niedziela, 13 października 2013

...zaczęły się schody

Obudziłam się wypoczęta jak nigdy dotąd, spokojny oddech obok sprawiał, że czułam się bezpieczna. Mario poruszył się przy mnie niespokojnie
- Śpisz? - zapytałam
- Nie - usłyszałam zachrypnięty głos. Przytulił mnie mocniej do siebie i pocałował namiętnie w usta. Poczułam na swoim udzie dziwny ucisk i po chwili zrozumiałam co to
- Mario - wzięłam głośny oddech żeby go sprowokować - Mario. Myślałam że chłopcom przechodzi to z wiekiem

Zaśmiał się cicho pod nosem
- Może i tak, ale nie wtedy gdy taka ładna dziewczyna leży obok.
- Gdzie ona się podziała? - rozejrzałam się wokół
- Nie udawaj. Wiesz że to ty doprowadzasz mnie do szaleństwa- ugryzł mnie lekko w ucho
- Lepiej zrób z tym porządek zanim szaleństwo weźmie nad tobą górę - wygoniłam go z łóżka zabierając kołdrę ,a on w całej swojej okazałości powędrował do toalety. Zaśmiewałam się po cichu pod nosem odprowadzająca go wzrokiem do drzwi.

Po sekundzie do drzwi zadzwonił Klaas i wniósł śniadanie uśmiechnął się porozumiewawczo i życzył mi miłego dnia

Kiedy Mario wrócił, przysiadł na skraju mojej części łóżka, położył głowę na moim brzuchu i schodził coraz niżej odkrywając rąbek pidżamy. Złapałam jego twarz w dłonie i przyciągnęłam do swojej twarzy
- I jak ? Lepiej ci już?
- Spójrz sama - spojrzałam na dolną partię jego ciała
- Faktycznie, istna kruszynka
- Kruszynka?
- Kruszynka - uśmiechnęłam się rozbrajająco
- Ale ty jesteś zboczona
- I kto to mówi?
- Wiesz, mi to nie przeszkadza, ale mogłabyś mnie pocałować
- Nie ma mowy. Zasady gry są inne
- Marsz do łazienki! I w zamian za oczekiwanie, spodziewam się specjalnego bonusu

Pędem pobiegłam do łazienki, umyłam zęby i konfrontowałam się w lustrze sama ze sobą, aż usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi

- Czy ty musisz ciągle wkradać mi się do łazienki ? - odwróciłam się w jego stronę - trochę cierpliwości
- Nie mogę czekać- porwał mnie w ramiona i całował aż do utraty tchu - wplótł palce jednej ręki w moje włosy, a drugą jeździł wzdłuż kręgosłupa
- Wracajmy do łóżka, czeka śniadanko - położyłam się na swoim miejscu i leżąc chrupałam marchewkę
- Jak ty możesz jeść w łóżku
- A ty tego nie robisz?
- Nie mam zamiaru spać na okruszkach
-Oj daj spokój Goetze, chyba ci nie przeszkadzają, kiedy jakaś kobieta doprowadza cię w łóżku do szaleństwa
- Jeszcze się taka nie znalazła
- To znaczy że mnie okłamałeś? - zapytałam zadziornie i jako, że nadal stał pociągnęłam go za rękę i głaskałam delikatnie brzuch dopóki się nie położył obok mnie
- Nie okłamałem, ale nie mogę ci czegoś zagwarantować jeśli tego wcześniej nie sprawdzę
- Nie masz na co liczyć
- Jeszcze się okażę - położył rękę na moim udzie, ale zrobił to w taki sposób, że nie miałam ochoty mu odmawiać
-Nie masz czasem treningu?
- Trudno, najwyżej Klopp na mnie poczeka.
- Nie wydaje mi się
- Jeszcze pięć minut mamo
-To za długo, masz jeszcze trzy - zrzuciłam go z siebie i zeszłam z łóżka siadając na krześle
- Jesteś cholernie nieczuła
- Czasem się zdarza

                                  
                                        ******


Po skończonym posiłku i po tym jak wyrzuciłam w końcu Mario za drzwi kuszona propozycją podwózki, spakowałam torebkę i wybrałam się pieszo do szpitala. Dochodziła dziewiąta. Przeszłam przez park i po drodze kupiłam jeszcze trochę świeżych owoców

Gdy weszłam do sali, oboje słodko spali więc zbliżyłam się do Reusa i szepnęłam mu do ucha
-Marco, czas wstawać
- Co się dzieje? - rzucił nieprzytomnie z pół przymkniętych powiek

Kiedy otrzeźwiał powiedziałam już normalnym głosem
- Rusz się, Mario od pół godziny jest na treningu
- Boże Emmanuelle, to ty
- A kogo się spodziewałeś?

Spojrzał na mnie z lekką irytacją i ruszył się z miejsca
-Marco - zawołałam za nim - zjedz śniadanie w drodze - podałam mu kanapkę, którą zrobiłam własnoręcznie przed wyjściem z domu - nie wiedziałam z czym lubisz, ale nie mogłam cię wypuścić bez śniadania po całej nocy spędzonej tutaj
- Dzięki Em, jesteś wielka - pocałował mnie w policzek i zniknął za drzwiami

Zdążyłam wypakować zakupy i posprzątać w szafkach zanim Królewna Śnieżka wybudziła się z długiego snu

- Hej Em? Co tu robisz tak wcześnie rano?
- Wcześnie? Już późno. Kiedy ty się oddawałaś lenistwu ja odbywałam spacer po pobliskim parku

Miri rozglądnęła się po pomieszczeniu niewyraźnym spojrzeniem
- Gdzie Marco?
- Zmieniłam go. Mają dzisiaj rano trening, ale spokojnie ja z tobą zostanę. Nie cieszysz się?
- Cieszę, oczywiście, że się cieszę
- Może zrobimy sobie mały spacerek co? Nie powinnaś ciągle tutaj leżeć
- Wspaniały pomysł - usłyszałam za sobą męski głos i gdy się odwróciłam ujrzałam twarz doktora Christiana - pani Lewandowskiej przyda się spacer na świeżym powietrzu
- No to ubierz się Miri, poczekam na korytarzu
- Dzisiaj przyjaciółka będzie miała zestaw rutynowych
badań, dlatego proszę jej za bardzo nie przemęczać i wrócić około 12 do budynku szpitala
-Oczywiście panie doktorze, dziękuje za zezwolenie na porwanie pacjenta. Mam nadzieję, że te badania nie dotyczą niczego poważnego
- Jak już powiedziałem to tylko rutynowe badania, a jutro zgodnie z planem wypiszemy panią Lewandowską do domu. Chciałem z panią omówić pewną sprawę. Dotyczy kwestii ubezpieczenia, jako że nie jesteście obywatelkami Niemiec, będziecie musiały zapłacić za pobyt w szpitalu
- Naturalnie panie doktorze, ureguluję wszelkie należności
- Miło się z panią rozmawia pani Cygne, niestety muszę wracać do moich obowiązków - odszedł, ale po chwili odwrócił się i powiedział - do zobaczenia później

Tak cholernie skonsternowaną zostawił mnie na środku korytarza. Drzwi się otworzyły i wyszła Miri. Spojrzałam na słabe ruchy przyjaciółki i miałam wrażenie, że może połamać się idąc więc delikatnie chwyciłam ją za rękę i skierowałyśmy się w stronę wyjścia.

Zaczepiłam pielęgniarkę i poprosiłam o przywiezienie wózka
- Żartujesz? Nie wsiądę na niego. Już nic mi nie jest
- Nic mnie to nie obchodzi Miri, takie są procedury
-Serio? Skąd o tym wiesz?
-Swego czasu chciałam zostać pielęgniarką, lecz moja droga życiowa ułożyła się inaczej
- Myślałam, że od zawsze chciałaś być aktorką?
- Nie zawsze - zwiesiłam głowę, ale zmieniłam temat by nie mówić o przykrej przeszłości - gdybym lepiej zdała maturę może dostałabym się na studia ale tak niestety. Lepiej o tym nie mówmy
- Em czemu nic mi o tym nie powiedziałaś? Tak mi przykro
- Nie przejmuj się, było minęło. Już się przyzwyczaiłam, że całe moje życie to plan B - zauważyłam pielęgniarkę z wózkiem - chodź, lepiej wyjdźmy na świeże powietrze

Na dworze była piękna wiosenna pogoda, upały ustąpiły, ale nadal było ciepło i świeciło słońce. Siedziałyśmy na ławce i zamiast przysłuchiwać się opowieściom Miri odleciałam myślami do rachunku który muszę spłacić widziałam, że dziewczyna jest w cholernie złej formie i nie uda nam się wyjechać w planowanym terminie.

Powietrze było cieple, lecz nadal wilgotne po wczorajszej ulewie. Moje włosy były w całkowitym nieładzie. Kręciły się tak niesfornie, że miałam szczerą ochotę się ich pozbyć, bo ciągle spadały mi na oczy. Pchając wózek z przyjaciółką słuchałam jej opowieści o Marco i o tym, że powoli zaczyna się im układać. Myślami jednak byłam gdzieś zupełnie daleko, w sercu cieszyłam się piękną letnią pogodą, nie dając czasu rozumowi, aby oswoił się z sytuacją.

- Chciałabym pojechać nad morze. Tu jest pięknie ale to nie to samo. Morska bryza, piasek pod stopami...
- Tęsknisz za Gdańskiem?
- Sama nie wiem. Z jednej strony Dortmund bardzo mi się podoba ale...
- ...ale to nie to samo?

Nastąpiła długa przerwa wypełniona naszym milczeniem.
- Em powiedz mi co się dzieje między tobą, a Mario
- Miedzy mną, a Mario?
- Dokładnie o to zapytałam
- Powiedziałam mu wczoraj wieczorem
- I jak zareagował?
- Nie był zbyt usatysfakcjonowany
- Em bez żartów. Co mówił?
- Wkurzył się, ale już jest ok.
- Jesteście razem?
-Skąd wiesz?
-Widać jak na ciebie patrzy, a poza tym faceci to straszni plotkarze. Podsłuchałam ich rozmowę Marco. Cieszył się jak małe dziecko gdy go pocałowałaś
- Serio? - nie mogłam w to uwierzyć, jeśli to była prawda to zupełnie tego nie okazywał
- Em, wydaję mi się, że mu na tobie zależy
- Tak tylko Ci się zdaje. Wiesz ile razy mi się wydawało? Jakoś nigdy do niczego dobrego to nie prowadziło
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. Co jest między wami?
- Sama nie wiem, ale to nic poważnego. Dobrze wiesz, że nie nadaje się do stałych związków,
- Wmówiłaś to sobie po prostu. Zawsze trzymasz facetów na dystans, nigdy nie pozwalasz im na zbyt wiele tylko dlatego że kiedyś jakiś kretyn..
- Nie mówmy o tym Miri, to było dawno. Poza tym, to nie tak jak myślisz. Ja po prostu nie potrafię mu zaufać, nie chcę.
- A jeśli kiedyś zmienisz zdanie?
- Nie zmienię
- A jeśli? Słuchaj. Spotkałaś świetnego faceta. To wszystko jest tak niewiarygodne jak sen. Nie twierdzę że powinnaś być z nim z powodu tego kim jest, ale może to jakieś przeznaczenie was do siebie zbliżyło?
- Nie uważasz że byłoby w tym wszystkim zbyt dużo przeznaczenia? Wystarczy że ty i Reus jesteście razem
- To nie jest takie oczywiste.
- Niby czemu?
- Bo nie jestem taka ładna jak ty
- Daj spokój. Poderwałaś najlepszy towar w całym Dortmundzie. Nadal wątpisz w swoją urodę? Jesteś zjawiskowa i inteligentna. Idealna
- Mówię serio. Za tobą faceci biegają nawet wtedy, gdy kompletnie ich olewasz
- Po prostu to lubią.
- Co?
- Faceci lubią jak traktuje się ich z góry. Na samym początku jest fajnie, ale później to oni chcą przejąć dowodzenie i wszystko zaczyna się pieprzyć, dlatego właśnie uciekam. Lubię żyć po swojemu, na własnych warunkach i robić co mi się podoba
- Em gadasz jak facet
- Nie ukrywam, coś w tym jest

Usiadłyśmy na ławce otoczonej pięknymi żółtymi tulipanami pośród fioletowych krokusów, które niesamowicie ze sobą kontrastowały. Uznałam że powinnyśmy poważnie porozmawiać o niedalekiej przyszłości
- Wiesz że jutro wychodzę? - pierwsza odezwała się Miri i dała mi szansę gładko przejść z tematu na temat
- Cieszę się bardzo. Tysiąc razy wolę spać z tobą niż z Mario
- Sypiacie ze sobą? - przyjaciółka szeroko otworzyła oczy - i ty mi mówisz że to nic poważnego?
- Nie w tym sensie. On się uparł ,że ze mną zostanie żeby nic złego mi się nie stało w tym 'Wielkim Mieście'. Miałam jeszcze do wyboru zamieszkać u niego więc z dwojga złego wybrałam opcje ' na własną rękę'
- No właśnie Em. Marco zaproponował mi, żebym u niego zamieszkała.
- Zgodziłaś się?
- Nie miałam innego wyjścia. Lekarze uważają, że nie powinnam teraz się przemęczać, a taka podróż byłaby dla mnie zbyt niebezpieczna. Nie stać mnie na hotel dlatego przyjęłam jego propozycje. Em, nie chcę się z nim rozstawać
- Miri rozumiem cię doskonale, nie ukrywam, że zdjęłaś mi kamień z serca bo zupełnie nie wiedziałam co zrobić, ale wszystko się na szczęście ułożyło.
- Pomyślałam, że może zostaniemy na całe wakacje, co ty na to?
- Wakacje? Ale jak to? - po minucie zorientowałam się o czym ona do mnie mówi - Posłuchaj Miri - powiedziałam najdelikatniej jak umiałam - chyba źle mnie zrozumiałaś. Nie zostaję tutaj, nie chcę cię zostawiać samej, ale nie mam wyjścia
- Ale jak to? Ty nie możesz wyjechać? Przecież ja sobie bez ciebie nie poradzę.
- Masz Reusa, wszystko się jakoś ułoży
- Nie mówisz poważnie, prawda?
- Miri uspokój się, nie powinnaś się denerwować. Nie w twoim stanie
- Em, proszę, obiecaj mi, że zostaniesz
- Będę z tobą szczera. Nie chciałam ci tego mówić, ale trzeba zapłacić za twój pobyt w szpitalu. Nasze ubezpieczenie tego nie pokrywa. Nie wiem skąd wziąć pieniądze, ale ty się tym nie przejmuj. Biorę to na siebie, to ja cię na to namówiłam i przeze mnie wylądowałaś w szpitalu
- Em nawet tak nie mów. Nie pozwolę ci za mnie płacić. Poproszę rodziców o kasę zadzwonię do nich i wyjaśnię sytuacje
- I co im powiesz? Przecież będą pytać gdzie mieszkasz, co się z tobą dzieję, czy nic ci już nie grozi. Będą się martwić
- Em, proszę nie wyjeżdżaj - złapała mnie za rękę i wtuliła głowę w moją klatkę piersiową
- Niczego nie obiecuję, ale zastanowię się
- Dziękuje Em. Jesteś prawdziwa przyjaciółką. Byłam dla ciebie okropna, a ty pomimo tego tak mi pomogłaś
- Spokojnie kochanie, wszystko się jakoś ułoży



 
                                        ******


Ze szpitala wyszłam w podłym nastroju. Nie było opcji, żebym została w Niemczech na dłużej. Żeby tak się stało, musiałabym znaleźć jakąś pracę. Z moim obecnym wykształceniem to będzie trudne. Chociaż w agencji towarzyskiej braki w moim CV nie stanowiłyby problemu.

Wróciłam do hotelu, wzięłam prysznic żeby oczyścić się ze wszystkich bakterii szpitalnych. Przebrałam się i z lekko mokrymi włosami wyszłam na miasto, aby spędzić samotne popołudnie i lepiej poznać Dortmund, który nadal skrywał przede mną wiele tajemnic.

To miały być najlepsze wakacje mojego życia. Bez rodziców, z daleka od domu, pełne zabawy, wyzwolenia i szaleństwa. Jeszcze się nie skończyły ale nie zrealizowałam żadnego z moich planów, nie licząc mecz na Signal Iduna Park. Dortmund był cholernie nowoczesny, całkowicie różny od Gdańska. Całe miasto w modernistycznym stylu tętniło od konsumpcjonizmu, młodości i wyzwolenia, ale zachowywało w sobie harmonię.

Przechodząc obok ulicy pełnej witryn sklepowych, pomyślałam że wykorzystam te trzy ostatnie dni. Weszłam do pierwszego z nich, kuszącego ofertą bogatej gamy kolorystycznej. W środku upewniłam się w wyborze jeszcze bardziej. Pełno w nim było cudownych deseni, wzorów i kolorów. Po wielu przymiarkach ostatecznie zdecydowałam się na szarą sukienkę wieczorową przetykaną złotą nicią, lekko asymetryczną, w której (pomimo mankamentów mojej budowy ciała) wyglądałam obłędnie, oraz złote sandałki pasujące na każdą 'letnią' okazję, a także dżinsowe szorty nadające berliński look i kilka bluzek m.in. jedną T-shirts dress w kolorze oranżu, hit tego lata, oraz zieloną podkreślającą kolor moich włosów. Zakupy zwieńczyła spódnica midi w kolorze różowej orchidei, którą zwietrzyłam na wystawie ostatniego sklepu. Przy kasach zastanawiałam się czy wydawać kasę, której nie mam, ale zaraz potem wyrzuty sumienia mi przeszły gdy przypomniałam sobie o karcie kredytowej, którą dostałam od rodziców 'w razie czego'

Zakupy do hotelu pomógł mi wnieść Klaas, gdy zobaczył, że nie mogę sobie poradzić z drzwiami. Zaszczyciłam chłopaka najpiękniejszym uśmiechem na który było mnie stać, a potem rzuciłam się na łóżko owładnięta zmęczeniem. Długo jednak nie dane było nacieszyć mi się błogim lenistwem , gdyż zadzwonił telefon
- Tak słucham - wypowiedziałam do słuchawki po niemiecku
- Panno Cygne czeka tu na panią pewien człowiek nazwiskiem Jauch, twierdzi że byliście państwo umówieni

Spojrzałam na zegarek była punktualnie trzecia. Doktorek ma niezłe wyczucie - pomyślałam.

- Proszę przekazać żeby zaczekał, zejdę za kwadrans

Wcisnęłam się w nową sukienkę oraz sandałki. Zarzuciłam na głowę letni kapelusz. Przy toaletce odświeżyłam makijaż i po zjechaniu windą, ujrzałam w hallu hotelu wysokiego blondyna z tym miłym uśmiechem na twarzy, dzierżącego bukiet herbacianych róż w dłoni.
- Bardzo przepraszam, że musiał pan czekać doktorze - powiedziałam z kokieterią w głosie
- Nic nie szkodzi panno Cygne, na tak piękną kobietę można czekać nawet całe życie - odpowiedział tym samym i wręczył bukiet
- To dla mnie? - udawałam zdziwienie - Są prześliczne
-Nawet w małej części nie równają się z pani urodą - na dworze czekał na nas zaparkowany srebrny mercedes na oko dwuletni.

Nie wiem co we mnie wstąpiło przy tym spotkanie bo zachowywałam się zupełnie inaczej, niż na szpitalnym korytarzu. Moja zdolność do flirtu przewyższała jednak mój zdrowy rozsądek i dałam się zaprosić na obiad który w rzeczywistości okazał się randką, a nie tak jak myślałam przepustką do przyjaźni.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz