niedziela, 6 października 2013
Żarty się skończyły....
Następnego ranka obudził nas deszcz niemiłosiernie tłukący w okno. Otworzyłam oczy i odnalazłam jego dłonie przy sobie
- Wstałaś już? Dzwonił Marco, z Miri wszystko w porządku.
-O matko muszę do niej jechać
- Spokojnie, Marco czuwał przy niej całą noc, nie ma się czym martwić
-Mario dziękuję, że zostałeś ze mną wczoraj
- Nie masz za co dziękować - nachylił się żeby pocałować dziewczynę, ale ta zrobiła szybki unik
-Nie ma mowy, najpierw muszę umyć zęby
- Oj daj spokój - tym razem natrafił na moje usta i podtrzymał mocno, żebym się nie wyrwała - mi to nie przeszkadza
-Za to mi bardzo - powiedziałam z uśmiechem na ustach i zniknęłam za drzwiami łazienki.
Wzięłam kilka głębokich wdechów i załamałam ręce. Co ja do cholery wyprawiałam? Wyjęłam szczoteczkę i pastę do zębów, z całej siły szorowałam je, dopóki nie poleciała krew z dziąseł, co mnie otrzeźwiło. Usiadłam na brzegu jeszcze nie używanej przeze mnie wanny i oparłam głowę o zimną umywalkę.
Zaczęłam myśleć. W salonie siedzi chłopak, który miał zostać moim przyjacielem, a ja to zjebałam w ciągu ułamka sekundy, tylko dlatego, że potrzebowałam bliskości i nie mogłam się powstrzymać przed pocałunkiem.
- Em? - zapukał cicho Mario - przynieśli śniadanie
-Nie jestem głodna - jednak otworzyłam drzwi i zapytałam - zawieziesz mnie do szpitala?
- Powinnaś coś zjeść, blado wyglądasz - odprowadził mnie do stołu i zrobił kanapkę z przygotowanych składników
Jadłam od niechcenia aż w końcu przerwał mi monolog z własnymi myślami
- Miri powinna jeszcze kilka dni poleżeć w szpitalu i uznaliśmy z Marco, że do tego czasu powinnaś zamieszkać z nami
- Dzięki Mario - dodałam gdy dotarły do mnie jego słowa - ale będzie lepiej jak zostanę tutaj
- Nie zostawię cię samej
-Dam sobie radę, dzięki za troskę, naprawdę - położyłam swoją dłoń na jego dłoni widząc że posmutniał
- W takim razie - odezwał się po chwili - będę musiał zamieszkać tu z tobą.
-Co takiego? - przestraszyłam się nie na żarty
- To był tylko żart, nie chcę ci nic narzucać
- Zgadzam się
- Tak?
**********
Staliśmy na korytarzu szpitala wyłożonego białymi kafelkami. Od samego patrzenia ścisnęło mnie za serce. Mario skoczył do automatu po coś podnoszącego ciśnienie, które momentalnie obniżało się od chłodu wiejącego ze ścian. Była tutaj sama całą noc - pomyślałam.
Lekarze z obchodu wyszli z sali, jeden z nich zaczepił mnie z pytaniem
- Pani jest rodziną pacjentki Miri Lewandowskiej? - zapytał miłym głosem z ciepłym uśmiechem na ustach - Jestem doktor Christian Jauch
- Emmanuelle Cygne, jestem jej przyjaciółką
- Zapraszam do mojego gabinetu
Pomieszczenie w odróżnieniu od murów szpitala napawało optymizmem i nadzieją
- Pacjentka została przywieziona w dobrym stanie zważając na zagrożenie życia, pierwsza pomoc została wykonana pierwszorzędnie, przyjaciółka może pani podziękować za uratowanie życia
Jego słowa, tak znaczące, ważniejsze niż tysiąc słów, sprawiły, że zarumieniłam się na twarzy, a fala gorąca przeszła przez moje ciało
- Mił mi to słyszeć. - odparłam skromnie - jaki jest stan Miri?
- Pani Lewandowska miała atak serca spowodowany podwyższeniem ciśnienia tętniczego, kryzys minął, jednak nadal powinna na siebie uważać. Chciałem zapytać czy wie pani co mogło być tego przyczyną?
- Chyba nie jestem w stanie panu pomóc - skłamałam jak z nut
- W każdym razie, w najbliższym czasie wskazany jest odpoczynek, unikanie wysiłku i stresowych sytuacji
-Oczywiście panie doktorze, zadbam o to
- Pani Lewandowska zostanie wypisana w ciągu dwóch najbliższych dni, postanowiłem zostawić ją na obserwacji
- Naturalnie rozumiem
- Słyszałem, że jesteście panie przejazdem, ale myślę, że należałoby przedłużyć urlop w celach rekonwalescencji. Wszelkie podróże mogą być obciążeniem dla serca
- Zastanowimy się nad tym wspólnie. Dziękuje bardzo za rozmowę panie doktorze, pójdę teraz do przyjaciółki - podniosłam się z krzesła gotowa na to by wstać
-Pani Cygne?
- Tak?
- Nie umówiłaby się pani ze mną na kawę?
Kompletnie oniemiałam przez tę propozycje, całą rozmowę miałam dziwne wrażenie zdenerwowania, a teraz okazało się że facet bezczelnie mnie podrywał. Chociaż uratował życie mojej przyjaciółce nie miałam zamiaru przystać na jego prośbę
- Myślę, że ... - zaczęłam, ale on przerwał mi wpół zdania
- Świetnie, przyjadę po panią jutro w porze lunchu
- Wydaję mi się - podjęłam kolejną próbę - że to nie jest dobry pomysł, jest pan lekarzem mojej przyjaciółki
-Dokładnie, przyjaciółki, nie pani, proszę mi nie odmawiać
Znalazłam się za drzwiami gabinetu, chcąc nie chcąc z perspektywą randki na popołudnie.
Nadal zażenowana i zestresowana weszłam do sali przyjaciółki widząc przy jej boku Reusa trzymającego ją za rękę. Mario stał nie opodal i przyglądał im się w milczeniu. Gdy odezwałam się spojrzał w moją stroną z zafrasowaną miną
- Hej gołąbeczki, nie za dobrze wam?
Wszyscy odwrócili głowy w moją stronę i czekali na wiadomości. Podeszłam do łóżka przyjaciółki i złapałam ją za wolną dłoń lekko ją ściskając
- Em, jesteś - przywitała mnie Miri słabym głosem
- Oczywiście, że jestem. Nie przyszłam wcześniej, bo wiedziałam, że miałaś świetną opiekę - spojrzałam znacząco na Marco - jak się czujesz?
- Już lepiej.
- Lekarz powiedział, że już nic ci nie grozi, ale zostaniesz w szpitalu jeszcze przez dwa dni, na obserwacji. Miri, teraz musisz zadbać o siebie, odpoczywać. Wszystkim się zajmę, zostaw to mnie.
-Marco, zostawmy dziewczyny same
-Właśnie, powinieneś się trochę przespać. Byłeś ze mną całą noc
- Dobrze skarbie, ale za niedługo wrócę - pocałował ją w policzek i zniknął za drzwiami razem z Mario
-Em, gdyby nie ty, to...
- Daj spokój, nic nie zrobiłam
-Lekarz powiedział, że uratowałaś mi życie
- Każdy by tak postąpił
-Jestem pod wrażeniem, że umiałaś zachować zimną krew
- Byłam strasznie spanikowana, ale w porównaniu z Reusem to było nic - obie roześmiałyśmy się, spojrzałam na rurki podłączone do jej ciała i na monitor wskazujący puls. Miri była taka blada, nawet na tle szpitalnego prześcieradła, ale żyła, uśmiechała się i to było najważniejsze. Po lewym policzku poleciała mi łza
- Em, co jest? Nie płacz
- Bałam się, cholernie się o ciebie bałam, ale teraz wszystko już będzie dobrze. To przeze mnie, czuję się taka winna, że pomimo twojej choroby naraziłam cię na tyle niepotrzebnych emocji i wysiłku
- Mała nie obwiniaj się - otarła moją łzę dłonią - to najlepsze wakacje mojego życia
******
Wieczorem pojawili się chłopacy, żeby zmienić mnie przy Miri. Miałam wyrzuty sumienia, że zostawiam ją samą, ale musiałam załatwić wszystkie sprawy wiążące się z przedłużeniem pobytu.
Marco poprosił mnie o rozmowę na osobności
-Jestem po badaniach, wyniki powinny być w ciągu trzech dni - wytłumaczył nie patrząc mi w oczy
- Marco, myliłam się oskarżając cię o to, co się stało. Czasami jestem zbyt impulsywna
- Nic się nie stało Em, wiem że spieprzyłem sprawę i poniosę odpowiedzialność
- To jest sprawa tylko między wami i niepotrzebnie się do tego wtrącałam.
-Pójdę już do niej - zwrócił się w stronę drzwi
- Naprawdę przepraszam - potakująco skinął i zniknął za drzwiami
-Dobrze zrobiłaś przepraszając go - zagadnął mnie Mario gdy wychodziliśmy ze szpitala. Słońce zachodziło, a po całym dniu spędzonym w czterech ścianach zapragnęłam zaczerpnąć świeżego powietrze przed snem oraz dokończyć przerwaną rozmowę
- Mario przejdziemy się na spacer?
- Jesteś pewna? Wyglądasz na zmęczoną
- Dlatego chcę się zrelaksować
- Pewnie, chodźmy - złapał mnie nieśmiało za rękę i uśmiechnął uroczo. Szliśmy przez zaciemniony park aż nogi odmówiły mi posłuszeństwa ze zmęczenia i poprosiłam go o przystanek, zasiedliśmy na ławce, posadził mnie na swoich kolanach, a ja mocno się do niego przytuliłam
- Mario, Mario - lekko przymknęłam oczy i pozwoliłam się całować, chociaż moje usta zaniemogły podobnie jak reszta ciała. Chłopak był delikatny, ale w pewien sposób namiętny. Gdy zobaczył brak reakcji z mojej strony szepnął mi do ucha
- Tylko mi tu nie zasypiaj
- Zaraz się obudzę, mów do mnie - dotknęłam jego policzka opuszkami palców sprawiając, że serce zaczęło mi szybciej bić
- Może ci zaśpiewam?
- Tak, właśnie, zaśpiewaj mi
Słyszałam jego ciepły głos z tą dobrze znajomą barwą. Gdy doszedł do końca piosenki zawahałam się z pytaniem, ale postanowiłam, że muszę wyjaśnić to nieporozumienie
- Myślisz, że zostaliśmy stworzeni dla siebie?
Nic nie odpowiedział więc zarumieniłam się czując jego wzrok na sobie
- To było głupie, przepraszam.
- Nie, to nie było głupie, myślę, że tak, zostaliśmy stworzeni dla siebie - Otworzyłam oczy, spojrzałam na niego pytająco- znam cię od kilku dni, ale czuję jakbyśmy się znali przez całe życie
- Też tak czuję - patrzyliśmy sobie w oczy i gdy nachylił się do pocałunku nie odmówiłam odpowiadając tym samym równie intensywnie.Gdy oderwaliśmy się od siebie oznajmiłam
- Myślę że będziemy świetnymi przyjaciółmi - nie odpowiadał, dlatego też osunęłam się z niego i wyjawiłam - nigdy nie siadam na kolanach facetów
- A na moje usiadłaś?
- Możesz czuć się wyróżniony - wstałam z ławki i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Złapał ją, a potem zamknął mnie w mocnym uścisku
- Obiecaj mi jedno, nie chcę żebyśmy byli tylko dobrymi przyjaciółmi - pocałował mnie w usta i szybko od siebie odciągnął - chciałbym być dla ciebie kimś więcej
Wracaliśmy do domu w milczących nastrojach, napięcie między nami rosło, było to napięcie ani pozytywne, ani negatywne. Zamykało się w naszych niedopowiedzeniach. Stojąc przed lustrem łazienki ciągle patrzyłam na siebie i nie mogłam odnaleźć dawnej siebie, jakby przez te kilka dni, życie obróciło się o sto osiemdziesiąt stopni.
Gdy weszłam do pokoju, mój wzrok padł na zasłane łóżko. Gdybym zgodziła się mieszkać u Mario, moglibyśmy spać osobno, a tutaj, nie miałam pojęcia jak wytrzymam z nim w jednym łóżku przez te wszystkie dni. Przecież był normalnym facetem, który ma swoje potrzeby, a szczególnie gdy w jego pobliżu kręci się kobieta, która mogłaby zaspokoić te potrzeby. Z drugiej strony, mieszkając u niego czułabym się jak intruz. Hotel miałyśmy opłacony do następnego piątku, a później zaczynały się schody, zaczynające się od braku kasy. Będziemy musiały wrócić do Polski, trudno, zawsze jest jakieś ryzyko.
Moje przemyślenia przerwało pukanie, Mario otworzył drzwi i do wnętrza wszedł Klaas popychając stolik z kolacją
- Życzę państwu smacznego - spojrzał na nas z powstrzymywaną uciechą, potem na mnie z udawaną przykrością, aż w końcu jego wzrok zatrzymał się na Mario. Boy wyciągnął z kieszeni kartkę papieru i długopis, po czym odezwał się nieśmiałym głosem
- Czy mógłbym dostać autograf panie Goetze?
- Jasne - zobaczyłam jak Mario sprawnie podpisuje skrawek papieru i z uśmiechem oddaje go chłopakowi, który bezszelestnie znika za drzwiami.
Po zjedzonej kolacji, postanowiłam wyjawić jeszcze jedną tajemnicę, która nie dawała mi spokoju.Usiadłam obok Mario owinięta ręcznikiem, po walce z samą sobą pod prysznicem. Położyłam mu rękę na kolanie i nie patrząc w oczy zaczęłam
- Mario muszę ci cos powiedzieć
-Słucham cię Emmanuelle - poczułam ciepło jego dłoni na skórze i przeszedł mnie dreszcz zimna, gdyż temperatury naszych ciał kontrastowały ze sobą
- Powinnam ci to wyjaśnić wcześniej, dlatego też, nie gniewaj się na mnie
-Em,o co chodzi?
- Mario - tym razem spojrzałam mu w oczy z pewnym lękiem- wtedy w klubie to... wiedziałyśmy kim jesteście.
-Co? - powiedział cicho zaskoczony chłopak
- Przyjechałyśmy do Dortmundu po to,żeby pójść na mecz- zwolnił uścisk na moim ciele - posłuchaj, to nie jest tak jak myślisz, chciałam ci powiedzieć, ale bałam się, że nie będziesz chciał więcej się ze mną spotkać
- Oszukałaś mnie - słyszałam w jego głosie napięcie, który uległ też znacznemu podniesieniu
- Wy też trzymaliście to przed nami w tajemnicy
- Tylko że ty perfidnie udawałaś niewiniątko. Dlaczego mi nie powiedziałaś tego wczoraj? Po tym jak się przyznałem
- Bo bałam się, że mnie znienawidzisz, pomyślisz, że myślę wyłącznie o sławie, a to nie było tak, spełniło się moje największe marzenie, nie mogłam tego tak po prostu zniszczyć.
Chłopak wstał, w powietrzu unosiło się napięcie. Przeczesał dłonią włosy i walnął otwartą dłonią w ścianę. Podeszłam do niego i zaczęłam przepraszać
- Mario wybacz mi, proszę, jesteś dla mnie naprawdę ważny. Nie wiedziałam że to się tak skończy... - zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć złapał moją twarz w obie ręce, długo wpatrywał się w moje oczy nienawidzącym wzrokiem aż w końcu puścił mnie i odwrócił twarzą do okna
- Jest mi cholernie przykro, że miałaś mnie za kogoś takiego.
Myślałaś, że nie docenię cię za szczerość? Nie patrzyłem na ciebie jak na dziewczynę, która nie interesuje się sportem i mnie nie zna, tylko na kogoś z kim przyjemnie mi się rozmawia i miło spędza czas. Nigdy nie twierdziłem, że nie umówię się ze swoją fanką, bo to mi nie przeszkadza.
- Gdybym wiedziała to ... bardzo cię przepraszam
- Nie przepraszaj mnie Em, tylko błagam cię, nie kłam już więcej. Obiecujesz?
-Obiecuję
Złapał mnie w swoje ramiona i długo staliśmy w uścisku. Szeptałam mu do ucha przeprosiny ,a on przyjmował je w nabożnej ciszy
Kiedy Mario był pod prysznicem zadzwonił telefon
- Tak słucham? - odebrałam
- Em, przepraszam, ale powiedziałam mu. Musiałam
- Jak to przyjął?
- Jest dobrze ale opowiem ci jutro bo wyszłam tylko do
do toalety. Nie gniewasz się?
- Nie gniewam, nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze
- Wiem Em, on jest taki kochany, chyba się zakochałam
- Cieszę się - powiedziałam z nutką zazdrości, ale ze szczerego serca
- Jesteś smutna?
-Wydaje ci się
- Em, muszę kończyć
- Dobrze porozmawiamy jutro
Rozległ się sygnał i odłożyłam telefon na toaletkę. Wzięłam do ręki szczotkę i zaczęłam rozczesywać włosy. W lustrze zauważyłam jego, półnagiego, odzianego jedynie w ręcznik. Instynktownie otworzyłam oczy i zagryzłam usta. Zbliżył się do mnie, wyjął przedmiot z mojej zaciśniętej dłoni i zaczął szczotkować moje włosy. Na początku bolało, ale gdy widział, że sprawia mi ból dotykał włosów bardziej pobieżnie
-Przepraszam - powiedział niskim głosem - nie przywykłem do czesania kręconych włosów
- A jakie czesałeś? - zapytałam z pewnym przerażeniem
- Różne, ale nie takie niesamowite jak te - zatopił usta w moich włosach znajdując drogę do szyi. Jeździł opuszkami palców po moich obojczykach, ściągając moją koszulę coraz bardziej w dół, powędrował do piersi. Spięłam się nagle cała, a on, jakby niczego nie dostrzegając, porwał mnie w ramiona i położył na środku łóżka, po czym położył się tuż obok mnie. Rozpinał guziki w górze od mojej piżamy, robiąc mi wodę z mózgu poprzez swoje namiętne pocałunki. Uniósł się i znalazł się nade mną. Mogłam poczuć siłę jego podniecenia, ciało mówiło mi jedno, ale rozum dyktował drugie.
Posłuchałam rozumu, chwyciłam skraj koszuli, kiedy miał odsłonić ją, by w całości zobaczyć klatkę piersiową i z zażenowaniem uciekłam do łazienki.
Usłyszałam jego pukanie, nie odpowiedziałam więc nacisnął klamkę i drzwi same ustąpiły. Stanął za mną i szepnął
- Nic się nie stało kochanie - jego palce zatrzymały się na guzikach mojej koszuli, które zaczął zapinać z równym opanowaniem jak wtedy gdy je odpinał - wracaj do łóżka
Siedziałam jeszcze na brzegu wanny i kiedy postanowiłam wyjść, Mario stał na środku pokoju i nakładał spodnie
- Co ty robisz? - spytałam skonsternowana
- Ubieram się
Przestraszyłam się nie na żarty, że odejdzie, a ja jestem zbyt zmęczona, żeby go zatrzymać
- Nie odchodź - wtuliłam się w jego pierś i sięgnęłam do paska spodni, aby go z niego uwolnić.
- Nie rozumiem cię
- Nie mam siły na seks - wykrztusiłam - ale nie chcę żebyś odchodził
- Jesteś cholerną manipulatorką wiesz? - powiedział bez cienia uśmiechu
- Wiem, ale jestem sama i nie wiem co zrobić
- To daj mi sobie pomóc
-Właśnie cię proszę, Mario zostań ze mną - pociągnęłam go w stronę łóżka, kusząc pocałunkiem, ale nie zrobiło to na nim wrażenia
- Jesteś egoistką Em- nie mogłam wytrzymać jego spojrzenia więc odwróciłam się do niego plecami i łkałam w poduszkę
Poczułam silny ucisk na żebrach i ciepły oddech przy uchu
- Przepraszam nie chciałem
W końcu ciężki dzień dał mi odetchnąć narzucając na moje znękane powieki długi sen
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz