sobota, 20 kwietnia 2013

Das Rendezvous


                                                        

Nie sądziła kiedykolwiek, że spotkanie twarzą w twarz z Marco jest możliwe. Przyjechały z Em do Dortmundu po to, aby być bliżej BVB, ale w najśmielszych nawet oczekiwaniach nie sądziła, że to może się tak skończyć. Siedziała teraz na rozgrzanym tarasie dortmundzkiego hotelu i wsłuchiwała się w perfekcyjny angielski z lekkim akcentem, który płynął z jego ust.

- Miri słuchasz mnie w ogóle?

-Tak oczywiście, po prostu się zamyśliłam

Blondyn uśmiechnął się czarująco i spojrzał jej głęboko w oczy

-Zdradzisz nad czym tak myślałaś?

-Nagle przypomniałam sobie o Em, zastanawiam się jak się bawi z Mario

- Twoja koleżanka chyba opanowała do perfekcji jak rozkochać

w sobie faceta. Mario śpiewał dzisiaj przy goleniu nie gorzej niż ona pod prysznicem. Zawsze jest roześmiany, ale dzisiaj ćwierka jak ptaszek.

- Myślisz że to coś poważnego?

-Nie wiem, okaże się. - spojrzał na menu - Na co masz ochotę?

- Sałatka owocowa wygląda zachęcająco

- Ja się skuszę na sernik z malinami

Złożyli zamówienia u kelnera, który zajmował się nimi odkąd przekroczyli próg restauracji

-Nadal mi nie powiedziałaś dlaczego wybrałyście Dortmund na spędzanie wakacji

-Ze względu na ładną pogodę, w Polsce od miesiąca niemiłosiernie leje a odkąd tu przyjechałyśmy ani kropli deszczu

-Rozumiem, że słoneczna Hiszpania to nie twoje klimaty?

- Niekoniecznie lubię się opalać, zresztą chyba po mnie widać, jestem biała jak papier

-Też nie przepadam za opalenizną także witam w klubie. Mówiłaś, że zostajecie tylko na tydzień. Nie dałoby się tego jakoś przedłużyć? Moglibyśmy się lepiej poznać

-Sama nie wiem, musiałabym o tym porozmawiać z Emmanuelle

-Wydaję mi się, że nie będzie miała nic przeciwko - podniósł kieliszek wina w górę - wypijmy za wasz pobyt w Dortmundzie.

Białe wino chociaż schłodzone uderzało do głowy w zastraszającym tempie pod wpływem skwaru lejącego się z nieba

- Piękna sukienka, ślicznie Ci w tym kolorze, podkreśla kolor twoich oczu

- Dzięki - policzki zaróżowiły jej się od nadmiaru komplementów, które liczbą przerosły jej najśmielsze oczekiwania - a jaki mam kolor oczu? - zamknęła je zanim zdążył w nie spojrzeć

- Czarne

Otworzyła oczy, ich spojrzenia się skrzyżowały, zbliżyli się do siebie składając wargi do pocałunku

-Skąd wiedziałeś? - szepnęła dziewczyna

- Ci, zamknij oczy i pocałuj mnie





                                                   **********



Wspaniały leniwy dzień spędzony w mieście przerwały nam krople deszczu zwiastującego nadejście burzy. Spacerowaliśmy po parku w którym rosły piękne stare buki, a dookoła kwitły złote i fioletowe tulipany.

-Chyba przyciągam deszcz

-Niemożliwe, za często się uśmiechasz

- Mówię serio, wyjechałam z Gdańska żeby zażyć trochę słonecznej pogody, a tu proszę, znowu pada

- Jesteś z Gdańska?

-Tak, wiesz gdzie to jest?

-Byłem tam nawet całkiem niedawno. Jedno z miast które organizowało Euro prawda?

- Zgadza się.

Krople deszczu spadały coraz intensywniej

-Chyba będzie lepiej jak przeczekamy pod jakimś drzewem.

Schodziliśmy z pagórka wznoszącego się nad wąskim

strumykiem gdy nagle z nieba lunął prawdziwy potok. Zbiegaliśmy w zastraszającym tempie z góry bałam się, że przewrócę się przez wysokie koturny. Dolina była tak daleko, a my i tak już cali mokrzy zatrzymaliśmy się na ścieżce prowadzącej do zagajnika.

- Chyba będę musiał polubić wodę

- Przebywając ze mną nie masz innego wyjścia

- Właśnie zauważyłem, ale chyba jakoś przywyknę, w końcu czego się nie robi dla przyjaźni

-Wysoko się cenisz

-Udowodnię ci, że jestem dobrym kandydatem

-Ciekawe w jaki sposób?

-Lubisz tulipany?

-Nie, ty nie mówisz poważnie

-Śmiertelnie poważnie, zaraz wracam

-Mario naprawdę nie trzeba - lecz nie dosłyszał już mojego głosu, bo pobiegł w dół strumyka , a ja owładnięta nie wiem jaka złą mocą pobiegłam za nim. Dogoniłam go, gdy wręczał pieniądze staruszce trzymając w dłoni bukiet soczystych wiśniowych i bardziej pastelowych różowych tulipanów

-To dla Ciebie- wręczył mi go uroczyście

- Jesteś królem wariatów Goetze myślałam ,że..

-...że zerwę kwiaty z parku? Jestem odważny, ale bez przesady. To grozi więzieniem i to nie zwykłym aresztem, podejrzewam, że bez prokuratora by się nie skończyło. Za niszczenie mienia mamy tutaj wysokie kary - wydusił

- Są śliczne, dziękuję

- Chodźmy już, bo zmokła ci grzyweczka

- Tobie też żel już odpuścił - wytknęłam mu język - nie chcę jeszcze wracać

-A co chcesz tutaj robić?

-Żeby tradycji stało się zadość, musisz ze mną zatańczyć

- Ty nie jesteś szalona ty jesteś kompletną wariatką

- Mario proszę, proszę, proszę

Złapaliśmy się za ręce i tańczyliśmy w kółko niczym przedszkolaki przywołujące deszcz. Łapaliśmy w usta krople i wystawialiśmy nasze twarze do nieba, by zraszał nas orzeźwiający żywioł.

Zmęczeni do żywego, brudni od błota, po przeskoczeniu niewiarygodnej liczby kałuż zasiedliśmy pod wielkim dębem. Kropiło jeszcze lekko, ale na horyzoncie pojawiło się słońce, a niebo zabłysło kolorami dzięki tęczy, rozświetlającej szary świat.

Włosy już prawie nam wyschły ale były w takim nieporządku, że ciężko byłoby wyjść tak na ulicę

- Zapleciesz mi warkocza?

- Nie wiem czy potrafię

Usiadłam mu na kolanach a Mario zatopił dłonie w moich włosach i sumiennie pasmo po pasmie rozczesywał włosy palcami.

-Zostań w rozpuszczonych, te włosy tak jak ty żyją własnym życiem, związać je to jak zabrać ci kawałek osobowości

-A nie wyglądam dziwnie?

-Nie, zaufaj mi, wyglądasz pięknie. I tak wszyscy faceci się za tobą oglądają, więc teraz też będą się oglądać, może z trochę innego powodu

-Goetze nie kończ

-Zabijesz mnie dzisiaj po raz trzeci?

- Nie zabije cię. Ty już jesteś martwy.



                                                    *********


Jechali przez deszczowe ulice białym mercedesem Marco. Chłopak jedną rękę trzymał na kierownicy, drugą zaś ściskał za kolano Miri. Wjechali na parking hotelu, pospiesznie wysiedli z auta, przechodząc przez recepcję we względnym spokoju. Upust emocji dali sobie już w windzie, by bez żadnego skrępowania dokończyć swoje dzieło w pokoju. Całował jej włosy gdy próbowała otworzyć drzwi, docisnął mocno klucz znajdujący się w jej dłoni i pchnął ją przez całą rozciągłość pokoju wprost na łóżko. Zdjął z szyi krawat i zawiesił na klamce zewnętrznych drzwi, po czym szybko wrócił do przerwanej czynności.



                                                **********


Wracaliśmy przez miasto brudni, mokrzy i zmęczeni, ale za to we wspaniałych nastrojach. Weszliśmy tylnymi drzwiami do hotelu, przeszliśmy przez recepcję. O dziwo nikt nie zaczepił nas po drodze ze względu na nasz niewłaściwy strój.

Wychodząc z windy zauważyłam fioletowy krawat zawieszony na klamce naszego pokoju. Podbiegłam, żeby zobaczyć to z bliska.

-Ja pierdole, to jest chyba jakiś żart - zaklęłam do siebie pod nosem po polsku

-Co się stało? - rzucił nadchodzący Mario

-Sam zobacz - wyciągnęłam rękę w stronę drzwi - ona sobie w tej chwili żartuje, powiedz mi, że to jest kurwa żart - bluzgałam w najlepsze tyle że już po niemiecku. Mario patrzył się na mnie i wybuchnął śmiechem

- To nie jest śmieszne, to wcale nie jest kurwa śmieszne

- Daj spokój nic się nie stało - dodał z rozbawieniem

-Zaraz tam wejdę i powiem im kilka słów - chciałam już złapać

za klamkę, ale Mario powstrzymał mnie w ostatniej chwili

-Nie możesz tam wejść

-Mogę i zrobię to, co im strzeliło do głowy?

- Wiesz co oznacza symbol na drzwiach? - spojrzał na mnie pytająco - Nie wchodź, bo właśnie uprawiam seks. Nie możesz sobie tam tak po prostu wejść

- Ameryki to ty nie odkryłeś, i sorry ale ja tego tak nie zostawię. Jak ona mogła to zrobić? Gdzie ja niby mam spać? Pomyślała w ogóle?

- Chodź awanturnico, zabieram cię do siebie.

-CO?

-Będziesz spała u mnie

-Nie ma mowy, nie pójdę na noc do obcego faceta

Zobaczyłam jak cień oblewa jego twarz

-Mario przepraszam, nie chciałam

-Nie szkodzi, w sumie to prawda

-Naprawdę nie chciałam, ale nie mogę do ciebie pójść, poznaliśmy się dopiero wczoraj, prawie cię nie znam

-Posłuchaj, zrobimy tak. Zostawię cię w moim pokoju, a sam pójdę do Reusa. Będziesz mogła się zamknąć na klucz

-Sama nie wiem, chyba nie powinnam

- Em, mama ci zabroniła żebyś uważała na Niemców? Lepiej się zgódź, bo na pewno nie zostawię cię samej pod tymi drzwiami, a muszę jutro rano wstać do pracy

- Chyba mnie przekonałeś. Wielkie dzięki - przytuliłam się do jego piersi - I przepraszam

-Nie ma za co. Chodźmy już, jesteś lodowata

Złapaliśmy taksówkę, w środku było tak ciepło, że przytuliłam się do piersi Mario i najzwyczajniej w świecie zasnęłam.

1 komentarz:

  1. Ciekawie się zapowiada ;)
    Super! Czekam na kolejny!
    Zapraszam do mnie
    http://dlugi-sen-lukasza.blogspot.com/
    http://bvbstory.blogspot.com/
    Komentarze i obserwacja mile widziane ;)
    Pozdrawiam ciepło ;*

    OdpowiedzUsuń