niedziela, 13 października 2013

...zaczęły się schody

Obudziłam się wypoczęta jak nigdy dotąd, spokojny oddech obok sprawiał, że czułam się bezpieczna. Mario poruszył się przy mnie niespokojnie
- Śpisz? - zapytałam
- Nie - usłyszałam zachrypnięty głos. Przytulił mnie mocniej do siebie i pocałował namiętnie w usta. Poczułam na swoim udzie dziwny ucisk i po chwili zrozumiałam co to
- Mario - wzięłam głośny oddech żeby go sprowokować - Mario. Myślałam że chłopcom przechodzi to z wiekiem

Zaśmiał się cicho pod nosem
- Może i tak, ale nie wtedy gdy taka ładna dziewczyna leży obok.
- Gdzie ona się podziała? - rozejrzałam się wokół
- Nie udawaj. Wiesz że to ty doprowadzasz mnie do szaleństwa- ugryzł mnie lekko w ucho
- Lepiej zrób z tym porządek zanim szaleństwo weźmie nad tobą górę - wygoniłam go z łóżka zabierając kołdrę ,a on w całej swojej okazałości powędrował do toalety. Zaśmiewałam się po cichu pod nosem odprowadzająca go wzrokiem do drzwi.

Po sekundzie do drzwi zadzwonił Klaas i wniósł śniadanie uśmiechnął się porozumiewawczo i życzył mi miłego dnia

Kiedy Mario wrócił, przysiadł na skraju mojej części łóżka, położył głowę na moim brzuchu i schodził coraz niżej odkrywając rąbek pidżamy. Złapałam jego twarz w dłonie i przyciągnęłam do swojej twarzy
- I jak ? Lepiej ci już?
- Spójrz sama - spojrzałam na dolną partię jego ciała
- Faktycznie, istna kruszynka
- Kruszynka?
- Kruszynka - uśmiechnęłam się rozbrajająco
- Ale ty jesteś zboczona
- I kto to mówi?
- Wiesz, mi to nie przeszkadza, ale mogłabyś mnie pocałować
- Nie ma mowy. Zasady gry są inne
- Marsz do łazienki! I w zamian za oczekiwanie, spodziewam się specjalnego bonusu

Pędem pobiegłam do łazienki, umyłam zęby i konfrontowałam się w lustrze sama ze sobą, aż usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi

- Czy ty musisz ciągle wkradać mi się do łazienki ? - odwróciłam się w jego stronę - trochę cierpliwości
- Nie mogę czekać- porwał mnie w ramiona i całował aż do utraty tchu - wplótł palce jednej ręki w moje włosy, a drugą jeździł wzdłuż kręgosłupa
- Wracajmy do łóżka, czeka śniadanko - położyłam się na swoim miejscu i leżąc chrupałam marchewkę
- Jak ty możesz jeść w łóżku
- A ty tego nie robisz?
- Nie mam zamiaru spać na okruszkach
-Oj daj spokój Goetze, chyba ci nie przeszkadzają, kiedy jakaś kobieta doprowadza cię w łóżku do szaleństwa
- Jeszcze się taka nie znalazła
- To znaczy że mnie okłamałeś? - zapytałam zadziornie i jako, że nadal stał pociągnęłam go za rękę i głaskałam delikatnie brzuch dopóki się nie położył obok mnie
- Nie okłamałem, ale nie mogę ci czegoś zagwarantować jeśli tego wcześniej nie sprawdzę
- Nie masz na co liczyć
- Jeszcze się okażę - położył rękę na moim udzie, ale zrobił to w taki sposób, że nie miałam ochoty mu odmawiać
-Nie masz czasem treningu?
- Trudno, najwyżej Klopp na mnie poczeka.
- Nie wydaje mi się
- Jeszcze pięć minut mamo
-To za długo, masz jeszcze trzy - zrzuciłam go z siebie i zeszłam z łóżka siadając na krześle
- Jesteś cholernie nieczuła
- Czasem się zdarza

                                  
                                        ******


Po skończonym posiłku i po tym jak wyrzuciłam w końcu Mario za drzwi kuszona propozycją podwózki, spakowałam torebkę i wybrałam się pieszo do szpitala. Dochodziła dziewiąta. Przeszłam przez park i po drodze kupiłam jeszcze trochę świeżych owoców

Gdy weszłam do sali, oboje słodko spali więc zbliżyłam się do Reusa i szepnęłam mu do ucha
-Marco, czas wstawać
- Co się dzieje? - rzucił nieprzytomnie z pół przymkniętych powiek

Kiedy otrzeźwiał powiedziałam już normalnym głosem
- Rusz się, Mario od pół godziny jest na treningu
- Boże Emmanuelle, to ty
- A kogo się spodziewałeś?

Spojrzał na mnie z lekką irytacją i ruszył się z miejsca
-Marco - zawołałam za nim - zjedz śniadanie w drodze - podałam mu kanapkę, którą zrobiłam własnoręcznie przed wyjściem z domu - nie wiedziałam z czym lubisz, ale nie mogłam cię wypuścić bez śniadania po całej nocy spędzonej tutaj
- Dzięki Em, jesteś wielka - pocałował mnie w policzek i zniknął za drzwiami

Zdążyłam wypakować zakupy i posprzątać w szafkach zanim Królewna Śnieżka wybudziła się z długiego snu

- Hej Em? Co tu robisz tak wcześnie rano?
- Wcześnie? Już późno. Kiedy ty się oddawałaś lenistwu ja odbywałam spacer po pobliskim parku

Miri rozglądnęła się po pomieszczeniu niewyraźnym spojrzeniem
- Gdzie Marco?
- Zmieniłam go. Mają dzisiaj rano trening, ale spokojnie ja z tobą zostanę. Nie cieszysz się?
- Cieszę, oczywiście, że się cieszę
- Może zrobimy sobie mały spacerek co? Nie powinnaś ciągle tutaj leżeć
- Wspaniały pomysł - usłyszałam za sobą męski głos i gdy się odwróciłam ujrzałam twarz doktora Christiana - pani Lewandowskiej przyda się spacer na świeżym powietrzu
- No to ubierz się Miri, poczekam na korytarzu
- Dzisiaj przyjaciółka będzie miała zestaw rutynowych
badań, dlatego proszę jej za bardzo nie przemęczać i wrócić około 12 do budynku szpitala
-Oczywiście panie doktorze, dziękuje za zezwolenie na porwanie pacjenta. Mam nadzieję, że te badania nie dotyczą niczego poważnego
- Jak już powiedziałem to tylko rutynowe badania, a jutro zgodnie z planem wypiszemy panią Lewandowską do domu. Chciałem z panią omówić pewną sprawę. Dotyczy kwestii ubezpieczenia, jako że nie jesteście obywatelkami Niemiec, będziecie musiały zapłacić za pobyt w szpitalu
- Naturalnie panie doktorze, ureguluję wszelkie należności
- Miło się z panią rozmawia pani Cygne, niestety muszę wracać do moich obowiązków - odszedł, ale po chwili odwrócił się i powiedział - do zobaczenia później

Tak cholernie skonsternowaną zostawił mnie na środku korytarza. Drzwi się otworzyły i wyszła Miri. Spojrzałam na słabe ruchy przyjaciółki i miałam wrażenie, że może połamać się idąc więc delikatnie chwyciłam ją za rękę i skierowałyśmy się w stronę wyjścia.

Zaczepiłam pielęgniarkę i poprosiłam o przywiezienie wózka
- Żartujesz? Nie wsiądę na niego. Już nic mi nie jest
- Nic mnie to nie obchodzi Miri, takie są procedury
-Serio? Skąd o tym wiesz?
-Swego czasu chciałam zostać pielęgniarką, lecz moja droga życiowa ułożyła się inaczej
- Myślałam, że od zawsze chciałaś być aktorką?
- Nie zawsze - zwiesiłam głowę, ale zmieniłam temat by nie mówić o przykrej przeszłości - gdybym lepiej zdała maturę może dostałabym się na studia ale tak niestety. Lepiej o tym nie mówmy
- Em czemu nic mi o tym nie powiedziałaś? Tak mi przykro
- Nie przejmuj się, było minęło. Już się przyzwyczaiłam, że całe moje życie to plan B - zauważyłam pielęgniarkę z wózkiem - chodź, lepiej wyjdźmy na świeże powietrze

Na dworze była piękna wiosenna pogoda, upały ustąpiły, ale nadal było ciepło i świeciło słońce. Siedziałyśmy na ławce i zamiast przysłuchiwać się opowieściom Miri odleciałam myślami do rachunku który muszę spłacić widziałam, że dziewczyna jest w cholernie złej formie i nie uda nam się wyjechać w planowanym terminie.

Powietrze było cieple, lecz nadal wilgotne po wczorajszej ulewie. Moje włosy były w całkowitym nieładzie. Kręciły się tak niesfornie, że miałam szczerą ochotę się ich pozbyć, bo ciągle spadały mi na oczy. Pchając wózek z przyjaciółką słuchałam jej opowieści o Marco i o tym, że powoli zaczyna się im układać. Myślami jednak byłam gdzieś zupełnie daleko, w sercu cieszyłam się piękną letnią pogodą, nie dając czasu rozumowi, aby oswoił się z sytuacją.

- Chciałabym pojechać nad morze. Tu jest pięknie ale to nie to samo. Morska bryza, piasek pod stopami...
- Tęsknisz za Gdańskiem?
- Sama nie wiem. Z jednej strony Dortmund bardzo mi się podoba ale...
- ...ale to nie to samo?

Nastąpiła długa przerwa wypełniona naszym milczeniem.
- Em powiedz mi co się dzieje między tobą, a Mario
- Miedzy mną, a Mario?
- Dokładnie o to zapytałam
- Powiedziałam mu wczoraj wieczorem
- I jak zareagował?
- Nie był zbyt usatysfakcjonowany
- Em bez żartów. Co mówił?
- Wkurzył się, ale już jest ok.
- Jesteście razem?
-Skąd wiesz?
-Widać jak na ciebie patrzy, a poza tym faceci to straszni plotkarze. Podsłuchałam ich rozmowę Marco. Cieszył się jak małe dziecko gdy go pocałowałaś
- Serio? - nie mogłam w to uwierzyć, jeśli to była prawda to zupełnie tego nie okazywał
- Em, wydaję mi się, że mu na tobie zależy
- Tak tylko Ci się zdaje. Wiesz ile razy mi się wydawało? Jakoś nigdy do niczego dobrego to nie prowadziło
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Co jest między wami?
- Sama nie wiem, ale to nic poważnego. Dobrze wiesz, że nie nadaje się do stałych związków,
- Wmówiłaś to sobie po prostu. Zawsze trzymasz facetów na dystans, nigdy nie pozwalasz im na zbyt wiele tylko dlatego że kiedyś jakiś kretyn..
- Nie mówmy o tym Miri, to było dawno. Poza tym, to nie tak jak myślisz. Ja po prostu nie potrafię mu zaufać, nie chcę.
- A jeśli kiedyś zmienisz zdanie?
- Nie zmienię
- A jeśli? Słuchaj. Spotkałaś świetnego faceta. To wszystko jest tak niewiarygodne jak sen. Nie twierdzę że powinnaś być z nim z powodu tego kim jest, ale może to jakieś przeznaczenie was do siebie zbliżyło?
- Nie uważasz że byłoby w tym wszystkim zbyt dużo przeznaczenia? Wystarczy że ty i Reus jesteście razem
- To nie jest takie oczywiste.
- Niby czemu?
- Bo nie jestem taka ładna jak ty
- Daj spokój. Poderwałaś najlepszy towar w całym Dortmundzie. Nadal wątpisz w swoją urodę? Jesteś zjawiskowa i inteligentna. Idealna
- Mówię serio. Za tobą faceci biegają nawet wtedy, gdy kompletnie ich olewasz
- Po prostu to lubią.
- Co?
- Faceci lubią jak traktuje się ich z góry. Na samym początku jest fajnie, ale później to oni chcą przejąć dowodzenie i wszystko zaczyna się pieprzyć, dlatego właśnie uciekam. Lubię żyć po swojemu, na własnych warunkach i robić co mi się podoba
- Em gadasz jak facet
- Nie ukrywam, coś w tym jest

Usiadłyśmy na ławce otoczonej pięknymi żółtymi tulipanami pośród fioletowych krokusów, które niesamowicie ze sobą kontrastowały. Uznałam że powinnyśmy poważnie porozmawiać o niedalekiej przyszłości
- Wiesz że jutro wychodzę? - pierwsza odezwała się Miri i dała mi szansę gładko przejść z tematu na temat
- Cieszę się bardzo. Tysiąc razy wolę spać z tobą niż z Mario
- Sypiacie ze sobą? - przyjaciółka szeroko otworzyła oczy - i ty mi mówisz że to nic poważnego?
- Nie w tym sensie. On się uparł ,że ze mną zostanie żeby nic złego mi się nie stało w tym 'Wielkim Mieście'. Miałam jeszcze do wyboru zamieszkać u niego więc z dwojga złego wybrałam opcje ' na własną rękę'
- No właśnie Em. Marco zaproponował mi, żebym u niego zamieszkała.
- Zgodziłaś się?
- Nie miałam innego wyjścia. Lekarze uważają, że nie powinnam teraz się przemęczać, a taka podróż byłaby dla mnie zbyt niebezpieczna. Nie stać mnie na hotel dlatego przyjęłam jego propozycje. Em, nie chcę się z nim rozstawać
- Miri rozumiem cię doskonale, nie ukrywam, że zdjęłaś mi kamień z serca bo zupełnie nie wiedziałam co zrobić, ale wszystko się na szczęście ułożyło.
- Pomyślałam, że może zostaniemy na całe wakacje, co ty na to?
- Wakacje? Ale jak to? - po minucie zorientowałam się o czym ona do mnie mówi - Posłuchaj Miri - powiedziałam najdelikatniej jak umiałam - chyba źle mnie zrozumiałaś. Nie zostaję tutaj, nie chcę cię zostawiać samej, ale nie mam wyjścia
- Ale jak to? Ty nie możesz wyjechać? Przecież ja sobie bez ciebie nie poradzę.
- Masz Reusa, wszystko się jakoś ułoży
- Nie mówisz poważnie, prawda?
- Miri uspokój się, nie powinnaś się denerwować. Nie w twoim stanie
- Em, proszę, obiecaj mi, że zostaniesz
- Będę z tobą szczera. Nie chciałam ci tego mówić, ale trzeba zapłacić za twój pobyt w szpitalu. Nasze ubezpieczenie tego nie pokrywa. Nie wiem skąd wziąć pieniądze, ale ty się tym nie przejmuj. Biorę to na siebie, to ja cię na to namówiłam i przeze mnie wylądowałaś w szpitalu
- Em nawet tak nie mów. Nie pozwolę ci za mnie płacić. Poproszę rodziców o kasę zadzwonię do nich i wyjaśnię sytuacje
- I co im powiesz? Przecież będą pytać gdzie mieszkasz, co się z tobą dzieję, czy nic ci już nie grozi. Będą się martwić
- Em, proszę nie wyjeżdżaj - złapała mnie za rękę i wtuliła głowę w moją klatkę piersiową
- Niczego nie obiecuję, ale zastanowię się
- Dziękuje Em. Jesteś prawdziwa przyjaciółką. Byłam dla ciebie okropna, a ty pomimo tego tak mi pomogłaś
- Spokojnie kochanie, wszystko się jakoś ułoży



 
                                        ******


Ze szpitala wyszłam w podłym nastroju. Nie było opcji, żebym została w Niemczech na dłużej. Żeby tak się stało, musiałabym znaleźć jakąś pracę. Z moim obecnym wykształceniem to będzie trudne. Chociaż w agencji towarzyskiej braki w moim CV nie stanowiłyby problemu.

Wróciłam do hotelu, wzięłam prysznic żeby oczyścić się ze wszystkich bakterii szpitalnych. Przebrałam się i z lekko mokrymi włosami wyszłam na miasto, aby spędzić samotne popołudnie i lepiej poznać Dortmund, który nadal skrywał przede mną wiele tajemnic.

To miały być najlepsze wakacje mojego życia. Bez rodziców, z daleka od domu, pełne zabawy, wyzwolenia i szaleństwa. Jeszcze się nie skończyły ale nie zrealizowałam żadnego z moich planów, nie licząc mecz na Signal Iduna Park. Dortmund był cholernie nowoczesny, całkowicie różny od Gdańska. Całe miasto w modernistycznym stylu tętniło od konsumpcjonizmu, młodości i wyzwolenia, ale zachowywało w sobie harmonię.

Przechodząc obok ulicy pełnej witryn sklepowych, pomyślałam że wykorzystam te trzy ostatnie dni. Weszłam do pierwszego z nich, kuszącego ofertą bogatej gamy kolorystycznej. W środku upewniłam się w wyborze jeszcze bardziej. Pełno w nim było cudownych deseni, wzorów i kolorów. Po wielu przymiarkach ostatecznie zdecydowałam się na szarą sukienkę wieczorową przetykaną złotą nicią, lekko asymetryczną, w której (pomimo mankamentów mojej budowy ciała) wyglądałam obłędnie, oraz złote sandałki pasujące na każdą 'letnią' okazję, a także dżinsowe szorty nadające berliński look i kilka bluzek m.in. jedną T-shirts dress w kolorze oranżu, hit tego lata, oraz zieloną podkreślającą kolor moich włosów. Zakupy zwieńczyła spódnica midi w kolorze różowej orchidei, którą zwietrzyłam na wystawie ostatniego sklepu. Przy kasach zastanawiałam się czy wydawać kasę, której nie mam, ale zaraz potem wyrzuty sumienia mi przeszły gdy przypomniałam sobie o karcie kredytowej, którą dostałam od rodziców 'w razie czego'

Zakupy do hotelu pomógł mi wnieść Klaas, gdy zobaczył, że nie mogę sobie poradzić z drzwiami. Zaszczyciłam chłopaka najpiękniejszym uśmiechem na który było mnie stać, a potem rzuciłam się na łóżko owładnięta zmęczeniem. Długo jednak nie dane było nacieszyć mi się błogim lenistwem , gdyż zadzwonił telefon
- Tak słucham - wypowiedziałam do słuchawki po niemiecku
- Panno Cygne czeka tu na panią pewien człowiek nazwiskiem Jauch, twierdzi że byliście państwo umówieni

Spojrzałam na zegarek była punktualnie trzecia. Doktorek ma niezłe wyczucie - pomyślałam.

- Proszę przekazać żeby zaczekał, zejdę za kwadrans

Wcisnęłam się w nową sukienkę oraz sandałki. Zarzuciłam na głowę letni kapelusz. Przy toaletce odświeżyłam makijaż i po zjechaniu windą, ujrzałam w hallu hotelu wysokiego blondyna z tym miłym uśmiechem na twarzy, dzierżącego bukiet herbacianych róż w dłoni.
- Bardzo przepraszam, że musiał pan czekać doktorze - powiedziałam z kokieterią w głosie
- Nic nie szkodzi panno Cygne, na tak piękną kobietę można czekać nawet całe życie - odpowiedział tym samym i wręczył bukiet
- To dla mnie? - udawałam zdziwienie - Są prześliczne
-Nawet w małej części nie równają się z pani urodą - na dworze czekał na nas zaparkowany srebrny mercedes na oko dwuletni.

Nie wiem co we mnie wstąpiło przy tym spotkanie bo zachowywałam się zupełnie inaczej, niż na szpitalnym korytarzu. Moja zdolność do flirtu przewyższała jednak mój zdrowy rozsądek i dałam się zaprosić na obiad który w rzeczywistości okazał się randką, a nie tak jak myślałam przepustką do przyjaźni.
 

niedziela, 6 października 2013

Żarty się skończyły....



Następnego ranka obudził nas deszcz niemiłosiernie tłukący w okno. Otworzyłam oczy i odnalazłam jego dłonie przy sobie

- Wstałaś już? Dzwonił Marco, z Miri wszystko w porządku.
-O matko muszę do niej jechać
- Spokojnie, Marco czuwał przy niej całą noc, nie ma się czym martwić
-Mario dziękuję, że zostałeś ze mną wczoraj
- Nie masz za co dziękować - nachylił się żeby pocałować dziewczynę, ale ta zrobiła szybki unik
-Nie ma mowy, najpierw muszę umyć zęby
- Oj daj spokój - tym razem natrafił na moje usta i podtrzymał mocno, żebym się nie wyrwała - mi to nie przeszkadza

-Za to mi bardzo - powiedziałam z uśmiechem na ustach i zniknęłam za drzwiami łazienki.

Wzięłam kilka głębokich wdechów i załamałam ręce. Co ja do cholery wyprawiałam? Wyjęłam szczoteczkę i pastę do zębów, z całej siły szorowałam je, dopóki nie poleciała krew z dziąseł, co mnie otrzeźwiło. Usiadłam na brzegu jeszcze nie używanej przeze mnie wanny i oparłam głowę o zimną umywalkę.

Zaczęłam myśleć. W salonie siedzi chłopak, który miał zostać moim przyjacielem, a ja to zjebałam w ciągu ułamka sekundy, tylko dlatego, że potrzebowałam bliskości i nie mogłam się powstrzymać przed pocałunkiem.

- Em? - zapukał cicho Mario - przynieśli śniadanie
-Nie jestem głodna - jednak otworzyłam drzwi i zapytałam - zawieziesz mnie do szpitala?
- Powinnaś coś zjeść, blado wyglądasz - odprowadził mnie do stołu i zrobił kanapkę z przygotowanych składników

Jadłam od niechcenia aż w końcu przerwał mi monolog z własnymi myślami

- Miri powinna jeszcze kilka dni poleżeć w szpitalu i uznaliśmy z Marco, że do tego czasu powinnaś zamieszkać z nami
- Dzięki Mario - dodałam gdy dotarły do mnie jego słowa - ale będzie lepiej jak zostanę tutaj
- Nie zostawię cię samej
-Dam sobie radę, dzięki za troskę, naprawdę - położyłam swoją dłoń na jego dłoni widząc że posmutniał
- W takim razie - odezwał się po chwili - będę musiał zamieszkać tu z tobą.
-Co takiego? - przestraszyłam się nie na żarty
- To był tylko żart, nie chcę ci nic narzucać
- Zgadzam się
- Tak?
   

                                     **********





Staliśmy na korytarzu szpitala wyłożonego białymi kafelkami. Od samego patrzenia ścisnęło mnie za serce. Mario skoczył do automatu po coś podnoszącego ciśnienie, które momentalnie obniżało się od chłodu wiejącego ze ścian. Była tutaj sama całą noc - pomyślałam.

Lekarze z obchodu wyszli z sali, jeden z nich zaczepił mnie z pytaniem

- Pani jest rodziną pacjentki Miri Lewandowskiej? - zapytał miłym głosem z ciepłym uśmiechem na ustach - Jestem doktor Christian Jauch
- Emmanuelle Cygne, jestem jej przyjaciółką
- Zapraszam do mojego gabinetu

Pomieszczenie w odróżnieniu od murów szpitala napawało optymizmem i nadzieją

- Pacjentka została przywieziona w dobrym stanie zważając na zagrożenie życia, pierwsza pomoc została wykonana pierwszorzędnie, przyjaciółka może pani podziękować za uratowanie życia

Jego słowa, tak znaczące, ważniejsze niż tysiąc słów, sprawiły, że zarumieniłam się na twarzy, a fala gorąca przeszła przez moje ciało

- Mił mi to słyszeć. - odparłam skromnie - jaki jest stan Miri?
- Pani Lewandowska miała atak serca spowodowany podwyższeniem ciśnienia tętniczego, kryzys minął, jednak nadal powinna na siebie uważać. Chciałem zapytać czy wie pani co mogło być tego przyczyną?
- Chyba nie jestem w stanie panu pomóc - skłamałam jak z nut
- W każdym razie, w najbliższym czasie wskazany jest odpoczynek, unikanie wysiłku i stresowych sytuacji
-Oczywiście panie doktorze, zadbam o to
- Pani Lewandowska zostanie wypisana w ciągu dwóch najbliższych dni, postanowiłem zostawić ją na obserwacji
- Naturalnie rozumiem
- Słyszałem, że jesteście panie przejazdem, ale myślę, że należałoby przedłużyć urlop w celach rekonwalescencji. Wszelkie podróże mogą być obciążeniem dla serca
- Zastanowimy się nad tym wspólnie. Dziękuje bardzo za rozmowę panie doktorze, pójdę teraz do przyjaciółki - podniosłam się z krzesła gotowa na to by wstać
-Pani Cygne?
- Tak?
- Nie umówiłaby się pani ze mną na kawę?

Kompletnie oniemiałam przez tę propozycje, całą rozmowę miałam dziwne wrażenie zdenerwowania, a teraz okazało się że facet bezczelnie mnie podrywał. Chociaż uratował życie mojej przyjaciółce nie miałam zamiaru przystać na jego prośbę

- Myślę, że ... - zaczęłam, ale on przerwał mi wpół zdania
- Świetnie, przyjadę po panią jutro w porze lunchu
- Wydaję mi się - podjęłam kolejną próbę - że to nie jest dobry pomysł, jest pan lekarzem mojej przyjaciółki
-Dokładnie, przyjaciółki, nie pani, proszę mi nie odmawiać

Znalazłam się za drzwiami gabinetu, chcąc nie chcąc z perspektywą randki na popołudnie.

Nadal zażenowana i zestresowana weszłam do sali przyjaciółki widząc przy jej boku Reusa trzymającego ją za rękę. Mario stał nie opodal i przyglądał im się w milczeniu. Gdy odezwałam się spojrzał w moją stroną z zafrasowaną miną

- Hej gołąbeczki, nie za dobrze wam?

Wszyscy odwrócili głowy w moją stronę i czekali na wiadomości. Podeszłam do łóżka przyjaciółki i złapałam ją za wolną dłoń lekko ją ściskając
- Em, jesteś - przywitała mnie Miri słabym głosem
- Oczywiście, że jestem. Nie przyszłam wcześniej, bo wiedziałam, że miałaś świetną opiekę - spojrzałam znacząco na Marco - jak się czujesz?
- Już lepiej.
- Lekarz powiedział, że już nic ci nie grozi, ale zostaniesz w szpitalu jeszcze przez dwa dni, na obserwacji. Miri, teraz musisz zadbać o siebie, odpoczywać. Wszystkim się zajmę, zostaw to mnie.
-Marco, zostawmy dziewczyny same
-Właśnie, powinieneś się trochę przespać. Byłeś ze mną całą noc
- Dobrze skarbie, ale za niedługo wrócę - pocałował ją w policzek i zniknął za drzwiami razem z Mario
-Em, gdyby nie ty, to...
- Daj spokój, nic nie zrobiłam
-Lekarz powiedział, że uratowałaś mi życie
- Każdy by tak postąpił
-Jestem pod wrażeniem, że umiałaś zachować zimną krew
- Byłam strasznie spanikowana, ale w porównaniu z Reusem to było nic - obie roześmiałyśmy się, spojrzałam na rurki podłączone do jej ciała i na monitor wskazujący puls. Miri była taka blada, nawet na tle szpitalnego prześcieradła, ale żyła, uśmiechała się i to było najważniejsze. Po lewym policzku poleciała mi łza

- Em, co jest? Nie płacz
- Bałam się, cholernie się o ciebie bałam, ale teraz wszystko już będzie dobrze. To przeze mnie, czuję się taka winna, że pomimo twojej choroby naraziłam cię na tyle niepotrzebnych emocji i wysiłku
- Mała nie obwiniaj się - otarła moją łzę dłonią - to najlepsze wakacje mojego życia

 

 

                                        ******

Wieczorem pojawili się chłopacy, żeby zmienić mnie przy Miri. Miałam wyrzuty sumienia, że zostawiam ją samą, ale musiałam załatwić wszystkie sprawy wiążące się z przedłużeniem pobytu.

Marco poprosił mnie o rozmowę na osobności

-Jestem po badaniach, wyniki powinny być w ciągu trzech dni - wytłumaczył nie patrząc mi w oczy
- Marco, myliłam się oskarżając cię o to, co się stało. Czasami jestem zbyt impulsywna
- Nic się nie stało Em, wiem że spieprzyłem sprawę i poniosę odpowiedzialność
- To jest sprawa tylko między wami i niepotrzebnie się do tego wtrącałam.
-Pójdę już do niej - zwrócił się w stronę drzwi
- Naprawdę przepraszam - potakująco skinął i zniknął za drzwiami
-Dobrze zrobiłaś przepraszając go - zagadnął mnie Mario gdy wychodziliśmy ze szpitala. Słońce zachodziło, a po całym dniu spędzonym w czterech ścianach zapragnęłam zaczerpnąć świeżego powietrze przed snem oraz dokończyć przerwaną rozmowę
- Mario przejdziemy się na spacer?
- Jesteś pewna? Wyglądasz na zmęczoną
- Dlatego chcę się zrelaksować
- Pewnie, chodźmy - złapał mnie nieśmiało za rękę i uśmiechnął uroczo. Szliśmy przez zaciemniony park aż nogi odmówiły mi posłuszeństwa ze zmęczenia i poprosiłam go o przystanek, zasiedliśmy na ławce, posadził mnie na swoich kolanach, a ja mocno się do niego przytuliłam
- Mario, Mario - lekko przymknęłam oczy i pozwoliłam się całować, chociaż moje usta zaniemogły podobnie jak reszta ciała. Chłopak był delikatny, ale w pewien sposób namiętny. Gdy zobaczył brak reakcji z mojej strony szepnął mi do ucha
- Tylko mi tu nie zasypiaj
- Zaraz się obudzę, mów do mnie - dotknęłam jego policzka opuszkami palców sprawiając, że serce zaczęło mi szybciej bić
- Może ci zaśpiewam? 
- Tak, właśnie, zaśpiewaj mi


Słyszałam jego ciepły głos z tą dobrze znajomą barwą. Gdy doszedł do końca piosenki zawahałam się z pytaniem, ale postanowiłam, że muszę wyjaśnić to nieporozumienie

- Myślisz, że zostaliśmy stworzeni dla siebie?
Nic nie odpowiedział więc zarumieniłam się czując jego wzrok na sobie

 - To było głupie, przepraszam.

- Nie, to nie było głupie, myślę, że tak, zostaliśmy stworzeni dla siebie - Otworzyłam oczy, spojrzałam na niego pytająco- znam cię od kilku dni, ale czuję jakbyśmy się znali przez całe życie
- Też tak czuję - patrzyliśmy sobie w oczy i gdy nachylił się do pocałunku nie odmówiłam odpowiadając tym samym równie intensywnie.Gdy oderwaliśmy się od siebie oznajmiłam
- Myślę że będziemy świetnymi przyjaciółmi - nie odpowiadał, dlatego też osunęłam się z niego i wyjawiłam - nigdy nie siadam na kolanach facetów
- A na moje usiadłaś?
- Możesz czuć się wyróżniony - wstałam z ławki i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Złapał ją, a potem zamknął mnie w mocnym uścisku
- Obiecaj mi jedno, nie chcę żebyśmy byli tylko dobrymi przyjaciółmi - pocałował mnie w usta i szybko od siebie odciągnął - chciałbym być dla ciebie kimś więcej

 
Wracaliśmy do domu w milczących nastrojach, napięcie między nami rosło, było to napięcie ani pozytywne, ani negatywne. Zamykało się w naszych niedopowiedzeniach. Stojąc przed lustrem łazienki ciągle patrzyłam na siebie i nie mogłam odnaleźć dawnej siebie, jakby przez te kilka dni, życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni.

Gdy weszłam do pokoju, mój wzrok padł na zasłane łóżko. Gdybym zgodziła się mieszkać u Mario, moglibyśmy spać osobno, a tutaj, nie miałam pojęcia jak wytrzymam z nim w jednym łóżku przez te wszystkie dni. Przecież był normalnym facetem, który ma swoje potrzeby, a szczególnie gdy w jego pobliżu kręci się kobieta, która mogłaby zaspokoić te potrzeby. Z drugiej strony, mieszkając u niego czułabym się jak intruz. Hotel miałyśmy opłacony do następnego piątku, a później zaczynały się schody, zaczynające się od braku kasy. Będziemy musiały wrócić do Polski, trudno, zawsze jest jakieś ryzyko.

Moje przemyślenia przerwało pukanie, Mario otworzył drzwi i do wnętrza wszedł Klaas popychając stolik z kolacją
- Życzę państwu smacznego - spojrzał na nas z powstrzymywaną uciechą, potem na mnie z udawaną przykrością, aż w końcu jego wzrok zatrzymał się na Mario. Boy wyciągnął z kieszeni kartkę papieru i długopis, po czym odezwał się nieśmiałym głosem

- Czy mógłbym dostać autograf panie Goetze?
- Jasne - zobaczyłam jak Mario sprawnie podpisuje skrawek papieru i z uśmiechem oddaje go chłopakowi, który bezszelestnie znika za drzwiami.

Po zjedzonej kolacji, postanowiłam wyjawić jeszcze jedną tajemnicę, która nie dawała mi spokoju.Usiadłam obok Mario owinięta ręcznikiem, po walce z samą sobą pod prysznicem. Położyłam mu rękę na kolanie i nie patrząc w oczy zaczęłam


- Mario muszę ci cos powiedzieć
-Słucham cię Emmanuelle - poczułam ciepło jego dłoni na skórze i przeszedł mnie dreszcz zimna, gdyż temperatury naszych ciał kontrastowały ze sobą
- Powinnam ci to wyjaśnić wcześniej, dlatego też, nie gniewaj się na mnie
-Em,o co chodzi?
- Mario - tym razem spojrzałam mu w oczy z pewnym lękiem- wtedy w klubie to... wiedziałyśmy kim jesteście.
-Co? - powiedział cicho zaskoczony chłopak
- Przyjechałyśmy do Dortmundu po to,żeby pójść na mecz- zwolnił uścisk na moim ciele - posłuchaj, to nie jest tak jak myślisz, chciałam ci powiedzieć, ale bałam się, że nie będziesz chciał więcej się ze mną spotkać
- Oszukałaś mnie - słyszałam w jego głosie napięcie, który uległ też znacznemu podniesieniu
- Wy też trzymaliście to przed nami w tajemnicy
- Tylko że ty perfidnie udawałaś niewiniątko. Dlaczego mi nie powiedziałaś tego wczoraj? Po tym jak się przyznałem
- Bo bałam się, że mnie znienawidzisz, pomyślisz, że myślę wyłącznie o sławie, a to nie było tak, spełniło się moje największe marzenie, nie mogłam tego tak po prostu zniszczyć.

Chłopak wstał, w powietrzu unosiło się napięcie. Przeczesał dłonią włosy i walnął otwartą dłonią w ścianę. Podeszłam do niego i zaczęłam przepraszać

- Mario wybacz mi, proszę, jesteś dla mnie naprawdę ważny. Nie wiedziałam że to się tak skończy... - zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć złapał moją twarz w obie ręce, długo wpatrywał się w moje oczy nienawidzącym wzrokiem aż w końcu puścił mnie i odwrócił twarzą do okna

- Jest mi cholernie przykro, że miałaś mnie za kogoś takiego.
Myślałaś, że nie docenię cię za szczerość? Nie patrzyłem na ciebie jak na dziewczynę, która nie interesuje się sportem i mnie nie zna, tylko na kogoś z kim przyjemnie mi się rozmawia i miło spędza czas. Nigdy nie twierdziłem, że nie umówię się ze swoją fanką, bo to mi nie przeszkadza.
- Gdybym wiedziała to ... bardzo cię przepraszam
- Nie przepraszaj mnie Em, tylko błagam cię, nie kłam już więcej. Obiecujesz?
-Obiecuję

Złapał mnie w swoje ramiona i długo staliśmy w uścisku. Szeptałam mu do ucha przeprosiny ,a on przyjmował je w nabożnej ciszy

Kiedy Mario był pod prysznicem zadzwonił telefon

- Tak słucham? - odebrałam
- Em, przepraszam, ale powiedziałam mu. Musiałam
- Jak to przyjął?
- Jest dobrze ale opowiem ci jutro bo wyszłam tylko do
do toalety. Nie gniewasz się?
- Nie gniewam, nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze
- Wiem Em, on jest taki kochany, chyba się zakochałam
- Cieszę się - powiedziałam z nutką zazdrości, ale ze szczerego serca
- Jesteś smutna?
-Wydaje ci się
- Em, muszę kończyć
- Dobrze porozmawiamy jutro

Rozległ się sygnał i odłożyłam telefon na toaletkę. Wzięłam do ręki szczotkę i zaczęłam rozczesywać włosy. W lustrze zauważyłam jego, półnagiego, odzianego jedynie w ręcznik. Instynktownie otworzyłam oczy i zagryzłam usta. Zbliżył się do mnie, wyjął przedmiot z mojej zaciśniętej dłoni i zaczął szczotkować moje włosy. Na początku bolało, ale gdy widział, że sprawia mi ból dotykał włosów bardziej pobieżnie

-Przepraszam - powiedział niskim głosem - nie przywykłem do czesania kręconych włosów
- A jakie czesałeś? - zapytałam z pewnym przerażeniem
- Różne, ale nie takie niesamowite jak te - zatopił usta w moich włosach znajdując drogę do szyi. Jeździł opuszkami palców po moich obojczykach, ściągając moją koszulę coraz bardziej w dół, powędrował do piersi. Spięłam się nagle cała, a on, jakby niczego nie dostrzegając, porwał mnie w ramiona i położył na środku łóżka, po czym położył się tuż obok mnie. Rozpinał guziki w górze od mojej piżamy, robiąc mi wodę z mózgu poprzez swoje namiętne pocałunki. Uniósł się i znalazł się nade mną. Mogłam poczuć siłę jego podniecenia, ciało mówiło mi jedno, ale rozum dyktował drugie.

Posłuchałam rozumu, chwyciłam skraj koszuli, kiedy miał odsłonić ją, by w całości zobaczyć klatkę piersiową i z zażenowaniem uciekłam do łazienki.

Usłyszałam jego pukanie, nie odpowiedziałam więc nacisnął klamkę i drzwi same ustąpiły. Stanął za mną i szepnął

- Nic się nie stało kochanie - jego palce zatrzymały się na guzikach mojej koszuli, które zaczął zapinać z równym opanowaniem jak wtedy gdy je odpinał - wracaj do łóżka

Siedziałam jeszcze na brzegu wanny i kiedy postanowiłam wyjść, Mario stał na środku pokoju i nakładał spodnie

- Co ty robisz? - spytałam skonsternowana
- Ubieram się

Przestraszyłam się nie na żarty, że odejdzie, a ja jestem zbyt zmęczona, żeby go zatrzymać

- Nie odchodź - wtuliłam się w jego pierś i sięgnęłam do paska spodni, aby go z niego uwolnić.
- Nie rozumiem cię
- Nie mam siły na seks - wykrztusiłam - ale nie chcę żebyś odchodził
- Jesteś cholerną manipulatorką wiesz? - powiedział bez cienia uśmiechu
- Wiem, ale jestem sama i nie wiem co zrobić
- To daj mi sobie pomóc
-Właśnie cię proszę, Mario zostań ze mną - pociągnęłam go w stronę łóżka, kusząc pocałunkiem, ale nie zrobiło to na nim wrażenia
- Jesteś egoistką Em- nie mogłam wytrzymać jego spojrzenia więc odwróciłam się do niego plecami i łkałam w poduszkę

Poczułam silny ucisk na żebrach i ciepły oddech przy uchu
- Przepraszam nie chciałem

W końcu ciężki dzień dał mi odetchnąć narzucając na moje znękane powieki długi sen