i skierowałam się z powrotem w stronę łazienki. Zatrzymał mnie głos Mario

- Em muszę ci powiedzieć, że ślicznie śpiewasz
-Co? Jak długo tu jesteście i jak dużo słyszeliście ? -zirytowałam się nie na żarty
- Nie wiem czy to cię pocieszy, ale od jakiś piętnastu minut słyszeliśmy każde słowo
-Już nie żyjecie - zatrzasnęłam drzwi łazienki z takim impetem, że prawie zsunął mi się ręcznik, po chwili otworzyłam je ponownie - chociaż w sumie nie mam się czego wstydzić, w końcu śpiewam całkiem nieźle.
 
Trzasnęłam drzwiami i zamknęłam je na klucz od środka. Wyjęłam z szafki kosmetyki, i zrobiłam staranny makijaż na dzień, wysuszyłam włosy na szczotce. Sięgnęłam po wcześniej przygotowane ubranie. Szorty, T-shirt, i oczywiście bieliznę. Gdy doprowadziłam się do porządku postanowiłam w końcu wyjść i pokazać Marco w świetle dziennym ile traci, wystarczy że zobaczyłam zainteresowanie w jego oczach gdy pokazałam się mu półnaga. Postanowiłam wyjść, ale po uchyleniu drzwi odkryłam, że wszyscy gdzieś zniknęli. Przeszłam przez pokój i dostrzegłam Mario stojącego na balkonie

-Gdzie się wszyscy podziali? - zagadnęłam
-O jesteś gotowa. Marco i Miri poszli już do restauracji żeby nie stracić rezerwacji. Pięknie wyglądasz - przybliżył się do mnie i cmoknął w policzek
- Hej i przepraszam że się wcześniej nie przywitałam, ale cholernie mnie zaskoczyliście
-Nic nie szkodzi, to było całkiem zabawne - roześmiał się
-Jeszcze jedno słowo i ostrzegam - spojrzał na mnie przepraszającym wzrokiem, ale zaraz oboje wybuchliśmy  śmiechem
- Zwariowałaś stoisz boso na kafelkach?
- O cholera poczekaj założę tylko buty i zaraz wracam. Zawiązałam moje nieśmiertelne koturny wokół kostki złapałam w biegu torebkę i wróciłam na balkon
-Gdzie idziemy? Mam nadzieję, że nie na kolację
-Mam lepszy pomysł ,chodź pokażę ci miasto. O obiedzie ewentualnie pomyślimy.

                                 ***********

Dortmund tonął w słońcu tak samo jak poprzedniego dnia. Szliśmy w stronę placu głównego, gdzie poprzedniego wieczora zaliczyliśmy kąpiel w fontannie. Oboje jak na komendę odwróciliśmy wzrok w jej stronę i mimowolnie się roześmialiśmy.

-Mam nadzieję że nie skończymy z grzybicą po wczorajszej kąpieli
-Tak, to nie byłoby zbyt romantyczne. Nie miałem okazji powiedzieć ci tego wczoraj, ale nigdy nie spotkałem jeszcze takiej wariatki jak ty- Dziękuję za komplement
- Mówię serio, to co wczoraj robiłaś przekraczało wszelkie granice przyzwoitości
-Chyba się na mnie nie obraziłeś skoro wciąż ze mną gadasz
-Wprost przeciwnie, chyba zwariowałem ale zapraszam cię na najlepsze lody w mieście - zrobiłam cholernie zdziwioną minę - Em bez pod tekstów

-Przecież nic nie mówię, chociaż to mnie trochę uspokoiło

Weszliśmy do małej lodziarni wypełnionej po brzegi lodówkami. Uśmiechały się do mnie lody we wszystkich smakach i kolorach
-Mario nie dam rady się zdecydować
-No trudno będziesz musiała posmakować wszystkich, mamy na to cały tydzień
-To będzie bardzo interesujący tydzień

Nadeszła nasza kolej, miła staruszka zwróciła się w naszą stronę
- Zdecydowałyście się dzieci?
- Dwa razy po pięć gałek- Pięć? Zwariowałeś? Jak stąd wyjadę rodzona matka mnie nie pozna
-Trudno, zaryzykujmy
-Ok, sam tego chciałeś, poproszę malinę, kokos, pistacje, karmel i wanilie
- Dla mnie czekolada, trufla, orzech, cynamon i wiśnia

Siedząc na zewnątrz przy białym stoliku zajadaliśmy się najlepszymi lodami jakie jadłam w życiu. Nawet weneckie specjały nie były tak dobre

-Jesteś z obozu czekolady?
- Z czego?
-Ludzie dzielą się na tych którzy jedzą lody waniliowe i na tych, którzy wolą czekoladowe
-W takim razie jestem z obozu czekolady, a ty jak widzę wolisz wanilię
-Wanilia jest pyszna, dobrze się kojarzy i sama w niej słodycz
-Nie lubisz czekolady?
-Nie przepadam
-Serio? No to mam dla ciebie złą wiadomość- zanim zorientowałam się w znaczeniu wypowiedzianych przez niego słów on podniósł swoje lody i wybrudził mi nimi nos - będziesz musiała ją polubić
-Goetze ja cię chyba zabiję
-To już dzisiaj po raz drugi
- I to niby ja jestem szalona? Jestem druga, zaraz po tobie

Kiedy on głośno się śmiał, ja zamachnęłam się i przejechałam mu moim lodem perfidnie po tym perfekcyjnym nosie, strasznie go tym zaskoczyłam aż otworzył szeroko oczy

-Ty mała złośnico, chodź tutaj - nachylił się nad stołem i chwycił dłonią moją twarz przejeżdżając opuszkiem po resztkach spływających lodów
-Czemu ja tego wcześniej nie zauważyłem?
-Czego?
- Masz takie zielone oczy, że to aż nie możliwe, wyglądają jak ...
-...jak morze?
-Tak, są niesamowite

Wpatrywaliśmy się w siebie długo
-Chcesz spróbować? - wyciągnął w moją stronę łyżeczkę z lodami - to nie czekolada

Spróbowałam lodów brzegiem ust.
-Cynamonowe?
-Dobre?
-Wspaniałe. Spróbuj tych - wyciągnęłam w jego stronę moją łyżeczkę
-Kokosowe! Świetne. Wanilii nie polubię, ale te są całkiem niezłe
-Jeszcze się przekonasz do wanilii. Zobaczysz - wtopiłam wzrok w jego roześmiane oczy