Marco wysłał mu ostrzegawcze spojrzenie
- Co takiego? - zapytała Miri z przejęciem pewna, że wyjawią przed nami prawdę
-Mamy miejsca w pierwszym rzędzie
Nie mogłam wyjść z szoku. Widzieć ich z bliska, dotykać i rozmawiać to jedno, ale oglądać mecz z tak bliska to prawdziwe widowisko.
-Mówicie serio? - szepnęłam piskliwym głosem
-Jak najbardziej - potwierdził moje wątpliwości Mario
- To musi być niesamowite - Miri tłumiła swoje podniecenie
Znaleźliśmy nasze miejsca, usiadłam z Mario i wśród mojego podniecenia to on rozpoczął rozmowę
- Wyglądasz bardzo tematycznie, a do tego ślicznie
- Dzięki, przygotowałam się
- Byłaś kiedyś na meczu footballowym?
- Parę razy mi się zdarzyło
-Ten będzie najlepszym w twoim życiu
- Jesteś pewien?
-Na sto procent, Borussia Dortmund jest mistrzem Niemiec. Wiedziałaś o tym?
Kłamać nie kłamać?
- Serio? Pierwszy raz słyszę. Jak było w pracy?
Chłopak udał zmieszanie, ale po chwili odpowiedział mi swoim normalnym uśmiechem na ustach
-Jak to w pracy. Trochę męcząco, to przez te upały - zapadła chwila milczenia - Muszę ci coś powiedzieć Em
Pomiędzy nami nagle zjawił się Reus
-Mario rusz się, pójdziemy kupić coś do picia. Na co macie ochotę?
- Woda
-Dla mnie tak samo
-Nie chcę was zasmucić, ale to mecz piłki nożnej, tutaj nie dają wody, no chyba, że piłkarzom
-A co się pije w Niemczech?
-Mamy najlepsze piwo na świecie
-Piwo? Mario miej litość. Weźcie obojętnie co, byle żadnych browarów
-Zrozumiano
Minęło jakieś pół godziny, a chłopaków nigdzie nie było widać. Puścili głośną muzykę i na boisko zaczęli wbiegać piłkarze. Tysiące razy marzyłam aby zobaczyć ich wszystkich z tak bliskiej odległości. Stanęli naprzeciwko nas, także mogłam usłyszeć dobiegające nas ze wszystkich stron szepty pełne podniecenie, zarówno kobiece jak i męskie. Nie umknęło mi również westchnienie Miri, która zapatrzyła się na Roberta Lewandowskiego. Kiedy Goetze zajął miejsce w szeregu spojrzał się w moją stronę i pomachał uśmiechając się niepewnie. Po skończonej prezentacji piłkarze rozbiegli się po boisku aby ustawić się na swoich pozycjach. Mario przebiegł obok naszego sektora wraz z Reusem i oboje przeprosili poruszając ustami w rytm słowa 'entschuldigen'. Ich problem został rozwiązany, zazdrościłam im po cichu tego, że mają problem z głowy, a my nadal musimy w tym tkwić
- Powiemy im po meczu
-Nie jestem gotowa
- Jeśli nie teraz to nigdy, musimy to zrobić
-OK jeszcze zobaczymy
********
To była najbardziej ekscytująca rzecz jaką kiedykolwiek w życiu przeżyłam. Kibicowałyśmy na ogromnym stadionie wraz z 80 tysiącami ludzi cieszących się ze zwycięstwa swojego zespołu. Po tak spektakularnej wygranej czułam dumę, nie wiem z czego ona wynikała, ale przepełniała mnie od stóp do głów. W meczu po jednej bramce strzelili Reus, Mario i Lewy.
Marco zadedykował swojego gola Miri posyłając pocałunek w stronę naszej trybuny. Moja przyjaciółka zapiszczała niczym dwunastoletnia dziewczynka na widok kucyka Pony i również posłała mu całusa.
Oficjalnie skończyło się wynikiem 3:1 dla Dortmundu. Myślałam, że nic lepszego nie może mnie już spotkać, a jednak to był dopiero początek.
Po tym jak nasi przyjaciele zażyli odświeżającej kąpieli przybyli do nas aby wprowadzić nas na murawę gdzie jeszcze przed piętnastoma minutami lał się pot, krew i łzy.
Uściskałyśmy mocno chłopaków na policzku poczułam wilgotne włosy
-Mam nadzieję, że się nie gniewacie? Nie mieliśmy odwagi by wam powiedzieć
-Jest w porządku - pragnęłam wyjawić mu prawdę która jednak nie chciała mi przejść przez usta
-Naprawdę wiem, że głupio wyszło nie chciałem żebyś wzięła to do siebie
-Mario jest ok, nie rozmawiajmy o tym
- Wrócimy jeszcze do tego, muszę ci wszystko wyjaśnić, a tymczasem chodź, przedstawię cię chłopakom
Weszliśmy całą czwórką do najbardziej strzeżonego miejsca na świecie. W szatni chłopaków panował jeden wielki chaos. Niemożliwy do ujarzmienia gwar, ubrania porozrzucane po całej długości i szerokości pomieszczenia, a co najważniejsze cholernie męski zapach potu spływający z półnagich ciał. Raj dla każdej fanki piłki nożnej i nie tylko. Całe tuziny idealnie wyrzeźbionych klat i tyłków w obcisłych bokserkach. Nie mogłam oderwać wzroku od tego widoku
-Ekhm czy ja ci przypadkiem nie przeszkadzam?
- Bardzo cię przepraszam ale trudno jest się tutaj skupić
-Może wolisz porozmawiać ze mną na zewnątrz?
-Myślę że powinniśmy zostać tutaj - zbliżył się do nas Robert Lewandowski który z bliska był jeszcze bardziej perfekcyjny niż w jakości HD na mojej pięćdziesięciocalówce
- Mario, Mario - zaczął śpiewać czystym barytonem - kogo do nas przyprowadziłeś? - zaglądnął mi w oczy, co nie było proste przy jego wzroście. Nawet przy moich 175 centymetrach czułam się jak krasnal
- Roberto poznaj moją przyjaciółkę z Polski - zrobił znaczącą minę - Emmanuelle
- Miło mi, Robert - przedstawił się po polsku
- Mi również, Emmanuelle
-Dosyć oryginalne imię jak na polskie
-Tak się złożyło
Nie zdążyliśmy powiedzieć nic więcej, kiedy do szatni wpadł Moritz Leitner w samym ręczniku luźno zwisającym na biodrach i ociekający wodą, robiąc furorę wśród kolegów z drużyny, a także na Miri która tak głośno westchnęła, że usłyszałam ją z drugiego końca szatni rozmawiającą z Mattsem Hummelsem. Instynktownie też się odwróciłam, ale z hipnozy wyrwał mnie głos Mario
-Zaczynam być zazdrosny
-Może też powinieneś się rozebrać - rzucił nieśmiało Robert z tymi swoimi cudownymi dołeczkami w policzkach
- Nie mam przy nich szans, za duża konkurencja
Zrobiło mi się go szkoda i cicho szepnęłam
-Nie musisz się rozbierać, widziałam cię wczoraj pod prysznicem, było na co popatrzeć
- Goetze widzę że ostro pogrywasz
- I kto to mówi? Em nie wiem czy wiesz, ale Lewy jest królem striptizu
- CO?
- No cóż nie chcę się chwalić, ale całkiem nieźle wcielam się w rolę strażaka za pomocą tej rury - wskazał dłonią posrebrzany słup stojący w rogu szatni
- Nie wierzę, to jest jakiś żart?
Spojrzałam na obydwu, ale mieli tak śmiertelnie poważne miny, że nie mogli być aż tak dobrymi aktorami.
- Dla ciebie wszystko Em
-Lewy ty chyba żartujesz? Nie rób tego przy dziewczynach - powiedział Marco trzymający za rękę zażenowaną do granic możliwości Miri
- Jezu on to zrobi, naprawdę - próbowałam wyrwać się Mario który zasłonił mi oczy dłonią - daj popatrzeć - powiedziałam entuzjastycznie wyrywając się z jego objęć
-Po moim trupie, to nie jest rozrywka dla dzieci
-Hej, jestem pełnoletnia
-OK, ale nie masz mojego przyzwolenia
Kiedy ujrzałam świat skierowałam swój wzrok w kąt pomieszczenia w którym zdążyli zebrać się zawodnicy, krzyczący i zachęcający Lewego do akcji. On sam wspiął się po rurze i zjechał niczym rasowy żigolak, na pewno nie przypominało mi to strażaka. Chwycił lewą dłonią za rurę i zaczął się na niej okręcać powodując aplauz w całym pomieszczeniu
-Nie wierzę w to - jęknął Marco
-Ja też - dodał w męskiej solidarności Goetze
-Jest niesamowity - zapiszczałyśmy zgodnie z Miri
Kiedy Robert zrobił ostatni obrót na rurze i wylądował w szpagacie zsunęły mu się delikatnie bokserki, żartowniś Leitner zbliżył się do niego i zsunął mu je dokładnie do połowy łydek
-Teraz jesteśmy kwita lewy - nastąpiła cisza, a po niej uniosły się gwizdy będące przejawami radości i cmokania naśladujące niezadowolenie
Zakryłam twarz dłońmi i nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą zobaczyłam
- Jezusie, to było ... - zaczęła Miri
- ...obrzydliwe - dokończyli unisono chłopacy
- ...dziwne, aczkolwiek podobało się
Powrócił do nas Robert 'poskramiacz rur'
-I jak się podobało?
-Byłeś wspaniały
-Miło mi, ale chyba się jeszcze nie znamy?
-Jestem Miri
-Zawsze wiedziałem, że polki są piękne, ale żeby aż tak ?
Dziewczyna zachichotała i podziękowała z niesfornym uśmiechem na ustach.
-Lewy nie pozwalaj sobie co? Miri jest moją dziewczyną - przyciągnął ją do siebie
Otworzyłam ze zdumienia oczy, oprócz mnie chyba wszyscy w towarzystwie. Więc są parą? Tak na poważnie. Wystarczył jeden dzień. Nie mogłam w to uwierzyć
-Sorry stary myślałem że ty i Caroline...
Kiedy padło imię trufli, opamiętałam się w ciągu sekundy. Sprawa jego związku się nie wyjaśniła. Przed wyjazdem do Niemiec nawet do Polski dobiegły pogłoski o kryzysie w związku, a potem o całkowitym rozstaniu. Więc albo Lewy był nie doinformowany albo ...
-Marco o co chodzi? -usłyszałam niepewny głos przyjaciółki - jesteście jeszcze ze sobą?
- Chyba powinniście ze sobą pogadać Reus - upomniał kumpla Mario, po czym dał mi znak do odwrotu z szatni. Większość ubranych piłkarzy również opuściła pomieszczenie
- Możesz mi powiedzieć co jest grane? - odciągnęłam Mario na bok - On jest z tą swoją Caroline?
- Em to nie tak, to bardziej skomplikowana sprawa - uśmiechnął się wymijająco
- Nie, to nie jest skomplikowane. Albo z nią jest, albo nie.
- Myślę, że to jednak nie nasza sprawa co jest między Reusem, a jego dziewczyną nie sądzisz?
-A ja myślę, że to jest moja sprawa, a wiesz dlaczego? Bo wykorzystał moją przyjaciółkę, może sama wcisnęła mu się do łóżka, może nie. Nie jestem niczego pewna na sto procent, ale wiem, że ona nie przespałaby się z zajętym facetem i teraz pewnie cholernie musi tego żałować
Mario patrzył się na mnie z kompletną dezorientacją w oczach aż w końcu wydusił z siebie
- Lubię cię Em, dlatego chyba powinniśmy zakończyć tę rozmowę
- Przepraszam Mario, ale martwię się o nią
- Chodź, zabiorę cię stąd
- Zapomniałam ci pogratulować z nadmiaru wrażeń. Byłeś wspaniały. Bramka fenomenalna. Jak dla mnie to powinieneś zostać napastnikiem, cisnąłeś taką kontrę, że nie mogłam się opanować, aż spadły mi buty z tych emocji
- Dzięki Em, miło z twojej strony, ale nie udawaj wiem ,że kobiety nie interesują się piłką nożną - powiedział skromnie
-No to mnie jeszcze nie znasz - podreptałam w moich trampeczkach przez środek murawy
- Oj nie obrażaj się - usłyszałam - dobrze, że nie ubrałaś tych swoich koturników bo już zbierałbym cię z trawy
- Goetze już nie żyjesz - rzuciłam się na niego i przez dobre kilkanaście minut tarzaliśmy się w trawie bez opamiętania, kiedy skończyliśmy, nasze rzeczy były całe w zielonych plamach
-Obiecuję że wypiorę - przyrzekłam patrząc na białą koszulkę Mario uwalaną w trawie
-Jak tak dalej pójdzie, nie będę miał w czym chodzić -
zapadła chwila ciszy patrzyliśmy sobie głęboko w oczy leżąc nadal na suchej trawie, jego dłoń powędrowała ku kosmykowi moich włosów, który spadł mi na oko. Delikatnie go dotknął i przesuwał między palcami, a ja przyglądałam się temu zabiegowi w wielkim skupieniu. Kiedy jego usta zbliżyły się do moich zdążyłam jednak zareagować, szybko podniosłam się i z nerwowym uśmiechem na ustach powiedziałam
- Chyba czas na mnie, dokończymy naszą rozmowę jutro
-Em poczekaj, odprowadzę cię
-Dzięki, trafię sama, pewnie jesteś zmęczony, jedź do domu i odpocznij - pomachałam w jego stronę, wysłałam buziaka ręką i oddaliłam się w stronę wyjścia
*******
-Miri daj mi to wytłumaczyć
- Nie chcę słuchać twoich wyjaśnień
- Proszę daj mi szanse - chłopka złapał ją za ramiona i smutno spojrzał w oczy
- Ok, masz pięć minut
- Dziękuję - odszedł na bok i wylał z siebie potok słów - jakieś trzy miesiące temu Caroline bez słowa wyjaśnienia chciała ode mnie odejść. Prosiłem ją żeby wytłumaczyła mi o co chodzi, ale odeszła. Wyjechała do innego miasta, prosiłem jej rodziców o adres, ale oni nie chcieli ze mną rozmawiać. Myślałem, że sprawa jest przegrana więc próbowałem się z tym pogodzić, ale nie mogłem o niej zapomnieć. I kiedy już zaczynałem układać sobie życie na nowo bez niej, nagle wróciła i kompletnie zaburzyła mi rzeczywistość
- Kiedy to się stało? To znaczy, kiedy wróciła?
-Dzisiaj przed samym meczem złapała mnie w szatni, Robert musiał nas widzieć i pewnie pomyślał, że znowu jesteśmy razem
-Czego ona od ciebie jeszcze chce?
- To jest trochę bardziej skomplikowane niż ci się wydaje
- Reus mów do cholery
- Powiedziała, że jest chora na AIDS i muszę się zbadać
- CO?
- Spokojnie na pewno testy będą ujemne, to niemożliwe żebym był zarażony
- Ty chyba nie mówisz poważnie? To jest jakiś zły sen - dziewczyna usiadła na zimnej podłodze i zaczęła szlochać, chłopak usiadł obok i mocno ją przytulił
- Miri bardzo mi przykro, że tak wyszło, nie chciałem ci o niczym mówić bo to na pewno nieprawda. Pewnie złapała to od kogoś w ciągu tych trzech miesięcy, a nam nic nie grozi.
Słysząc ciągle jej zawodzący głos, cierpiał w środku
-Kochanie błagam cię przestań, tak nie można. Wszystko będzie w porządku. Wybacz mi
Z jej piersi wydobył się przerywany szept
- Marco zabierz mnie do hotelu proszę
-Oczywiście kochanie
Jechali w milczeniu, odprowadził ją pod same drzwi, dziewczyna była w kiepskim stanie, kiedy otworzyły się przed nimi drzwi oboje podnieśli głowy na stojącą przed nimi zdezorientowaną Emmanuelle
- A, to wy. Myślałam że to Mario czegoś zapomniał. - Patrząc na zawodzącą przyjaciółkę zapytała - Co ci się stało? Co ty jej zrobiłeś? - rzuciła oskarżycielskim tonem w stronę chłopaka
- Daj spokój Em, to nie jego wina - broniła chłopaka
-No to może mi powiesz co się stało?
- Nie mam na to siły Em - przeszła obok dziewczyny zdjęła buty i powędrowała do łazienki
- No to może ty wyjaśnisz mi co się do cholery dzieje?
- Mogę wejść?
- Raczej nie będziemy gadać na korytarzu
********
-Co? To niemożliwe! Powiedz mi że to jakiś głupi żart
- Em spokojnie
-Nie, nie będę spokojna. Wiedziałam, że z tego będą same kłopoty. Reus do cholery, musisz się zbadać.
-Zaraz jadę do szpitala, wszystko jest już ustalone.
Dziewczyna odeszła w stronę otwartego okna balkonowego trzymając w dłoni zapalonego papierosa zaciągnęła się nim trzy razy zanim opadła z niej złość zostawiając miejsce opanowaniu
- Dopóki nic się nie wyjaśni, nie sprawiaj trudności i nie przyjeżdżaj tutaj
- Muszę przy niej być
- Już wystarczająco dużo zrobiłeś, kiedy będziesz miał wyniki poinformuj nas
-Myślę, że Miri powinna również zrobić test
- A ja myślę, że to nie potrzebne narażanie jej na stres
- A może po prostu sam jej zapytam?
- Jak uważasz
Podszedł do drzwi łazienki i delikatnie zapukał, nie doczekał się jednak odpowiedzi więc zapytał
-Miri mogę wejść? - nadal nie było odzewu - kochanie jesteś tam?
Nikt się nie odezwał, Reus nacisnął klamkę i drzwi ustąpiły. Gdy weszliśmy do łazienki ujrzeliśmy nieprzytomną dziewczynę leżącą na posadzce łazienki
- Boże Miri, odezwij się, kochanie. Próbował wyłapać jej puls, ale ręce tak mu się trzęsły, że nie był w stanie
-Odsuń się Reus - przejęłam stery, wyczułam słaby puls i świszczący oddech położyłam ją w pozycji bocznej ustalonej i krzyknęłam na przerażonego chłopka - na co czekasz? Wezwij karetkę.
- Co ona zrobiła? Jeśli to przeze mnie? Przedawkowała czy jak ? Nie mógł wyraźnie poradzić sobie z telefonem, podeszłam do niego wyrwałam z rąk komórkę i czekając na sygnał połączyłam się z konsultantem
- To chyba atak serca
- Zrozumiałem zaraz będziemy
Oddałam chłopakowi telefon i poklepując po ramieniu uspokoiłam
-Spokojnie będzie dobrze, musiała się zdenerwować
-To moja wina, niepotrzebnie jej o tym mówiłem
-Nie obwiniaj się, to równie dobrze może być spowodowane pogodą - nachyliłam się nad przyjaciółką sprawdzając oddech który był bardziej równomierny, po chwili zobaczyłam że mruga oczami
-Miri słyszysz mnie? Kochanie jestem przy tobie
- Słyszę
- Leż spokojnie zaraz tu będzie lekarz
Reus przyklęknął obok niej i złapał za rękę dodając otuchy, trwaliśmy tak przez jakiś czas dopóki nie usłyszeliśmy gwaru i gorączkowych głosów w hallu
-Wszystko będzie dobrze, już przyjechali - uspokoiłam przyjaciółkę
Wszedł lekarz i zaaplikował jej sporą dawkę adrenaliny, Reus pojechał razem z nią do szpitala, a ja zostałam by spakować jej rzeczy. Zadzwoniłam do Mario aby opowiedzieć mu co się wydarzyło.
- Hallo - usłyszałam w słuchawce jego zaspany głos
-Przepraszam jeśli cię obudziłam, ale..
-Em? Płaczesz? Co się stało? - poczułam na policzkach spływające łzy
- Już po wszystkim, tylko...Miri jest w szpitali i ...
- W szpitalu? Co się stało?
- Mario, potrzebuję cię
- Już do ciebie jadę
Zjawił się w hotelu po kwadransie, otworzyłam mu drzwi i padłam w ramiona, takie ciepłe, silne, męskie ramiona. Przytrzymał mnie mocno aż nie wypłakałam wszystkich łez
- Tak się bałam...
-Wiem ale już się nie stanie, jestem tutaj
-Obiecujesz?
- Obiecuję -pocałował mnie w czoło i przeniósł na łóżko, zdjął buty i usiadł obok
Kiedy się nachylił odnalazłam jego usta, przejechałam dłonią po jednodniowym zaroście. Nie wiem nawet jak to się stało, ale leżeliśmy twarzą w twarz długo całując się. Po raz kolejny spłynęły mi łzy po twarzy, a on odwzajemniał moje nieudolne pocałunki jakby były rzeczą której najbardziej pragnie.
- Nie płacz już, bo pęknie ci serce
- Przepraszam nie wiem co robię,
- Chyba powinnaś zasnąć to był bardzo ciężki dzień - próbował wstać z łóżka, ale złapałam go obiema rękoma za nadgarstek
-Zostań ze mną
- Dobrze - położył swoją dłoń na mojej dłoni i mocno przytulił do piersi
Bramka Marco dedykowana Miri

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz