sobota, 21 września 2013
Zbrodnia i kara
Rano obudziłam się z cholernym uczuciem pragnienia. Przeciągnęłam się kilka razy i wygrzebałam z pościeli. Skierowałam się do kuchni, gdzie zastałam wesolutkiego Mario parzącego poranną kawę, w pełni ubranego.
- Dzień dobry, napijesz się kawy?
- Dzień dobry, z przyjemnością
Postawił przede mną białą filiżankę pełną czarnego płynu. Wpatrzona w nią zapytałam:
-Jak ty to robisz Mario?
-Co takiego? - powiedział z zaspanym uśmiechem głaszcząc się za uchem po głowie
- Jest siódma rano, a ty jesteś tak wypoczęty, że nie mogę na ciebie patrzeć
- Po prostu dobre geny
- Dużo tego masz? Podziel się trochę
- Mam lepszy pomysł - uniósł swoją filiżankę i nachylił ją opierając o wargi, zrobiłam to samo
-I jak? Lepiej?
-Zdecydowanie
- W takim razie teraz przyjmuję życzenia. Na co masz ochotę?
- Zrób mi niespodziankę. Najlepiej coś tradycyjnie niemieckiego
-Robi się
Poszłam wyszczotkować włosy i przy okazji zęby, żeby nikogo nie straszyć z samego rana. Pogrzebałam trochę w kosmetykach Mario i znalazłam krem, którym posmarowałam twarz. Odkładając go na miejsce zauważyłam buteleczki perfum, sięgnęłam po każdą po kolei aż w końcu natrafiłam na poszukiwany zapach. Zaciągnęłam się cudowną wonią kiedy usłyszałam
-Podano do stołu
Psiknęłam sobie trochę perfum na nadgarstek i pospiesznie skierowałam się do kuchni
-Sam to zrobiłeś? - Byłam szczerze zdziwiona, leżał przede mną najbardziej apetyczny omlet jaki miałam okazję widzieć, a do tego w powietrzu unosił się wspaniały zapach
-Najpierw posmakuj, a dopiero później możesz mnie pochwalić - powiedział nieskromnie chłopak
Gdy wzięłam do ust pierwszy kęs, wiedziałam już, że nie jest tylko najestetyczniejszym omletem świata, ale najlepszym jaki jadłam
- Mogę cię wynająć?
- Nie jestem tani. Smakuje ci?
-Żartujesz? Jest boski, nie jadłam w życiu nic lepszego
- Prawdziwy niemiecki przepis jak sobie życzyłaś
Posiłek przebiegł w atmosferze pełnej moich zachwytów nad kunsztem kulinarnym Mario, kiedy nagle mi przerwał
- Niestety muszę być na 9 w pracy, dlatego jeśli chcesz możesz tu zostać, albo podwiozę cię do hotelu żebyś obudziła nasze gołąbeczki
-Z przyjemnością wbiję się im na chatę. I tak mieli zbyt dużo czasu
********
Obudził ją promyk światła wpadający przez okno hotelowego pokoju, a zaraz potem usłyszała jego zaspany głos
- Dzień dobry
-Dzień dobry
-Jak ci się spało?
Spojrzała się w jego stronę, wtuliła mocniej w klatkę piersiową
-Fantastycznie, a tobie?
- Jak w niebie - instynktownie spojrzał na zegarek stojący na nocnej szafce - niestety ten piękny sen się kończy. Najpóźniej za godzinę muszę być w pracy
- Nie możesz jeszcze trochę zostać? Dla mnie.
-Bardzo bym chciał, ale niestety nie mogę. Ale ty możesz jeszcze pospać
Chłopak wstał, nałożył bokserki i udał się w stronę łazienki, po minucie usłyszała szum spływających kropli, odwróciła się na drugi bok i zasnęła z uśmiechem na ustach.
Obudził ją przyjemny głos mruczący jej do ucha niezidentyfikowane słowa, dopiero po chwili oprzytomniała i otworzyła oczy
-Podano do łóżka
Na przenośnym śniadaniowym stoliku znajdowały się grzanki z serem, słoiczek miodu i sok pomarańczowy
- O rany sam to zrobiłeś?
- Niestety nie. Obsługa hotelu zjawiła się pięć minut temu. Ale szczerze mówiąc też całkiem nieźle gotuje
-Mam nadzieję że będę miała okazje się o tym przekonać
-Wcześniej niż myślisz - pocałował ją namiętnie w usta po czym odciągnął ją od siebie - tymczasem radzę się przygotować. Mario dzwonił że będzie tu z Em za dziesięć minut a ona lekko mówiąc jest nie w sosie
- O ja pierdole
- Nie, no nie jest aż tak źle
- Nie chodzi o to. Ona nie wróciła na noc.
- Nic jej nie jest. Spała u nas w mieszkaniu - uśmiechnął się lubieżnie
-Serio? - dziewczyna zdziwiła się nie na żarty - zazwyczaj trzyma facetów na dystans
-Najwidoczniej nie znasz jej tak dobrze jak myślałaś, albo Mario ją odpowiednio rozpracował
W tym momencie rozległ się dźwięk pukania do drzwi, po czym otworzyły się z nagłym łoskotem. Emmanuelle weszła do środka pewnym krokiem, a za nią wszedł roześmiany od ucha do ucha Mario
-A teraz mi kurwa łaskawie powiedzcie co to ma wszystko znaczyć?
- Dasz sobie z nią radę sama czy mam zostać? - zażartował Marco
- Jakoś sobie poradzę - odrzekła i pocałowała go w usta na do widzenia - a wy spadajcie do pracy
- Chyba będzie lepiej jak już pójdziemy Romeo
- Opieprz go ode mnie w samochodzie, Mario
-Masz jak w banku Em
Gdy drzwi się za nimi zamknęły wybuchła prawdziwa awantura
-Pytam się ciebie, co ty kurwa tu z nim robiłaś?
-Zgadnij
- Weź mnie nie denerwuj. Pytam się jak mogłaś to zrobić?
-Co ja takiego zrobiłam, tylko ze sobą spaliśmy
- Jak to jest dla ciebie tylko no to życzę ci powodzenia. Kurwa przecież ty go wcale nie znasz
- Spodobał mi się Em, poza tym tak jakoś tak wyszło
- Fajnie, że bzykasz się z nieznanymi facetami, wszystko rozumiem to twoje życie, jesteś dorosła, ale wyobraź sobie, że ja nie miałam dzisiaj gdzie spać i tylko dzięki Mario nie spędziłam nocy pod drzwiami
- Wiesz trochę cię nie rozumiem, strzelasz mi tu pretensjami, ale sama z nim spałaś
- CO ?
- Prawisz mi morały, ale przecież sama poszłaś z Mario do łóżka, także powinnaś mi w sumie podziękować
- Chyba cię pojebało. Ja z nim nie spałam rozumiesz? Jak ty mogłaś w ogóle tak pomyśleć
- Jak to, przecież Marco mówił...
-W takim razie chyba nie wiedział co mówi, nie jestem zdzirą żeby wchodzić do łózka obcemu facetowi
-Czyli ja jestem zdzirą tak?
- Tego nie powiedziałam
-Ale właśnie tak zabrzmiało, także pieprzone, kurwa dzięki
- Sorry, naprawdę nie chciałam
- Wiesz co? Trochę mnie to nie obchodzi. A może ty jesteś zazdrosna, że Reus leci na mnie, a nie na ciebie?
- Jakoś mi przeszło kiedy tylko go poznałam, wyobraź sobie. Sorry. ale nie chcę tego dłużej ciągnąć bo to do niczego nie prowadzi. Z łaski swojej ubierz się i zmień pościel w gniazdku miłości bo chyba się porzygam jeśli będę musiała tu spać
- Zejdź mi z oczu Em, nie mogę ciebie słuchać. A i dzięki za sukienkę, chyba wyglądam w niej lepiej niż ty
*********
Ubrała się i trzaskając drzwiami wybiegła wprost na ulicę ciepłego miasta.
- Jak ona mogła powiedzieć mi coś takiego? Przecież jest moją przyjaciółką ,a przyjaciółki się tak nie zachowują. Fakt, zawsze leciała na Reusa, ale on woli mnie, przecież nie zmusiłaby go żeby się w niej zakochał. Poza tym mi też zawsze się podobał, ale do niej należało ostatnie słowo.
Dziewczyna szła po głównym placu miasta analizując wypadki dnia wczorajszego
-Marco i to... było tak cudownie, niesamowicie, jeszcze nigdy nie przeżyłam czegoś tak nieprawdopodobnego. Całował każdy fragment mojego ciała kroczek po kroczku. Dotykał tak jak jeszcze nigdy nikt inny. Głaskał włosy, pieścił szyję. Bez wątpienia najlepszy seks w moim życiu.
Rozmyślania przerwał jej Sms od Marco.
''Pamiętaj o dzisiejszym meczu. Widzimy się o 17 pod Signal Iduna Park. Tęsknie. Marco''
*********
Zaraz po tym jak moja pseudo przyjaciółka wybiegła przez wyjściowe drzwi jak obłąkana ,zabrałam się za sprzątanie tego chlewu. Obsługa hotelowa załamałaby się gdyby zobaczyła to co po sobie zostawili. Resztki śniadania spoczywały na nocnych szafkach, wszędzie porozrzucane były mokre ręczniki, ale najbardziej uderzył mnie widok mojej kobaltowej sukienki którą wczoraj pożyczyłam Miri. Była kompletnie pognieciona, widniały na niej ślady wina i czegoś czego wolałabym nie identyfikować.
Kupiłam tę sukienkę z myślą o jakiejś wspaniałej randce po cichu marząc żeby chłopakiem okazał się Marco. Trzeba uważać więc na swoje życzenia bo owszem przydała się na obiad z Reusem, ale to nie ja ją założyłam. Jak Miri mogła mi to zrobić? Przecież dobrze wiedziała że za nim szaleje, ostatecznie przez ostatni rok nie mówiłam o niczym innym.
Złapałam za szufelkę i zmiotkę, aby pozbyć się wszystkich okruchów pozostałych ze śniadania i natknęłam się na coś niesamowitego. Na stole leżały dwa bilety na dzisiejszy mecz Borussii
-Co jest do cholery? - powiedziałam do siebie po czym natychmiast rozbrzmiał dźwięk telefonu - słucham?
- Hej tu Mario. Jak atmosfera? Słyszałem waszą kłótnię na parkingu.
- Tak jakoś wyszło, nie miałam złych intencji
-Radzę się wam pogodzić do 17. Pewnie nic nie wiesz, bo ci nie powiedziała, ale idziemy dzisiaj na mecz piłki nożnej, o piątej pod Signal Iduna Park. Nie możemy po was przyjechać bo nie wyrobimy się z pracy, dlatego spotkamy się na miejscu. Z waszego hotelu to naprawdę niedaleko, spytajcie kogoś o drogę w razie czego
- Przekaże jej jak wróci
- Em, zakopcie topór wojenny, to nie ma sensu. Trzymaj się i przyjdźcie razem, będziemy czekać
- Tak jest panie Goetze
- Do zobaczenia
***********
Po powrocie Miri zapanował między nami względny spokój. Nie padły żadne przeprosiny, ale mniej więcej się do siebie odzywałyśmy.
Było około piętnastej więc wyjęłam z naszej ogromnej szafy mój wypieszczony strój, który kompletowałam przez ostatni miesiąc. Była to żółta bluzka wycięta na plecach z niewielkim dekoltem z przodu, czarna spódniczka przed kolano i czarno-żółte trampki wszystko w kolorach BVB. Oczywiście nie mogło się obyć bez obowiązkowego szalika.
Wyszłyśmy z hotelu i udałyśmy się starannie przestudiowaną trasą pod Signal Iduna Park. Pomimo mapy, weszłyśmy w złą uliczkę i nie dotarłybyśmy bez pomocy na właściwe miejsce.
Na szczęście kibice przybywali ze wszystkich stron miasta, dlatego też poszłyśmy za grupką młodych Niemców który doprowadzili nas na miejsce.
Stadion był olśniewający, olbrzymi, nie do opisania. Zanim dotarłyśmy na umówione wcześniej miejsce, odciągnęłam Miri na bok próbując ustalić wspólną wersję wydarzeń
- Wiem, że powinnyśmy ustalić to wcześniej, ale jeszcze nie jest za późno. Mamy dwa wyjścia, albo przyznamy się, że przyjechałyśmy do Dortmundu z cichą nadzieją aby ich poznać, albo też udamy zaskoczenie jakby nigdy nic i przyjmiemy ich prawdę do wiadomości. Osobiście wolę pierwszą wersję
- Jestem zdania że powinnyśmy kłamać. Oni umawiali się z nami tylko dlatego, że ich nie znałyśmy gdy wyjdzie na jaw, że ich oszukałyśmy pomachają nam tylko rączką na pożegnanie
- Pomyśl tak, oni też nas oszukali
-Możemy w to brnąć Em przecież to nie wyjdzie na jaw
- Robisz to dlatego żeby Marco się nie dowiedział? Nie oszukuj się, jedna noc dla niego nie miała znaczenia
- Nie chcę tego słyszeć
- Pogódź się z tym, muszą usłyszeć prawdę
- Po moim trupie, zrób coś dla mnie przynajmniej raz- spojrzała mi tak głęboko w oczy z taka nadzieję że choć z niechęcią zgodziłam się na to przystać
Przeszłyśmy sto metrów dalej i zobaczyłyśmy chłopaków w normalnych ciuchach. Czyżby dzisiaj oboje mieli pauzować?
Przywitaliśmy się w przyjacielskiej atmosferze, ale w powietrzu było czuć napięcie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz